Zamknąć go

Zamknąć go

Z wakacji wrócili posłowie i uczniowie. Obie te grupy natychmiast zostały zamknięte w budynkach, do których wejść można po okazaniu identyfikatora. Ponieważ parlament nie był ostatnio reformowany przez ministra Handkego, a jego pracę nadzorują kamery telewizyjne (przynajmniej do piętnastej) panuje tam względny porządek. Choć tak jak w szkole fatalnie jest z frekwencją.
Jednak szkoły, poddane ćwiczeniom z reformy, nie mogą się po nich pozbierać. Szczególnie gimnazja, które były dumą oświaty, bo urzędnicy sądzili, że powstaną za darmo. Po prostu odetnie się kawałek podstawówki i już. A na budynku obok “szkoła podstawowa” dopisze się “gimnazjum”. Niestety, po roku funkcjonowania okazało się, że część gimnazjów istnieje nielegalnie, bo dyrektorzy w ogóle nie zawiadomili kuratorów. Poza tym w budynkach, w których mieści się i podstawówka, i gimnazjum nie nastąpiło cudowne rozmnożenie. W związku z tym gimnazja bardzo często nie mają swoich sal gimnastycznych, świetlic, bibliotek i komputerów, nie mają też nauczycieli języków obcych. Tak więc gimnazjum, lokomotywa reformy, okazała się być jej papierowym gimbusem.
Jedyni zadowoleni z gimnazjów są nauczyciele podstawówek. – U nas jest teraz spokój, bo starsi uczniowie przeszli do gimnazjum – wyjaśnia dyrektorka podstawówki, ciesząc się, że już nie musi zajmować się krnąbrnymi nastolatkami.
Bo tego reforma nie zmieniła. Czym starszy uczeń, tym bardziej kłopotliwy. Oczywiście, może się tak zdarzyć, że zapomni identyfikatora, wtedy nie wpuszcza się go do szkoły i po kłopocie. Ale co zrobić z tymi, którzy weszli? Trzeba z nimi przetrwać. Nie poruszając żadnych drażliwych tematów. I dlatego w czwartej klasie szkoły średniej (naprawdę nie podstawowej) na godzinie wychowawczej należy omówić takie pojęcia, jak – przyjaźń, szczerość. To uśpi choć na chwilę żądnego narkotyku ucznia. Bo gdyby opierać się tylko na ostatnich relacjach prasy, uczeń idzie do szkoły tylko po to, by kupić marihuanę. Za pomocą firm ochroniarskich i starych, wypróbowanych nalotów na toaletę, nauczyciele starają się mu to uniemożliwić. Po parogodzinnej walce uczniowie zostają wypuszczeni z budynku. Już mogą nabyć narkotyk, ale to już nie interesuje nauczycieli, którzy odpowiadają tylko za teren szkoły. Teraz narkotykami niech się martwią rodzice. Oczywiście, nie są oni osamotnieni. Policja radzi: gdy dziecko wróci z imprezy i opowiada, że było fajnie, zapytać je, co to znaczy. Podobno dziecko powinno się wtedy przyznać do ćpania. Chyba że nie było na lekcji wychowawczej o szczerości. Wtedy trzeba poczekać do rana, by choć na kilka godzin zamknąć je w szkole.

Wydanie: 37/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy