Wycinka

Walka klasowa czym była, wszyscy wiemy i nie ma co się nad tym rozwodzić. Biedni wspólnym zrywem usiłowali zabrać bogatym, a kiedy to się udało, część z nich natychmiast bogaciła się, wtedy reszta zamożnych przechodziła do opozycji. Opozycja zawiązywała grupy nieformalne, które w różny sposób próbowały odebrać chociaż część swojego. A historyczny efekt tych działań jest taki, że tylko przybywa biednych. Tam, gdzie się kończy walka klasowa, zaczyna się demokracja albo dyktatura. Nam się tym razem trafiła demokracja.
Tutaj walczy się z przeciwnikiem politycznymi metodami, które nakazują dobre obyczaje i partie sprawujące aktualnie władzę. Czyli kulturalnie. Przykładem takiej kultury może być sprawa Lecha Wałęsy, pseudonim BOLEK, i Józefa Oleksego, zaszyfrowanego jako OLIN.
W ostatnim czasie zauważyłem jednak zjawisko niepokojące. Albo brakuje już materiałów obciążających stronę przeciwną, albo ja czegoś nie rozumiem. Swoi zaczęli wybijać swoich. Najpierw Leszek Miller, bez rozmowy z zainteresowanym, zaproponował Józefa Oleksego jako najlepszego kandydata na prezydenta Warszawy, zakładając, że jeżeli ten się zgodzi, to przegra, a jeżeli odmówi, to straci zaufanie znaczącej części SLD.
W tym samym czasie poseł Giertych powiedział, że gdyby Antoni Macierewicz chciał kandydować na to samo stanowisko, to Liga Polskich Rodzin nie pozwoli.
Następnie gazeta „Trybuna” zdjęła profesora Marka Belkę ze stanowiska wicepremiera, pisząc, że ma także operacyjny pseudonim.
A kilka dni temu prawicowy działacz Młodzieży Wszechpolskiej w Olsztynie oblał żrącą substancją proponującą współpracę aktywistkę Narodowego Odrodzenia Polski.
Gdybym szukał wspólnego mianownika w opisanych tu przypadkach, to byłby nim mecz dwóch zawodowych bokserów. Po ciężkim nokaucie ten, który odzyskał przytomność, zapytał przeciwnika:
– Dlaczego mnie tak mocno uderzyłeś?
– Bo za to mam premię.

Wydanie: 28/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy