Opium ludu

Opium ludu

“Niektóre sekty są zasilane finansowo z zagranicy, ponadto korzystają z darmowej pracy swych wyznawców”, dowiadujemy się od Anny Łobaczewskiej, prezeski stowarzyszenia Ruch Obrony Praw Rodziny i Jednostki. Wypowiadającej się, rzecz jasna, dla “Naszego Dziennika”.
Lato idzie, a naiwni rodzice i nieodpowiedzialne media eksponują przede wszystkim narkotykowe zagrożenia. A tu larum trzeba grać, bo wakacje to okres najcięższej i, niestety, najbardziej efektywnej działalności sekt. A sekty są gorsze niż narkotyki. Niż opium ludu.
Jak mogą podli sekciarze zwabić wasze dzieci? Czym i kiedy? Przede wszystkim latem. Bo latem, zwłaszcza w czasie deszczu, dzieci się “nudzą”. Nudzą, bo – jak odkrywa “Nasz Dziennik” – w naszym kraju zwykle rodziców dzieci “nie stać na wyjazdy na kwalifikowaną turystykę, gdyż wiąże się to z dość dużymi wydatkami”. Dlatego “łatwo jest zainteresować taką znudzoną młodzież zajęciami, akcjami, krótkim czy dłuższym wyjazdem”. I wiedząc o tym, ohydne “sekty organizują różne tanie obozy, językowe kursy nad morzem. Wszystko na bardzo korzystnych warunkach finansowych”. Ale to dopiero początek łańcuszka zagrożeń. Rodzice winni bacznie obserwować, z kim dzieci jeżdżą. I “gdy w programie pobytu dziecka znajdziecie dużo dziwnie brzmiących, nie znanych nam terminów, gdy mowa jest o jakiejś wyszukanej diecie, radzimy zachować daleko posuniętą ostrożność” – radzi prezeska Łobaczewska.
I masz teraz matko, ojcze, placek! Usłyszysz, że dziecko jedzie na jakiś “łindserfing” i od razu widzisz podstępną “Harikrisznę”. Dziecko mówi o “kaoningu”, albo o innym “peintbolu”, a ty gnasz po księdza dobrodzieja, bo sekty macki na dziecko zarzuciły. Chłopak mówi: jadę na obóz speleologiczny, a ty łaps za telefon i dryn do krakowskiego Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach. A co robić, kiedy córka odmawia przyjmowania pokarmów mięsnych? Sekciara ci ona już, czy tylko nieudana modelka? I co gorsze?
Bez wątpienia najgorsze są sekty. Prezeska Łobaczewska nie pozostawia złudzeń. “Nawet w czasie letnich pielgrzymek młodzież nie jest całkowicie wolna od niebezpieczeństwa kontaktu z sektami”. Wtedy “sekty wykorzystują takie sytuacje do nawiązania pierwszego kontaktu z młodzieżą”. Oczywiście, młodzież mogłaby rzec: “A paszoł won, ty podła sekto”, gdyby nie fakt, iż na pielgrzymce łatwo jest rozpocząć rozmowę na temat Boga. A możliwości manipulacji jest mnóstwo. Są “sekty bardzo sprawnie posługujące się Biblią, inne operują pojęciem Boga z pozoru chrześcijańskim”. Zwłaszcza że “młody człowiek zazwyczaj jest gotowy podejmować dialog z każdym. A w przypadku kontaktu z sektami może się to skończyć tragicznie!!!”.
Oczywiście “nie można zabraniać, czy ograniczać rozmów”, ale trzeba “zachować daleko posuniętą czujność”. Sprawdzać, zapisać, pytać macierzystą parafię, “bacznie obserwować uczestników pielgrzymki”. No i wysłać dzieci na pielgrzymki w parach przynajmniej. Bo samotny to “potencjalna ofiara sekt”.
Zapewne dla dobra ruchu pielgrzymkowego i zdrowia młodzieży antysekciarski minister Biernacki i premier Buzek przesłali Sejmowi projekt ustawy zmieniającej ustawę o policji. Nadającej policji prawo do pobierania, gromadzenia i przetwarzania danych o “przekonaniach religijnych” obywateli RP. Prawo do zakładania religijnych kartotek. Antysekciarska obsesja prezeski Łobaczewskiej sięgnęła ministra i premiera.

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy