18 stycznia w Krakowie

18 stycznia w Krakowie

18 stycznia 1945 r. wojska 1. Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej zajęły Kraków, kończąc tym samym trwającą od września 1939 r. niemiecką okupację. Na Wawelu znów załopotała biało-czerwona flaga, z wieży mariackiej po kilkuletniej przerwie zabrzmiał hejnał. Wkrótce uruchomiono uniwersytet, otwarto szkoły. Życie miasta i jego mieszkańców zaczęło wracać, na ile tylko się dało, do przedwojennego rytmu. Sowieci nie zdobywali miasta od wschodu, ale natarli od północnego zachodu i od północy. Ocaliło to od zniszczenia zabytkowe centrum miasta, bowiem Kraków jako stolica Generalnego Gubernatorstwa był przez Niemców przygotowany do obrony. Ufortyfikowano skrzyżowania głównych ulic, wykorzystano dawne austriackie forty Twierdzy Kraków. Zaminowano i przygotowano do wysadzenia wiele obiektów. 19 stycznia w godzinach przedpołudniowych wojsko radzieckie zajęło Stare Miasto. Ofensywa z zachodu i północy zaskoczyła Niemców, a groźba okrążenia zmusiła do odwrotu bez obrony miasta. Niemcy wycofali się w jedynym możliwym wówczas kierunku, to jest na południe, wysadzając za sobą mosty (m.in. most Dębnicki). Część zaminowanych obiektów uratowało polskie podziemie, przecinając kable i rozbrajając ładunki. W operacji wyzwalania Krakowa zginęło prawie tysiąc żołnierzy Armii Czerwonej.

W okresie PRL fakt wyzwolenia Krakowa obrósł wieloma mitami. Wedle oficjalnej wersji dowodzący 1. Frontem Ukraińskim marszałek Koniew, z natury podobno wrażliwy na piękno, miłośnik zabytków, a już szczególnie zabytków Krakowa, postanowił oszczędzić miasto i wyzwolić je słynnym „manewrem okrążającym”. Nie wiem, czy Koniew był wrażliwy na piękno, czy miał jakiekolwiek pojęcie o zabytkach Krakowa. Ale decyzje podejmował jako dowódca wojskowy, a nie konserwator zabytków. Jego celem było szybkie zajęcie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego i nie chciał tracić czasu na zdobywanie ufortyfikowanego miasta. Zrobił więc to, co nakazywała mu sztuka wojenna, a nie sentyment do zabytków. Koniew dostał Virtuti Militari, został honorowym obywatelem Krakowa, miał w Krakowie ulicę, a na osiedlu Widok potężny socrealistyczny pomnik dłuta Antoniego Hajdeckiego. Ulica łącząca Bronowice z centrum Krakowa nosiła nazwę 18 Stycznia. Groby żołnierzy radzieckich i stosowny pomnik umieszczono na Plantach, w sąsiedztwie Bramy Floriańskiej i Barbakanu.

W III RP rozpoczęło się demitologizowanie wyzwolenia Krakowa. Realizowano je z pasją bodaj przewyższającą tę, z którą je kiedyś mitologizowano. Nie ma już ulicy 18 Stycznia, jest Królewska, nie ma ulicy Koniewa, jest Armii Krajowej. Zdemontowany pomnik wywieziono do Rosji, do Kirowa. Zlikwidowano cmentarz na Plantach przy Barbakanie, przenosząc go na cmentarz wojskowy na Rakowicach. Załatwił to ówczesny wojewoda Jacek Majchrowski, który zrobił to kulturalnie, dyplomatycznie, uzgadniając przeniesienie cmentarza z ambasadami Rosji i kilku innych państw byłego ZSRR, gdyż wśród poległych w walkach o Kraków żołnierzy radzieckich obok Rosjan byli Ukraińcy, Białorusini, Ormianie, Kazachowie i przedstawiciele innych jeszcze narodów dawnego ZSRR.

Zaczęło się poprawianie historii. Część historyków, którzy jeszcze niedawno budowali mit wyzwolenia Krakowa, po 1989 r. doznało nawrócenia i z pasją przystąpiło do demitologizacji. Zakwestionowano nawet samą nazwę „wyzwolenie Krakowa”, twierdząc, że był to w gruncie rzeczy fakt bez znaczenia, zastąpienie jednej okupacji drugą. Te bzdury z upodobaniem powtarzają historycy, publicyści i politycy rządzącej opcji narodowo-katolickiej. Powtarzają też, że nieprawdą jest, że zabytki Krakowa nie ucierpiały, reprodukując zdjęcie uszkodzonej kaplicy Batorego w katedrze Wawelskiej. Tak, to prawda, na Wawel spadła jedna bomba. Zapomina się przy tym, że Wawel był siedzibą gubernatora Hansa Franka, a bombę zrzucono 17 stycznia, dając znać władzom Generalnej Guberni, że nie mogą czuć się bezpiecznie. Spadły też bomby w okolicach Dworca Głównego. Ale i tak zniszczenia Krakowa do zniszczeń Warszawy czy Wrocławia podobne nie będą.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski co roku organizuje 18 stycznia uroczystość przy kwaterze żołnierzy radzieckich na cmentarzu Rakowickim. Uczestniczą w niej przedstawiciele władz miasta, organizacje kombatanckie, korpus konsularny. Dawniej, gdy władze wojewódzkie nie były jeszcze pisowskie, bywali przedstawiciele władz województwa, była asysta wojskowa, składano wieńce.

W tym roku asysty wojskowej ani nikogo reprezentującego władze rządowe nie było. Nie będą składać wieńców poległym żołnierzom radzieckim, w dodatku w sytuacji, gdy Rosja demonstruje siłę na granicy z Ukrainą! Otóż panie wojewodo, panie komendancie garnizonu i wszyscy ich szefowie, spróbujcie zrozumieć, że czcząc pamięć prawie tysiąca poległych żołnierzy, nie czci się rosyjskiego militaryzmu. Oddaje tylko cześć żołnierzom, których, nie pytając o zdanie, wcielono do wojska, wysłano na front, kazano się bić. A oni spełnili swój żołnierski obowiązek do końca, składając ofiarę życia. Spoczywają teraz z dala od ojczystych stron, zapomniani. Szacunek dla żołnierskich cmentarzy, dla żołnierskich grobów, nawet grobów żołnierzy nieprzyjacielskich wojsk, jest elementem naszej cywilizacji. Dlatego te cmentarze są pod ochroną międzynarodowych konwencji. Czy i ten fragment naszej cywilizacji jest wam obcy?

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 5/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy