Zatrute ziarno

ZAPISKI POLITYCZNE

Coś mi się wydaje, że jedna z fundamentalnych idei chrześcijaństwa – zasada miłości bliźniego – doznała wczoraj znacznego uszczerbku. Emocje polityczne zwyciężyły poważną refleksję moralną. W uroczystościach 60-lecia mordu Żydów w Jedwabnem, na ziemi łomżyńskiej, zabrakło nawet lokalnego proboszcza, zabrakło elementarnej, ekumenicznej modlitwy za ofiary bestialstwa. Słyszymy argument, że reprezentanci żydowskiej wspólnoty religijnej nie pojawili się w kościele, gdy biskupi polscy odbyli tam żałobną uroczystość modlitewną. Swoistego handlu „my-wy” jest w ogóle sporo w tym konflikcie. Pojawiają się argumenty mające usprawiedliwić dokonanie zbrodni w Jedwabnem i innych miasteczkach w okolicy faktem współpracy części środowisk żydowskich z NKWD po zajęciu tych terenów przez armię sowiecką. Trochę przy tej okazji poplątał się kalendarz, co warto dla porządku odnotować. Wielka wywózka polskich rodzin osób aresztowanych przez NKWD odbyła się tuż przed atakiem niemieckim w roku 1941. Pisałem niedawno, że ukrywaliśmy się w tamtych stronach z matką i bratem. Ofiarna ludność miejscowa, szlachta zaściankowa, uratowała nam życie, chroniąc przed aresztowaniem i wywózką, przeto wiele wiem o tamtejszych ludziach i wiele im zawdzięczam. Zapewne życie.
Ta zasłużona wdzięczność ogranicza mój krytycyzm wobec ludzi ofiarnych dla swoich, ale bardzo wrogich Żydom. Warto pamiętać, że łomżyńska drobna szlachta, patriotyczna bez wątpienia, tworzyła jedno z najbardziej antysemickich środowisk politycznych w kraju. Nie raz i nie dwa rozprawiano się tam z Żydami, atakując ich stragany na targowiskach, drukując w lokalnej prasie katolickiej brutalne podniety do tego, co się wydarzyło po inwazji niemieckiej.
Nie podzielam wątpliwości, o których się słyszy, czy były przy tej zbrodni niemieckie siły policyjne. Pojawiały się zaraz za wojskiem i bez ich akceptacji żadna zbrodnia nie mogła zostać dokonana. Warto także pamiętać, iż to nie profesor Gross odkrył tę tragedię. W swoim czasie, po wojnie, zbrodnicze wydarzenia były znane i osądzane. Zapadły wyroki i – jak niedawno mówił chyba sam profesor Kieres – procesy nie były naciągane, zachowana została rzetelność prawnicza. Nawet jeśli nie wszystkich, którzy na to zasłużyli, osądzono i jeśli wyroki były zbyt łagodne, to rewelacje Grossa tylko ponownie i niezwykle szeroko nagłośniły po kilkudziesięciu latach tę smutną sprawę.
Istotą rozgłosu i naszej, polskiej konfuzji, jest nie tyle sama zbrodnia, bo podobne były po wojnie sądzone, ale profesor Gross zburzył swoją publikacją jeden z ważnych polskich mitów, ten o naszej wojennej nieskazitelności moralnej, i – co ważne – ogłosił swą książkę w USA, gdzie środowiska żydowskie są od dawna wrogo do Polski nastawione. Wszelkie mity i fałszywe wierzenia padają zazwyczaj z wielkim hałasem, zaś sam upadek bywa kojarzony z polityką.
Sprawa uroczystości w Jedwabnem nabrała także znaczenia i rozgłosu, bo została zaplątana w politykę, stała się okazją do ataku na Aleksandra Kwaśniewskiego z powodu głośnego na świecie publicznego i oficjalnego przeproszenia Żydów za dokonanie tej ponurej zbrodni. Atak na prezydenta jest moralnie naganny, jeśli spojrzeć na to wydarzenie z perspektywy chrześcijańskiej moralności. Czy ktoś wierzy w Jezusa Chrystusa, czy nie, jego nauka jest i długo jeszcze będzie fundamentem naszej moralności. Nawet skrajnie laicka, niezależna etyka wielkiego moralisty, profesora Tadeusza Kotarbińskiego, jest w swej istocie oparta na zasadach przekazanych nam w ewangeliach i w dekalogu. Nie ma ucieczki ani odwrotu od prastarych idei etycznych sformułowanych jeszcze na długo przed Biblią, w starożytnym Egipcie.
Przeproszenie za popełniony czyn zbrodniczy i prośba o wybaczenie są elementarnym obowiązkiem etycznym. Tymczasem wokół decyzji prezydenta o zamierzonym wypowiedzeniu słowa „przepraszam” rozgorzała debata polityczna, skierowana przeciw Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Pojawiło się przekonanie wielu ludzi, że nikt nie ma prawa przepraszać w ich imieniu. To bzdurne przekonanie, gdyż ludzie, którym w demokratycznych wyborach powierzono władzę w kraju, mają moralne prawo do wypowiadania się w imieniu całego narodu, nawet wtedy, gdy sprawa jest drażliwa.
Warto się zastanowić, który z chrześcijańskich nakazów moralnych naruszają sporne słowa przeprosin. I czy wolno usprawiedliwiać mordowanie dzieci i kobiet jakimiś nieudowodnionymi nigdy działaniami środowisk, wobec których dopuszczono się bestialstwa? W moim przekonaniu – a sądzę, że wielu ludzi je podziela – nie może być takiego swoistego handlu, że jak Żydzi czynią coś budzącego nasze oburzenie, to nam wolno wymierzać sprawiedliwość w sposób iście barbarzyński, jak w ziemi łomżyńskiej i gdzie indziej. Powoływanie się dzisiaj na udział pewnej liczby Żydów w zbrodniach bezpieki czy NKWD jako zdarzeń usprawiedliwiających niechęć do wypowiedzenie słowa „przepraszam” za zbrodnię przeciw Żydom (słyszy się takie głosy: „Niech oni wpierw nas przeproszą”) wydaje mi się jawnym naruszeniem etyki chrześcijańskiej.
Cała ta sprawa skłania do smutnej refleksji o dominacji elementu politycznego nad moralnym w naszych oficjalnych strukturach chrześcijaństwa. Zatrute ziarno ideologii endeckiej ciągle jeszcze bluźnierczo pasożytuje na polskich pojęciach moralnych. Pół biedy, kiedy owo ziarno rozwija się w kręgach świeckich. Grozą przejmuje rozkwit takich idei w kręgach sakralnych.
11 lipca 2001 r.

Wydanie: 29/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy