Obywatele terroryści

Obywatele terroryści

Co jakiś czas możemy usłyszeć biadolenie różnych organizacji biznesowych o utrudnieniach ze strony biurokracji państwowej w prowadzeniu działalności gospodarczej. Również politycy od prawej do lewej strony polskiego parlamentu uznają za właściwe wspominać regularnie o konieczności likwidacji przeszkód i procedur dla naszych biednych przedsiębiorców. Wtedy zazwyczaj słyszymy slogany o potrzebie uelastycznienia polskiej gospodarki. Szkoda, że te postulaty dotyczą tylko małej części społeczeństwa, a większość komentatorów życia publicznego nie dostrzega absurdów państwa wobec aktywności tzw. zwykłych ludzi.
Polacy tworzą jedno z najbardziej biernych społeczeństw w Europie – zdecydowana większość żyjących w Polsce nie należy do jakichkolwiek organizacji społecznych, nie uczestniczy w demonstracjach, nie angażuje się w życie społeczności lokalnej i próbuje rozwiązywać swoje problemy tylko na własną rękę. W momencie, kiedy jednak dochodzi do przypływów aktywności obywatelskiej i demokracja otrzymuje ożywcze impulsy, ludzie zaczynają się organizować, wychodzić na ulice, protestować, organizują demonstracje i strajki – wtedy politycy mówią o „kryzysie demokracji”.
Niedawno w czasie kampanii wyborczej wszyscy drżeli o poziom frekwencji wyborczej i mimo że prawie połowa uprawnionych do głosowania ostatecznie została w domu, i tak media oraz politycy ogłaszali sukces frekwencyjny. Z drugiej strony, kiedy niewielka mniejszość społeczeństwa polskiego traktuje demokrację bardziej serio niż tylko w formie rytualnego wrzucenia karty do głosowania raz na cztery lata, może dostać od polityków i biurokracji państwowej po głowie. Albo być oskarżona np. o wspieranie… terroryzmu. To nie żart.
Po zmianie ustawy „o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu” wszystkie nieliczne w polskich warunkach stowarzyszenia oraz fundacje mają obowiązek, poza wprowadzaniem w życie wewnętrznych procedur określających zasady donoszenia państwu o wszelkich przepływach kwot o równowartości powyżej 15 tys. euro, także rejestrować zachowanie osób m.in. na podstawie „kryteriów behawioralnych – polegające na nietypowym, w danej sytuacji, zachowaniu klienta” (cyt. z ustawy). Nie chcesz zamykać się w czterech ścianach i przyszło ci do głowy zrobienie czegoś pożytecznego dla dobra ogółu? W polskich warunkach to podejrzana sprawa. Albo jesteś naiwnym frajerem, albo pierzesz pieniądze i wspierasz terroryzm. Innych możliwości dla państwowych biurokratów nie ma. Więc albo cicho siedź i się nie wychylaj, albo możesz zgodnie z powyższą ustawą dostać trzy lata więzienia.
Można oczywiście założyć, że jak to w Polsce nikt nie traktuje serio istniejących przepisów – włącznie z urzędnikami i administracją państwową. OK – jest to pewne pocieszenie. Ale jeśli chce się komuś przywalić, to mamy kolejne narzędzie w rękach władzy do przywoływania do porządku niepokornych obywateli i zbyt społecznych organizacji.
W Polsce bowiem nie ma tak naprawdę tzw. organizacji pozarządowych – są tylko albo zaprzyjaźnione i żyjące na garnuszku lokalnych lub centralnych władz organizacje wspierające działalność oficjalnych układów władzy (de facto są to organizacje prorządowe wspierane z pieniędzy państwa), albo grupy i organizacje społeczne kontestujące lokalne lub centralne kliki (i wtedy są to de facto organizacje antyrządowe). Tym drugim nie daje się żadnego wsparcia, nie mają szans na uzyskanie dotacji i dodatkowo można nasłać na nie dziesięć różnych typów kontroli (od urzędu skarbowego przez ABW, na ZUS kończąc). Uwierzyłeś w demokrację obywatelską i zbyt serio chcesz korzystać z przysługujących obywatelom praw? To uważaj i zastanów się dziesięć razy, zanim zaczniesz działalność społeczną.
Chyba że jesteś jednym z kolegów kogoś z obecnie sprawującego władzę aparatu partyjnego – wtedy twoja organizacja może liczyć na hojne dotacje nawet na najgłupsze projekty. Jak pokazują listy rankingowe różnych konkursów dla tzw. organizacji pozarządowych, równie duże szanse mają organizacje kościelne. Parafie i różnego rodzaju stowarzyszenia katolickie chętnie i skutecznie wyciągają łapę po pieniądze z budżetów miast, urzędów marszałkowskich, a także te płynące ze zgniłej i niemoralnej Unii Europejskiej.
Generalnie jednak polityka grantów i dotacji trzyma na krótkiej smyczy wszelkie niekontrolowane zachowania organizacji społecznych. Jeśli są zbyt niepokorne, wtedy można dodatkowo użyć wobec nich np. wspomnianej ustawy „o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu”.
John Keane – brytyjski politolog – opisując różnego rodzaju formy kontroli demokratycznego państwa w dostępie obywateli do informacji, wspominał o korporacjonizmie. Tym terminem określał wszelkie praktyki zlecania niepopularnych decyzji i działań rządu zaprzyjaźnionym organizacjom. W ten sposób można upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie: dać zarobić swoim kumplom z właściwych i potulnych tzw. organizacji pozarządowych oraz zrealizować niepopularne działania służące polityce rządu innymi środkami niż ministerialne urzędy. Np. minister Barbara Kudrycka zamiast ogłaszać zza swojego ministerialnego biurka kolejne pomysły napotykające opór środowiska akademickiego, wspiera się raportem Ernst&Young. Za grube pieniądze ma święty spokój (bo to przecież nie stanowisko rządu, tylko „niezależnych ekspertów”) i przychylność tych, którym dała zarobić.
Rację ma Zygmunt Bauman, kiedy stwierdza, że w dzisiejszych czasach państwa „łatwo dają się sprowadzić do pożytecznej funkcji okręgów policyjnych, zapewniających odrobinę porządku potrzebnego do prowadzenia interesów”. Nie trzeba obawiać się, że mogą ograniczyć swobodę firm czy przedsiębiorstw. Problemy z neoliberalnym państwem mają nie przedsiębiorcy, lecz jedynie zbyt społecznie nastawieni obywatele. Platforma Obywatelska mogłaby zmienić nazwę na Platformę Przedsiębiorców – wtedy neoliberalna ideologia żyłaby w pełnej zgodzie z praktyką polityczną i polską rzeczywistością. A aktywni obywatele i tak zawsze mogą zostać nazwani terrorystami.

Wydanie: 30/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy