Żarówka w głowie

Żarówka w głowie

Znowu śmierć kogoś bliskiego, aż głupio być zdrowym i żywym. Jak tak dalej pójdzie, a pójdzie, żyć to będzie wielki nietakt. Odeszła Marysia Stauber, dowiedziałem się o tym przypadkiem w dniu, kiedy chciałem do niej napisać i spytać, czemu mi nie odpowiada na list. Trzy lata temu mieszkaliśmy u niej w Paryżu w jej zdumiewającym domu z fasadą zdobioną kolorową mozaiką (dzieło szalonego murarza, który ten dom zbudował). Byliśmy wtedy na obiedzie u jej mamy Lusi Stauber, lekarki. Miała wtedy 97 lat i chadzała sama systematycznie na basen. Dożyła setki, była przyjaciółką twórczyni żydowskiego pochodzenia, pięknej Zuzanny Ginczanki, poetki wybitnej, autorki słynnego wiersza „Non omnis moriar”. Ginczanka w czasie okupacji zginęła z rąk hitlerowców, wydana przez Polaka. Marysia zdążyła opublikować piękną książkę o przyjaźni swojej mamy z poetką – „Musisz tam wrócić”. Szkoda, że tak późno odkryła swój literacki talent. Książka ukazała się w maju, kilka miesięcy przed śmiercią Marysi.

Czytam na Wirtualnej Polsce tekst o zamachu w synagodze w Pittsburghu. Pod nim 500 komentarzy, w 95% antysemickich, spora część w stylu hitlerowskim. Piszący nigdy nie widzieli Żyda na oczy. Czyli przekazali im to rodzice, a rodzicom ich rodzice? Jak ci ludzie zachowywali się w czasie okupacji? Który z nich wydał Ginczankę?

I znowu jestem w małym miasteczku, 200 km od Warszawy. Mieszka tu 7 tys. ludzi, dostatnio, jeziorko z ładnym parkiem stworzonym za pieniądze Unii, podobnie jak deptak nad rzeczką. Niewielka biblioteka w zabytkowym budynku, gdzie drewniane sufity. Tylko 2 tys. tomów, mam pewnie tyle w domu, niestety, książki mnie zjadają i żadnej nie mogę znaleźć, a tu taki cudny alfabetyczny porządek. Kilka klas z liceum i szkoły średniej, duża sala pełna, uważnie mnie słuchają. Potem bibliotekarki i nauczyciele nawiązują do sytuacji politycznej, w aluzjach lub wprost. Tu też poczucie, że istnieją dwa osobne narody. „Ich nawet można poznać po twarzach”, ktoś mówi. I powraca motyw, że było przecież tak dobrze, jaka tragedia. Kiedy utraciliśmy normalność, idealizujemy ją. A młodzi robią na mnie dobre wrażenie. Nauczycielka jednak widzi to ciemno. Napisała do mnie list, zacytuję fragment, ten głos to jeden z kluczy do sukcesów prawicy w Polsce. „Współczesna młodzież nie ma pomysłu na siebie, kopiuje cudze, mają poczucie braku możliwości. Mojej młodzieży nikt nie powiedział, że aby coś osiągnąć, potrzeba pracy. Nie tej fizycznej, którą będzie część z nich wykonywać w najsłynniejszym »owadzim dyskoncie«, lub pseudoumysłowej, którą wykonuję ja jako licealna polonistka, ale pracy nad sobą – wysiłku włożonego w rozwój swojego intelektu. Bo to JEST PRACA, ale ktoś oszukał te dzieci, mówiąc, że wszystko im przyjdzie szybko, łatwo i przyjemnie. Jakiś czas temu fala krytyki i posądzenie o »klasizm« dotknęły Jana Hartmana. W jednym miał rację – nie ma u nas tradycji inteligenckich, nie ma klasy średniej z dziada pradziada, bo tę przecież przetrzebiono w XIX w. i wykończono w czasie wojny. (…) Piszę te słowa, wnuczka chłopów z Wielkopolski i Kaszub. Potomkom chłopów i robotników już w PRL-u sprzedano socjalistyczny american dream, że wszystko można osiągnąć, że im też się należy. Uczę w szkole i przykładam rękę, co bardzo mnie martwi, do funkcjonowania systemu, który powiela te wzorce. (…) Poza paroma chlubnymi wyjątkami, do których moje miasteczko nie należy, prowincję mamy ciągle z Czechowa. Wszystkimi szparami internetu pcha się do nas wielki świat i obietnica możliwości i posiadania. Tymczasem okazuje się, że studia nie gwarantują sukcesu, że chamstwo popłaca i w ogóle zostało się oszukanym. Tu wkraczają na scenę frustracja i partie obecnie rządzące, które żerują na naiwności mojej młodzieży i ich rodziców”.

Tyle cytat z listu. Można powiedzieć, że zawsze ludzie prowincji byli ograniczeni, nawet zniewoleni miejscem swojego urodzenia, ale po raz pierwszy młodzi nie godzą się z taką sytuacją. Lepszy świat zdaje się być w zasięgu ręki, ale nic z tego, a to rodzi bunt.

To będzie głupstwo roku. Rzecz powszechnie już wyśmiana, ale czuję się trochę kronikarzem, więc nie mogę pominąć słów prezydenta. „Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego UE zabrania tego, zabrania tamtego. Dlaczego np. w sklepie nie można w tej chwili kupić już zwykłej żarówki, można kupić tylko żarówkę energooszczędną? Bo UE zakazała. To są problemy, nad którymi zastanawiają się ludzie”. Takiego mamy prezydenta. Przyjdzie mu już umrzeć z tą żarówką.

Wydanie: 45/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy