Rano z hukiem obudziła mnie kultura

Rano z hukiem obudziła mnie kultura

Obcowanie ze sztuką nie zawsze jest miłe i przyjemne

Katarzyna Janowska – redaktor naczelna kultury w portalu Onet

Czy kultura, w której pracuje pani od lat, potrafi na panią jeszcze wpływać?
– Trafił pan idealnie, bo rano z hukiem obudziła mnie kultura. Mianowicie moja półka z książkami, zrobiona z hartowanego szkła, efektownie rozpadła się na milion drobnych kawałków. Spektakularny poranek, który wywołał we mnie myśl, że obcowanie z kulturą nie zawsze jest przyjemne i rozrywkowe, jak lubimy o tym myśleć. W większości mediów kulturę włącza się do działu rozrywka. Mocno walczę, żeby w Onecie kultura była niezależna od rozrywki i lifestyle’u.

Takie podziały są potrzebne?
– Rozrywka i lifestyle mogą być elementem kultury, ale nie odwrotnie. Natomiast podział na kulturę wysoką i niską nie jest już tak oczywisty. Żyjemy w płynnej ponowoczesności; zgadzam się z Zygmuntem Baumanem, który pisał, że elity są wszystkożerne. Sama pochłaniam seriale telewizyjne, pisma Aleksandra Hercena i płyty Brodki. Powtarzam od lat, że kulturą jest to, co budzi emocje, porusza, daje do myślenia, pozostawia osad, jakoś nas zmienia. Wystarczy, że zostanie w nas jedna scena, jedno zdanie, jeden takt muzyki.

Dziś dostęp do kultury jest tak szeroki, że trudno byłoby nam zapamiętać coś więcej.
– Codziennie jesteśmy zalewami bodźcami. Kiedy wchodzę na stronę główną Onetu, to oprócz rzeczy, które mnie interesują, mam mnóstwo informacji całkowicie nieistotnych z mojego punktu widzenia. A jednak zajmują moją uwagę. Trzeba mieć w sobie zdolność selekcji, żeby przed tym się chronić, żeby wybierać elementy, które rzeczywiście jakoś mogą nas rozwijać. Nie zawsze nam się udaje, ale ja wierzę w użytkowników. Nie boję się internetu, bo wiem, czego w nim szukać. Zastanawiam się natomiast, jak w wirtualnej rzeczywistości odnajdują się bardzo młodzi ludzie, bez tego wektora pionowego, który mamy my, wychowani w świecie przedelektronicznym. Kultura jest w symbiotycznym związku z edukacją. Właściwie mogłabym powiedzieć, że nie ma kultury bez edukacji i odwrotnie. Pytanie, na ile współczesna szkoła wychowuje młodego człowieka na odpowiedzialnego i świadomego odbiorcę o ukształtowanej hierarchii potrzeb.

Mówi pani o wierze w użytkowników. Moją nadwątla czytanie komentarzy pod artykułami.
– Mam zdolność zamykania się przed tą częścią rzeczywistości, której nie chcę przyjąć. To jednocześnie moja siła i słabość. Pamiętam, jak na początku pracy w Onecie zrobiliśmy z szefem Muzeum Sztuki w Łodzi galerię zdjęć, w której pokazywaliśmy, co ciekawego można w wakacje zobaczyć w muzeum. Materiał miał bardzo dużo wejść, co mnie ucieszyło. Pod nim rozgorzała dyskusja na temat tego, czy to w ogóle jest sztuka. Dyrektor do mnie zadzwonił i mówi: „Super, że to zrobiliście, ale jak czytam te komentarze, to ręce mi opadają”. Znajomość sztuki przeciętnego odbiorcy zatrzymała się na Matejce. Jestem jednak przekonana, że nie powinniśmy się zniechęcać, bo właśnie publikacją tego materiału poszerzyliśmy znajomość sztuki u osób, które wcześniej nie zetknęły się ze sztuką awangardową, czyli z klasyką z połowy XX w. W sierpniu naszym najbardziej klikalnym artykułem był tekst o Jerzym Giedroyciu i Julii Hartwig. W Onecie, wyobraża pan sobie? A to, że ludzie coś wypisują i czasami bredzą w komentarzach… No, jeśli przynajmniej nie są wulgarni ani napastliwi w stosunku do naszych bohaterów, to niech piszą.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 21/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 21/2017

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy