Zasłużona przegrana

Zasłużona przegrana

Wybory pokazały, jak dalece społeczne oczekiwania zmiany rozminęły się z przystosowawczym nastawieniem polityków Zjednoczonej Lewicy

Za nami samobójcze półtorarocze działania lewicy – od wyborów samorządowych po kulminację w kampanii „ogórkowej”. Lista błędów w minionych kampaniach wydłuża się z każdą kolejną analizą.
Z pewnością błędem okazał się nieadekwatny szyld. Logo Zjednoczona Lewica wielu wyborców odebrało jako poprawioną powtórkę LiD, a nawet Europy Plus. Nurtowało ich zwłaszcza pytanie, od kiedy to Palikot należy do lewicy. Wynik wyborczy jest m.in. rachunkiem za złudzenie „wartości dodanej”, za iluzję premii za jedność (przecież tylko na szczycie, fasadową, a nie od góry do dołu).
Wybory przebiegały pod znakiem zmiany, alternatywy. Tymczasem oferta ZL była wcieleniem nieomal Haszkowskiej Partii Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. Gdy w wyborach dominowało hasło zmiany i poszukiwanie jej nosicieli, w SLD i w ZL widać było, że szczyt ambicji to dołączenie do koalicji z PO. Skoro tylu wyborców gniewnie odrzuciło Platformę, dlaczego mieliby głosować na kandydatów do roli jej „mniejszego brata”?
Odwrotny do zamierzonego skutek przyniosło bezmyślne naśladownictwo rytuałów obozu „styropianowego” (zdjęcia z Wałęsą, potem z Geremkiem, a teraz namaszczenie Barbary Nowackiej przez Włodzimierza Cimoszewicza, trochę jak namaszczenie księżnej przez biskupa). Nie pomyślano o problematycznej wiarygodności Cimoszewicza (z posmakiem jego megalomanii). W tym czasie przecież jego syn wystartował i wylądował w Sejmie z listy PO. Syn oczywiście ma prawo do własnego i odmiennego wyboru, ale autorytetu ojcu to nie przydaje, zwłaszcza gdy syn „aplikuje” do partii, która wcześniej posługiwała się m.in. kwitami Jaruckiej.
Tragicznym błędem okazała się też stawka na lokomotywę wyborczą, pseudofeministyczna personalizacja: Barbara Nowacka i nikt poza nią. Wprawdzie Nowacka to nie Magda Ogórek, jednak odbiór społeczny był dość podobny. Oto zgrani starsi panowie (dwaj, ale nie tylko) ratują się dziewczyną. Chybiona formuła 3K (Kopacz, Szydło, Nowacka – która z pań najlepsza?) ośmieszyła i samą ideę (więcej kobiet w polityce), i rywalki, szczególnie że wszystkie bywały traktowane jako surogat, fasada lub marionetka.

Marketing nie wystarczy

Szkolne wręcz błędy taktyczne tłumaczą jednak najwyżej to, dlaczego nie udało się przekroczyć wyborczego progu minimum. Nie wyjaśniają natomiast powodów, dla których instytucjonalna lewica, w tym potężny niegdyś SLD, walczyła już tylko o przetrwanie – byle się znaleźć w parlamencie, byle do kolejnej kadencji – nie zaś o większoś-
ciowe poparcie społeczne i realizację ambitnych celów strategicznych. A te wybory brutalnie pokazały, jak dalece społeczne oczekiwania zmiany (prawda, że niejednorodne) rozminęły się z przystosowawczym i doraźnym nastawieniem polityków ZL. Uspokoili się i zachwycili – dla nich samych rzeczywiście nadzwyczajnym – wygaszeniem wzajemnego ostrzału i rytualnym aktem zjednoczenia, nie zauważając, że prawie nikogo już to nie obchodziło. Zignorowali też możliwość pojawienia się alternatywy na lewicy, w błogim przekonaniu, że w chwili gdy prawica tak eksponuje swoją dominację, wyborcom o lewicowych poglądach wystarczy lewica jakakolwiek. Prześlepili nie tylko radykałów na lewo od siebie, ale i skutki podkradania programu socjalnego przez PO, a jeszcze bardziej przez PiS. Bo już wcześniej okazali się podatni na prawicową i centrowo-liberalną tresurę, na szantaż ideologiczny, że wszelkie postulaty socjalne oraz radykalne formy protestu społecznego są populizmem. Gdy w tych wyborach powrócili do wyraźniejszych haseł socjalnych, brzmiało to populistycznie, gdyż były to tylko puenty, a nie całościowa wizja państwa opiekuńczego umiejącego pogodzić tę opiekuńczość z dynamizacją gospodarki.
Lewica instytucjonalna przegrała zasłużenie, dlatego że stawała się coraz bardziej lewicą salonową, establish-
mentową („lewicowa” część elity, uwikłana w procesy oligarchizacji) – w dwojakim sensie. Po pierwsze, zawodowi lewicowcy stawali się udziałowcami, nawet filarami systemu, któremu teraz wystawiono rachunek. W coraz mniejszym stopniu byli zaś wyrazicielami oporu społecznego ludzi pracy wobec zamachów na ich stan posiadania i prawa pracownicze, reprezentantami ludzi pracy w walce o kryteria podziału i redystrybucji dóbr, o egzekwowanie zasad sprawiedliwości społecznej. Uspokajali swoje sumienie dorywczymi interwencjami i kampaniami, nie mieli żadnej busoli ani strategii w kwestii, jak socjalizować kapitalizm.
Po drugie, SLD przestał być żywym ruchem społecznym opartym na zbiorowym myśleniu, wewnętrznych debatach programowych i zdolności do masowej mobilizacji. To przecież wymaga powszechnej identyfikacji, tu nie wystarczy marketingowa sztuka pobudzania i kokietowania ludzi – jak konsumentów – w rytmie kampanii wyborczych. Autentyczna lewica działa na co dzień na dole, a nie tylko w gabinetach i studiach telewizyjnych. Ma i hołubi trwałą bazę społeczną, nie jakiś elektorat – statystyczną i zmienną w składzie sumę zarówno zdeklarowanych i wytrwałych, jak i koniunkturalnych, przypadkowych wyborców. W bazie społecznej nie wystarcza klientela (ludzie, którzy chcą, aby im coś załatwić, bo takich przysług mogą szukać wszędzie). Istotne jest, czy ma się zwolenników, a więc wyznawców określonych idei. Tymczasem politycy SLD – i nie tylko tej formacji – przyzwyczaili się do założenia, że słowo zwolennicy znaczy tyle, co krąg fanów, np. wielbicieli osobistego uroku czy dowcipu lidera.
Rozczarowanym i zniecierpliwionym zwolennikom (lub potencjalnym zwolennikom) SLD brakowało nie tylko ideowej wyrazistości. Nie mieli jasnej odpowiedzi na pytanie: czego właściwie chcecie, poza posadami w parlamencie, w administracji i zarządach spółek? Brak było również jasnego, męskiego (ulubione słowo Leszka Millera) stanowiska w konkretnych kwestiach wymagających wyboru, a stawianych w debacie publicznej na ostrzu noża. Zamiast tego były uniki i lawirowanie, na zasadzie za, a nawet przeciw. Tak było w sprawie zmian w OFE, podobnie jest teraz w sprawie uchodźców. Bojaźliwy jest głos SLD i innych partnerów w ZL w kwestii Ukrainy i Rosji (byle nie wyłamać się z mainstreamu, nie narazić się na wiadome etykietki ze strony prawicy). A wcześniej w zbiorowym proteście przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego Leszek Miller był co najwyżej ministrantem, nie koncelebransem. Kompletny blamaż miał miejsce w przypadku sejmowej uchwały o „żołnierzach wyklętych”.
Ster przejął na wyłączność samowystarczalny aparat i krąg zawodowych posłów, zajętych autoreprodukcją. Nastąpił uwiąd życia wewnątrzpartyjnego i dookólnego, rozbrat z ideą (o tym pisał już przed laty Krzysztof Pilawski), rozwód ze związkami zawodowymi, ze środowiskami twórczymi. Przykład: środowisko akademickie od lat wrze i buntuje się, choć niemrawo, przeciw neoliberalnym reformom szkolnictwa wyższego i nauki. SLD tym się nie interesował. Kontakt z własnymi wyborcami utrzymywał głównie przez telewizję i „Gazetę Wyborczą”. Trwał uwiąd myśli programowej, brakowało wewnętrznych debat, zadowalano się frazesami lub banalnymi hasłami i postulatami bez copyrightu (takimi, na które lewica nie ma wyłączności). Nawet rozumując w kategoriach czysto marketingowych, trzeba pamiętać, jak ważny jest własny znak towarowy!
Bo też działacze SLD szczebla centralnego myślą o tych, na których głosy liczą, nie w kategoriach zwolenników (a więc współwyznawców pewnej idei, strażników i egzekutorów pewnych zasad), ale niemal wyłącznie w kategoriach elektoratu. Elektorat nie jest wspólnotą. Złudzeniem jest wyobrażenie, że można – podążając za sondażami – skusić czy kupić określone kategorie społeczne ofertą doraźną – raz taką, raz inną. Czym silna jest dziś polska prawica? Myśleniem i działaniem w kategoriach wspólnoty, aktywizacji zwykłych ludzi, mobilizacji masowej, i to „pod sztandarem”. Nieliczne demonstracje, pochody lewicy są letnie, tak poprawne, że aż nudne. Kongres lewicy na Stadionie Narodowym (miejsce samo w sobie kojarzące się z jakimiś targami lub imprezą rozrywkową) był jałowy, gdyż czysto rytualny.
Wyraźny i postępujący uwiąd życia ideologicznego i organizacyjnego sprzężony był z marketingowym obłędem, z celebrytyzacją liderów i oligarchizacją partii. Z niesmakiem śledziliśmy narcystyczne popisy głównych przywódców w mediach; karykaturą lewicowości były i samo pojęcie, i faktyczny status regionalnych baronów. Nie był to ani model awangardy, ani socjaldemokratyczny model partii-społeczności, ani socjalistyczny model partii rozdyskutowanych ideowców. Okazał się zaprzeczeniem ruchu społecznego, w którym wyrasta cała armia potencjalnych liderów silnych reprezentatywnością, a nie dworską czy aparatczykowską sprawnością w eliminacji rywali. Jak również zaprzeczeniem pragmatyzmu partii socjaldemokratycznych, w których wódz wychowuje i stopniowo wprowadza następcę. U nas obowiązuje teczkowy model kariery i staranie Głównego, aby nikt nie mógł go zastąpić. Zjadanie własnego ogona.
Droga donikąd

„Przyszłością naszą młodzi”? Zależy jacy. Sama w sobie młodość (bywa też przeterminowana) nie jest żadnym walorem. Wiadomo od lat, że i w SLD, i w niektórych innych partiach lewicy lub quasi-lewicy wyrastają raczej młodzi konformiści niż młodzi gniewni (w odróżnieniu od Razem). Zapatrzeni w marketing, szukający gadżetów (rozdawanie jabłek) i zupełnie niemerytorycznych efektów (Magda Ogórek to ich wynalazek). Złośliwość Aleksandra Kwaśniewskiego (dlaczego SLD uparł się, by wybory prezydenckie przekształcić w wybory Miss Polonia) jest całkowicie uzasadniona, niezależnie od tego, że on sam od dawna był jednym z głównych dywersantów na lewicy i przyczynił się do roztrwonienia kapitału politycznego, który wcześniej współtworzył. À propos, trudno, żeby idolami lewicy – zwłaszcza młodych prekariuszy, ale i weteranów emerytów – byli prominenci idący w ślady Schrödera i Blaira (lukratywne doradztwo, nawet u dyktatorów, status ludzi do wynajęcia).
Formacja aspirująca do bycia alternatywą musi spełniać dwa warunki: mieć własny pogląd i mówić własnym głosem, a w tym celu mieć również własne miejsce wypowiedzi, nie poprzestając na gościnnych występach u źle życzących jej gospodarzy. Pierwszy warunek nie został spełniony. Drugi też. Lewica instytucjonalna w III RP praktycznie nie ma własnych mediów i w ogóle własnej infrastruktury. Nieliczne i słabe grono fundacji i klubów przedstawia żałosny obraz (mimo wielkiej inwencji i aktywności mają mizerny zasięg i rezonans społeczny) w porównaniu z medialnym i nie tylko medialnym imperium prawicy (Radio Maryja, Kluby Gazety Polskiej, z dziesięć sztandarowych tytułów prasowych, TV Republika, TV Trwam). Powraca więc pytanie, z czym do ludzi. A jak traktowali lewicowi prominenci „Trybunę” i nieliczne lewicowe czasopisma? Nie troskali się ich dystrybucją, nie mówiąc o finansowaniu, nie czuli też potrzeby, by je czytać, nakłaniać do tego aktyw i na ich łamach myśleć. Większą atrakcją było pięć minut u Moniki Olejnik.
Przez dziesięciolecia ludzie lewicy kojarzyli się z czytelnictwem, ambicjami intelektualnymi, dyskusjami ideowymi. Dzisiaj – ze stanowiskami i z telewizorem.
Dawno więc obrano taki sposób działania, który nie zapewniał lewicy ani utrzymania dotychczasowych zwolenników i wyborców, ani zdobycia nowych. Na miejsce odchodzących (czy to wymierających, czy rozczarowanych), nie pozyskano następców. Miarą klęski jest prawicowy rząd dusz w młodym pokoleniu.
Bądźmy jednak sprawiedliwi, sprawa nie przedstawia się tak prosto, że gdyby tylko politycy i działacze SLD mieli konsekwentnie lewicowe poglądy i podtrzymali socjalistyczne tradycje ruchu masowego, to lewica pozostałaby silna, a nawet rosłaby w siłę. Nowoczesny kapitalizm ma to do siebie, że efektywnie rozbraja opór świata pracy najemnej – jednych korumpuje, drugich marginalizuje, a nawet pacyfikuje, temu zaś służą i skuteczna indoktrynacja, i rozbicie solidarności różnych grup pracowniczych, i wykorzystanie dystansu między intelektualistami a zwykłymi ludźmi. Jest konsumpcja, jest rozrywka, jest święty spokój; niewygodne pytania lub żądania uznawane są za ekstremizm.
Badania Anny Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego wykazały, że krąg działaczy SLD wcale nie jest taki postępowy, awangardowy i spragniony poszukiwań. Wręcz przeciwnie, w jakiejś części jest konserwatywny obyczajowo, konformistyczny, nawet „kościółkowy”. W jakimś stopniu ta partia jest taka jak jej aktyw, tudzież płynny elektorat, który w sporej części przemieszczał się między Samoobroną, Platformą a PiS. Kariery takich osób jak Arłukowicz, Napieralski czy – innego wprawdzie formatu – Danuta Hübner lub Dariusz Rosati powinny być traktowane nie jako meandry personalne, ale jako poważny wskaźnik rozmycia kryteriów więzi ideologicznej w środowisku lewicy.

Co dalej?

Lewica instytucjonalna musi i samej sobie, i społeczeństwu odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: jaki jest jej stosunek do kapitalistycznej rzeczywistości we współczesnej Polsce? Czy zadowala się rolą dopuszczonych, wbudowanych w system, zresztą za cenę partykularnych korzyści, czy zdolna jest pozostać reprezentantem tych grup społecznych, które nie bez podstaw czują się w systemie wykluczone, upośledzone lub wyzyskiwane? Czy jest pogodzona z kapitalizmem, choćby dążąc do jego humanizacji, demokratyzacji, do niwelowania skandalicznych nierówności społecznych, czy jednak szuka – choć bez awanturnictwa, myślenia życzeniowego, totalitarnych pokus – alternatywy dla dotychczasowego ustroju społeczno-gospodarczego? Tu nie wystarczy hasło posła Maliniaka („Czterdziestolatek. 20 lat później”): „Pizza? Tak. Kapitalizm? Tak. Ale z ludzką twarzą!”. Lewica, która kręci w tej sprawie, miota się między nieskutecznym, choć krzykliwym programem świeckości a paternalistycznym modelem polityki społecznej, nikomu nie będzie potrzebna. W demagogii socjalnej, czasem nawet w realnej ofercie socjalnej z powodzeniem może ją zastąpić chadecja, a u nas PiS. O świeckość państwa upomina się po fakcie, po własnych skandalicznych „kompromisach” i akurat wtedy, gdy jest bezsilna (podczas gdy wcześniej to od niej zależało). To nie służy wiarygodności.
Słowem, czas na poważny rachunek sumienia i pracę nad spójną, konkretną (niesloganową) wizją przyszłości. Powyborcze rozliczenia i roszady personalne ani kanapowe konfiguracje już nie wystarczą.

Autor jest profesorem, kierownikiem Zakładu Filozofii i Teorii Polityki w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

 

Wydanie: 47/2015

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Janusz Murynowicz
    Janusz Murynowicz 17 listopada, 2015, 12:49

    W zasadzie zgoda – poruszone są główne „zasługi” SLD. Jednak – moim zdaniem – kroplą przelewającą czarę goryczy była kandydatura pani Ogórek. To było wielokrotne harakiri: do nikogo ta pani nie była „adresowana”, ani do młodych, ani do starych, ani do żelaznego elektoratu, ani do młodych lewicowców, ani do aparatu, ani do elektoratu. Poczułem się tak, jakby władze partii pokazały mia „fucka” z uśmiechem mówiąc, że mają mnie w nader głębokim otworze dolnych partii ciała, bo i tak nie mam alternatywy. Otóż mam – mogę zostać w domu (to w najlepszym przypadku).
    Dopóki lewica nie przypomni sobie, że (trawestując inne zawołanie wyborcze) najważniejsza jest „praca, praca głupku” – jej wartość i warunki, które są dla ludzi istotą patrzenia na współczesny świat, że owoce tejże pracy MUSZĄ być równiej dzielone, dopóty taż lewica będzie się kręcić niczym niegodny klocek w przeręblu dookoła własnego mizernego wyniku.
    Lewica dała sobie wmówić, że jej główna rola to taki „świecki Caritas” – reprezentowanie wykluczonych, ubogich, bezrobotnych i odrzuconych. Podczas gdy od swego zarania lewica walczyła o godną pracę, godne jej warunki i nie panoszenie się wilczego kapitału. Praca, praca głupku.
    Gospodarka i jej części – firmy i przedsiębiorstwa – są niczym wiosłowa łódź. Dzięki wspólnej pracy płynie do przodu – raz wolniej, raz szybciej. Ale z punktu widzenia dwóch podstawowych nurtów politycznych podejście do sposobu żeglugi jest całkowicie różne: dla lewicy taka łódź MUSI być sportową osadą ze sternikiem, w której wszyscy są jednakowo ważni, dla prawicy MOŻE to być galera, na której prędkość wiosłowania narzuca bat. I w jednym i w drugim przypadku „kapitan” dba o załogę. W pierwszym – by była zdrowa i zadowolona z życia, w drugim – wystarczy by miała siły trzymać wiosła.
    Ten przykład – według mnie – opisuje lewicowe i prawicowe podejście do „postulatów socjalnych” prezentowanych przez aktorów sceny politycznej. Lewica daje tyle ile może, prawica daje tyle ile musi.
    Dopóki lewica nie zacznie walczyć o takie podejście i nie zacznie artykułować programu w ten sposób, przy pomocy osób, które nie boją się tego mówić – tak długo będzie grać ogony i w parlamencie (jeśli do niego wróci) i we wszystkich innych przejawach życia publicznego.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Ryszard
      Ryszard 18 listopada, 2015, 07:48

      Pani Ogórek zrobiła się za chuda pod koniec kampanii. Przestała mi się podobać, dlatego głosowałem na Kowalskiego.

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. satzujinken
    satzujinken 18 listopada, 2015, 07:53

    Podstawowym powodem klęski nie jest żaden tam marketing ani żaden konkretny człowiek, tzw. fachowcy nie potrafią dostrzec np. ile głosów zdobył Kukiz wykazując się absolutnym szczytem niekompetencji politycznej robiąc wszystko dokładnie odwrotnie niż powinie i opowiadając brednie, ba nie wydając pieniędzy na reklamę … Zamiast wykluczonych, młodych na śmieciówkach, bezrobotnych, wiejskiej biedoty, tych parudziesięciu tysięcy z wyrokami za idiotyczne czyny i tych starszych rozgarniętych którzy widzieli jak się rozkrada i niszczy polski przemysł (to już wymieniłem razem do kupy jakieś 40% elektoratu) … SLD konsekwentnie odkąd istniej postanowił reprezentować: związkowców państwowych firm (w prywatnych związków nie ma), rodziny urzędników aparatu państwowego, inteligencje wielkich miast (LGBT i całość reszty postulatów obyczajowych) … jakieś 10% – to co uzyskał odpowiada tej proporcji. SLD milczało i milczy jak kundel pod latarnią się chowa w sprawie historii pozwalając ją fałszować i plugawić nacjonalistom i faszystom, jest i było absolutnie spętane wobec wielkich lobby zagranicznych korporacji (sieci handlowe, banki, koncerny farmaceutyczne, że wymienię ta które uprawiają w Polsce najbardziej szkodliwe społecznie, rujnujące praktyki) … taka lewica to oślepły zapchlony kundel w starciu z bulterierem.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. ADALBERTO ARON WOJCIECH SOCZOWKA,PF 424022,DE-12082 BERLIN,EUROPA
    ADALBERTO ARON WOJCIECH SOCZOWKA,PF 424022,DE-12082 BERLIN,EUROPA 19 czerwca, 2016, 17:46

    GDYBY -SLD- SZEDL DO WYBOROW SAM, MOZE MIALBY TE 5,1% I WSZEDL DO SEJMU,
    JAK -PSL-, A TAK POTRZEBOWAL OSIEM PROCENT.
    TERAZ WSZYSCY, KTORZY SA POZA PARTIA „HEGEMONICZNA” MUSZA SIE ZABRAC DO
    ROBOTY I MYSLEC O NASTEPNYCH WYBORACH!!!
    PRZYPOMNE ROK 1997, KIEDY DO WLADZY DOSZLA „AWS”-AKCJA WYBORCZA SOLIDARNOSC, KTORA PRZEZ CZTERY LATA SPAPRALA WSZYSTKO, CO TYLKO MOZNA
    BYLO SPAPRAC.
    MIELISMY 49 WOJEWODZTW – BARDZO MOCNYCH POWIATOW.
    I ZNOWU MAMY POWIATY, AZ 379, A BYLO ICH 314,MAMY NAJBARDZIEJ ROZBUDOWANA
    ADMINISTRACJE W EUROPIE, KTORA NAS POZERA FINANSOWO.
    FRANCUSKA MLODZIEZ CHODZI DO LICEUM, NIEMIECKA DO GIMNAZJUM – A NASZA JEST
    GENIALNA, BO CHODZI DO GIMNAZJUM,A POTEM JESZCZE DO LICEUM.
    MAMY 27 SPOLEK KOLEJOWYCH,KAZDA MA ZARZAD I RADE NADZORCZA, A SZYNY
    REPERUJE SIE LATAMI,ZAMYKA SIE LINIE KOLEJOWE, KIEDY BENZYNA SIE KONCZY!!!
    MAMY AZ DWIE PRZYZWOITE LINIE KOLEJOWE,Z RZEPINA DO WARSZAWY
    I Z KRAKOWA DO WARSZAWY (CMK), I PLATNE AUTOSTRADY.
    ROK 2017 – TO ROK BARDZO WAZNY: 130 LAT JEZYKA ESPERANTO, KTORY MOZE ZASTAPIC
    KOLONIALNY JEZYK ANGIELSKI,DO TEGO NEUTRALNY,PRECYZYJNY I DZIESIEC RAZY
    LATWIEJSZY DO NAUCZENIA SIE, ROWNIEZ 100 LAT OD SMIERCI L.L.ZAMENHOFA – JEGO
    TWORCY.
    NIEMCY WYDAJA MILIARDY EURO NA GERMANIZOWANIE MILIONOW CUDZOZIEMCOW,
    KTORZY U NICH MIESZKAJA I MILIONY NA MNIEJSZOSC NIEMIECKA W POLSCE,
    WYNIKI RACZEJ BARDZO SKROMNE!!!
    ZAJRZALEM W INTERNECIE POD NAZWE: -MSZ- I CZYTAM:”POLSCE SLUZYC-EUROPE
    TWORZYC-SWIAT ROZUMIEC” – WCALE NIEZLE, JAK NA „PiS”!!!

    P.S. TOWARZYSZ LESZEK MILLER CHCIAL WRACAC DO DAWNYCH MALYCH WOJEWODZTW,
    ALE POSZEDL NA EMERYTURE,A ZWALCZAL GO W TYM ZACIEKLE KOLEGA KANDYDAT
    NA PREZYDENTA Z -PSL-.

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. jasyrka
    jasyrka 19 czerwca, 2016, 22:44

    Soczowka nie mataczcie hahaha

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „jasyrkaAnuluj pisanie odpowiedzi