Marsz i po marszu

Marsz i po marszu

Istotą stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości nie była refleksja nad tym, co wtedy się stało i gdzie teraz jesteśmy. A warszawski marsz – wszyscy debatowali, jaki będzie, spokojny czy burzliwy. Wcześniej Mateusz Morawiecki wygłosił orędzie do Polaków. „Są sprawy, które wykraczają poza doraźne spory i rozłamy”, mówił ze wzruszeniem o „szacunku dla obywateli i między obywatelami – o różnych wrażliwościach, różnych poglądach, różnych wyborach życiowych i ideowych”. „Szukajmy tego, co nas łączy, co pozwala budować wspólnotę i przyczynia się do wzmacniania pozycji Polski”. Nie ma na to innego słowa niż obłuda. Przecież rok jego rządów to dzielenie Polaków. W czasie kampanii wyborczej jeździł po kraju i szantażował wyborców, że w razie wyboru innej partii niż PiS rząd nie da samorządom pieniędzy. PiS specjalizuje się w wyrzucaniu z polskiej wspólnoty każdego, kto nie popiera tej partii. Trafnie pisał Andrzej Stankiewicz: „Swój apel do Polaków o jedność Morawiecki powinien był wygłosić niemal rok temu, gdy zostawał premierem. I samemu konsekwentnie się do niego stosować. Takie były zresztą wobec niego nadzieje – miał złagodzić politykę i retorykę PiS, tonując konflikt polityczny dzielący Polaków. Nie ma śladów tego, że próbował. W tym sensie rocznicowe orędzie jest ilustracją nadziei, które Morawiecki zawiódł”.

Andrzej Duda na odsłonięciu pomnika Lecha Kaczyńskiego powiedział, że „od czasów marszałka Józefa Piłsudskiego tak wielkiego przywódcy nie było, aż do czasu prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. A nieprawda, Lech Kaczyński był większym przywódcą od Piłsudskiego, wystarczy popatrzeć na pomniki na placu Piłsudskiego, jego większy.

Ten pomnik Lecha Kaczyńskiego okropny. Bliźniaczo podobny do pomnika dyktatora prezydenta Turkmenistanu Saparmurata Nijazowa, na Facebooku można porównać oba. Piękne pomniki zawsze się różnią, a szpetne są do siebie uderzająco podobne. Dyktatura, jawna lub ukryta, dojrzała i raczkująca, mają zawsze wspólne rysy, też w sztuce. Inna sprawa, że sztuka pomnikowa, nie tylko w Polsce, jest w wielkim kryzysie, człowiek na pomniku dobrze wygląda jedynie na koniu. Kaczyński powinien więc siedzieć na koniu, ale kto dzisiaj dobrze wyrzeźbi konia? Na odsłonięciu w jakimś sensie własnego pomnika prezes zapowiedział, że powstanie muzeum Lecha Kaczyńskiego. Kult Lecha rośnie, dalej to chyba już tylko beatyfikacja. Efekt taki, że myślącym Polakom ów przeciętny polityk jawi się teraz gorzej, jako polityk nędzny i groteskowy.

Pod Grobem Nieznanego Żołnierza, inaugurując główne uroczystości, znowu przemawiał, a właściwie krzyczał Andrzej Duda, coraz bardziej poruszony swoim oratorskim talentem – on do łez sam się sobą wzrusza. I te miny. Powitał wielu, a zapomniał o Tusku, który jest pierwszym człowiekiem Unii. Nie wita się przestępcy. Potem jednym okiem zerkałem w ekran na warszawski wielki marsz. Bez emocji, bez wzruszeń. Oni z każdej potrawy zrobią mydło. Nawet byle jakie spółkowanie z narodowcami prowadzi do zarażenia się brzydką chorobą. Negocjacje z ONR trwały do północy i zakończyły się wielkim kompromisem. Prof. Nałęcz trafnie powiedział: „Władza państwowa nie może negocjować z jakąś ekstremalną grupą, chcąc iść z nią razem, żeby tamta przestrzegała prawa. Równie dobrze pan prezydent Duda może spotkać się w lesie z wilkiem i umawiać się, że od dzisiaj wilk będzie jadł trawę”. I biedak jadł trawę, ale za jakiś czas sobie to zrekompensuje. Czytam jeden z wielu „narodowych” wpisów w internecie: „Nie poddawajcie się, macie prawo świętować, jak chcecie. W kominiarkach lub bez, z racami, pod falangą i szczerbcem. Przejdzie siła. Pokażcie, ile jest siły w narodowcach, zawyjcie tysiącem gardeł jak Żołnierze Wyklęci. Niech warszawka poczuje wasz oddech na swoich tchórzliwych plecach. Żadnych kompromisów”. Piłsudski przewraca się w grobie. Zdelegalizował ONR, a teraz ONR uczestniczy w obchodach pod jego patronatem.

PiS woła teraz, że ten marsz to ich wielki sukces. No tak, bo była duża masa. Powinni podziękować Hannie Gronkiewicz-Waltz, zakaz marszu narodowców był błędem politycznym. Trzeba było pozwolić im w pełni rozkwitnąć. ONR powinien zostać zdelegalizowany, nie delegalizuje się jednak tych, z którymi tańczy się na balu. Inna sprawa, że jest to hodowanie sobie na piersi potwora, który może kiedyś hodującemu odgryźć głowę. Co przeraża, to ten przyrost zdziczałej tkanki narodowej w organizmie PiS i jego elektoratu. To trwa. Biedna Polska.

Wydanie: 47/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun