Zacznij się bać, Ameryko!

Zacznij się bać, Ameryko!

Leslie Roy Moonves jest prezesem zarządu i prezydentem korporacji CBS, największej wśród gigantów telewizyjnych USA. Na obu tych stanowiskach jest o miesiąc krócej niż Jacek Kurski w TVP, ale dorobek ma większy. Nie ma długów, majątek firmy powiększył o 17%. Owszem, dużo zarabia. Z kilkumiesięcznych oszczędności mógłby spłacić całoroczny dług, w który Kurski wpędził polską spółkę. Za to nie jest chuliganem. Nigdy by mu nie przyszło do głowy, żeby publicznie powiedzieć choćby jedno złe słowo o jakimkolwiek partnerze związanym umową z firmą.

Jaką perspektywę ma Kurski, wie tylko Kaczyński, który go wyciągnął z własnego kaszkietu. Jak się potoczy dalsza kariera Moonvesa, wie on sam. Przedłużył właśnie kontrakt do roku 2021, a potem będzie jeszcze pięć lat pracować w CBS na stanowisku starszego konsultanta. Jest dłużej w branży niż Kurski na świecie.

Jaki to naiwny naród, ci Amerykanie! Czy oni naprawdę sądzą, że przez najbliższe 10 lat nie wygra tam wyborów ani prawo, ani sprawiedliwość i nikt nie odsunie Moonvesa od koryta?!

W tyle wizji już dzisiaj TVPiS ma kadry bardzo uwrażliwione na międzynarodową krzywdę i zdolne do niesienia internacjonalistycznej pomocy. Nieuzbrojone dwójki Marcina Wolskiego, z nim samym jako dowódcą polowym, gołymi rękami i z taką łatwością rozprawiają się z wrogiem wewnętrznym (sędziowie, Wałęsa, Kayah) i zewnętrznymi wrogami Polski (uchodźcy, Tusk, Merkel), że aż żal patrzeć, ile jeszcze odnawialnej energii zostaje w autorach tego dramatu satyrowego w TVP Info i zwyczajnie się marnuje.

Magdalena Ogórek się nie zgadza, aby muzułmanie w Paryżu modlili się na ulicy; nie ma jej zgody na to, aby Real Madryt usuwał krzyż z klubowego logo, a Portugalczyk Ronaldo promował ramadan w egipskiej telewizji, na dodatek w galabii i agalu. Taki potencjał słusznego gniewu blondynki nie powinien się marnować w kraju – trzeba go użyć do ostatecznego rozwiązania Unii Europejskiej.

Partner radykalnej intelektualistki „W tyle wizji” daje świeżą definicję bojkotu (jeżeli my, to tak, jeżeli oni, to nie), która powinna sobie utorować drogę do Europy, od stu lat z górą niezmiennie i niepotrzebnie kojarzącej ten termin z „afrontem” wyrządzonym przez załogę niejakiemu Boycottowi, angielskiemu administratorowi majątku w Irlandii. Marcin Wolski z talentem i charakterem Kallimacha z powodzeniem gra swoją rolę na dworze kolejnego już Ptolemeusza w Polsce, a mógłby obsługiwać epigramami podobne, zagraniczne demokracje, też cierpiące z powodu niedorozwoju repertuarowego liryki chóralnej.

Ich szef pisze list do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ma odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pewien poseł, który stanął przed kamerą „Wiadomości” z przyklejonym do kurtki serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, został pokazany widzom jako poseł bez tego znaczka. Przedstawia to jako niezawiniony sukces technologii telewizyjnej. Rada pewnie będzie zadowolona, bo dostała odpowiedź na skargę. O ciemnym ludzie nie warto wspominać. Pozostaje tylko wstyd nauczycielki, która dopuściła do egzaminu dojrzałości człowieka, który do dziś nie dojrzał.

Że może jeszcze być normalnie w życiu, nie tylko w CBS, niech zaświadczy cudowna scenka… teatralna. Na uroczystości rozdania Orłów polskiego kina stanęły przed galową publicznością trzy aktorki. Oświadczenie przeczytała z kartki Agata Kulesza: „Wszystkie trzy jesteśmy ambitne i mamy nerwicę. Kulesza jest katoliczką, Kuna jest ateistką, a Buzek jest chuda. Kuna ma dwoje dzieci, Kulesza jedno, a Buzek jest córką premiera. Buzek nie je mięsa, Kuleszy ścięli drzewo i płakała jak nigdy w filmie, a Kuna brzydzi się przyrodą. I mimo tych różnic i tego, że dzisiaj tylko jedna z nas dostała Orła, będziemy nadal pracować, szanować się, sprzeczać i spotykać w domu Agaty Kuleszy. Lubmy się trochę”.

Szanowne Panie, zaproście kiedyś do siebie, choćby na chwilę, choćby na próbę, panią Ogórek.

Że może być jeszcze lepiej niż do tej pory, świadczy głos pewnej rodzimej magnatki prasowej: „Pogłoski o śmierci prasy papierowej są mocno przesadzone. Trzeba tylko dbać o jakość treści, nadążać za zainteresowaniem czytelnika, zaangażować się w problemy branżowe, a wtedy nakład 30 tys. egzemplarzy potrafi zniknąć w ciągu niespełna trzech godzin”. Realia są takie: pismo nazywa się „Głos Mordoru”, a od ostatniego poniedziałku jeszcze ładniej: „Mordor Voice”. Było rozdawane za darmo w Warszawie, a od poniedziałku będzie także rozdawane w Krakowie, we Wrocławiu i w Gdańsku. Brawo!

Wydanie: 22/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy