Zaklinacze rzeczywistości

Zaklinacze rzeczywistości

Początek roku znowu należy do sprzedawców dobrej nowiny. Mimo że bezrobocie rośnie, to słyszymy, że nie jest źle, bo mogło rosnąć szybciej, a liczba osób bez pracy rośnie i tak wolniej, niż się można było spodziewać. Ci sami ludzie, którzy uznają obecnie za sukces wzrost PKB na poziomie niecałych 2%, jeszcze niedawno planowali PKB na poziomie prawie 5%, a zejście poniżej 3% uznaliby za klęskę. Jakkolwiek by było, jest dobrze i będzie jeszcze lepiej. Jeśli będzie trzeba, to każdą porażkę można uznać za sukces i wmówić ludziom, że tylko malkontenci i złośliwi idioci narzekają, że coś nie idzie tak, jak powinno iść.
Tak samo jest z innymi sprawami – w Iraku i Afganistanie wojsko amerykańskie walczy o pokój i likwiduje terrorystów. W Czeczenii zaś mamy bojowników i partyzantów, których Rosja zwalcza w sposób niedemokratyczny. Dlatego wysyłanie polskich żołnierzy do Afganistanu, aby walczyli u boku amerykańskich sojuszników, jest zaszczytem, obroną demokracji i dobrą inwestycją, przeznaczenie zaś tych samych kilkuset milionów złotych na badania naukowe czy pensje dla pracowników budżetówki jest wydatkiem, na który „nas nie stać”. Używanie przemocy przez policję wobec demonstrantów nazywa się „zaprowadzaniem porządku społecznego”, używanie zaś przemocy przez demonstrujących stoczniowców wobec instytucji odpowiedzialnych za ich los jest przejawem zachowań bandyckich. Wymachiwanie biało-czerwonymi flagami przez polskich osiłków na stadionie jest przejawem patriotyzmu, powiewanie flagami rosyjskimi na boiskach u wschodniego sąsiada jest zaś oznaką rosyjskiego nacjonalizmu.
George Orwell nazywał takie zabiegi językowe nowomową – główną jej cechą jest odwracanie znaczenia używanych słów. Najbardziej znane przykłady Orwellowskiej nowomowy to spotykane w „Roku 1984” slogany: „Wojna to pokój”, „Wolność to niewola”, „Niewiedza to siła”.
Jak się okazuje, „realny kapitalizm” w Polsce też ma swoją nowomowę – nierówność występuje w opakowaniu „równych szans, jakie daje gospodarka rynkowa”, zwalnianie ludzi z pracy nazywa się „racjonalizacją wydatków”, ograniczanie praw socjalnych to po prostu „porządkowanie finansów publicznych”, upominanie się zaś o prawa pracownicze określa się mianem „roszczeniowości związków zawodowych”.
W bardzo interesującej książce „Nowomowa neoliberalna” jej autor, francuski socjolog Alain Bihr, pokazuje dwie funkcje języka propagandy obecnego systemu: „Chodzi z jednej strony o odwrócenie znaczenia słów, a z drugiej o zacieranie sensu. Zwykle obie naraz dochodzą do głosu w sposobie, w jaki neoliberalny dyskurs definiuje swoje kluczowe koncepty i w jaki się nimi posługuje”.
Pamiętajmy o Marksowskiej refleksji, że w każdym systemie „myśli klasy panującej są myślami realnie panującymi”. Dlatego też likwidowanie pod sztandarem kapitalizmu zdobyczy postępowych reform społecznych, jakie świat pracy wywalczył w minionych kilkudziesięciu latach, nazywa się dziś „reformami”. Choć z punktu widzenia interesu społecznego likwidowanie zabezpieczeń socjalnych, wydłużanie czasu pracy, komercjalizacja służby zdrowia, pomysły wprowadzenia opłat za edukację, obniżanie wysokości emerytur i wiele innych neoliberalnych koncepcji stanowi jawną „kontrreformę” i jest cofaniem się do rozwiązań z XIX w., to „wolne media” domagają się bardziej stanowczych „reform”. Obywatelu, twoja emerytura będzie niższa, a ty będziesz pracował dłużej, ale to wszystko jest dla twojego dobra. Nie rozumiesz tego? Jesteś albo zamierającym gatunkiem homo sovieticus, niereformowalną pozostałością po minionym systemie, albo za mało słuchasz „wolnych mediów”. One przy pomocy „niezależnych ekspertów” z Business Centre Club albo Centrum im. Adama Smitha wytłumaczą ci, że mniej zarabiać i dłużej pracować to dobre rozwiązanie dla ciebie.
I choć przez całe dziesięciolecia słowo reforma widniało na liście postulatów różnych ruchów społecznych walczących o modyfikacje kapitalistycznych stosunków produkcyjnych i poprawę sytuacji zatrudnionych, to dziś – jak twierdzi Alain Bihr – kiedy prawicowe media, ideolodzy i politycy „mówią o konieczności „reform”, chodzi im o zakwestionowanie nie tylko zdobyczy wywalczonych przez pracujących, dotychczasowych owoców ich walki, ale samej zasady, która umożliwia staranie się o poprawę losu pracujących”.
Podobnie jest ze spotykanymi w mediach i pseudonaukowych opracowaniach z ekonomii postulatami „elastycznego rynku pracy”, „elastycznych form zatrudnienia” czy też „elastycznej gospodarki”. Zazwyczaj chodzi o swobodę łatwego zwalniania. Elastyczny rynek pracy to taki, który daje się swobodnie ugniatać, wałkować i nie stawia żadnego oporu wobec biznesu. Elastyczność jest przewidziana tylko dla jednej strony relacji społecznych w miejscu pracy. Kiedy biznes może działać elastycznie, bez żadnych ograniczeń kodeksu pracy czy konieczności przestrzegania praw pracowniczych, to druga strona – pracownicy – spotykają się z twardą sytuacją, gdzie trudno o jakąkolwiek elastyczność i swobodny wybór. Nazywanie bezwzględnego przymusu ekonomicznego elastycznością jest przejawem cynizmu ideologów obecnego porządku.
Noam Chomsky twierdzi, że propaganda ma większą rolę do odegrania w tzw. społeczeństwach demokratycznych niż w systemach totalitarnych. W tych drugich władza w sposób otwarty może stosować przemoc i przymus oraz zmuszać poddanych wszelkimi środkami do posłuszeństwa. W systemach nazywanych demokratycznymi używanie na co dzień i wobec wszystkich przemocy jest niemożliwe. Władza musi jednak jakoś wymuszać posłuszeństwo i przekonywać klasy ludowe do podporządkowania się najbardziej absurdalnym rozwiązaniom. Wtedy z pomocą przychodzą „wolne media” i spece od manipulacji z sektora PR. Dlatego też ich znaczenie paradoksalnie jest większe w „wolnym świecie rynku”. Postawa „wolnych mediów” w Polsce, należących do wielkich koncernów, tylko potwierdza opinię Chomsky’ego. Czy naprawdę jednak można zamknąć ludziom oczy i zatkać uszy wbrew podpowiedziom rozumu? Na szczęście nie na zawsze i nie wszystkim.

Wydanie: 2/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy