Where is Kosovo?

Najlepiej zapomnieć. Nie wysyłać już korespondentów telewizyjnych barwnie ubranych w kuloodporne kamizelki i hełmy. Nie ma już mowy o przypominaniu wstrząsających twarzy wygnanych kobiet, dzieci płaczących za zaginionymi rodzicami. O Kosowie najlepiej zapomnieć, bo po się publicznie wstydzić.

Po co przyznać rację redakcji angielskiego „The Spectator”? Jego dziennikarze zweryfikowali ubiegłoroczne, wo­jenne doniesienia o masowych zbrodniach Serbów na Albańczykach z zastaną tam przez europejskie wojska interwencyjne rzeczywistością. Miały być masowe groby ponad 100 tysięcy Albańczyków, zwłaszcza tych zdolnych do służby wojskowej. Szyby kopalniane zasłane trupami. Po intensywnych poszukiwaniach Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w byłej Jugosławii doliczył się 2108 ciał, nie tylko ofiar pochodzenia albańskiego. Ciał może być więcej, świeżych. Bo, jak donoszą zgodnie, chociaż półgębkiem obecni jeszcze w Kosowie korespondenci zachodni, teraz nie rozbrojone bojówki albańskiego WAK-u biorą odwet na Serbach i Romach. Średniowieczne, ocalałe z tureckiego najazdu cerkwie kosowskie jedna po drugiej wybuchają. Takie to ponoć przypadkowe działania.

O Kosowie najlepiej zapomnieć. Rok temu dbające o prawa człowieka, demokratyczne standardy Unii i NATO zdecydowały się rozwiązać węzeł kosowski swymi rękami. Aby zapobiec masowym mordom i czystkom etnicznym, rozpoczęła się wojna z Jugosławią. Ucieczka i powrót kosowskich Albańczyków. No i wielomiesięczna pro­wizorka w Kosowie; formalnie części suwerennej Jugosła­wii, faktycznie protektoracie Unii Europejskiej i NATO. Jak długo taki stan utrzymywany być może? Które z europejskich, suwerennych państw, posiadających wybrane w demokratycznych procedurach władze zgodziłoby się na stałą okupację części swego terytorium?

Władze Jugosławii tocząc wojnę z partyzantką WAK-u w Kosowie, jeszcze przed NATO-wską inter­wencją, tłumaczyły się, iż zwalczają jedynie “albań­skich terrorystów”. Wszyscy wiedzieli, że chodzi o po­skromienie separatystycznych tendencji mieszkają­cych tam Albańczyków. Podobnie obecnie tłumaczą władze Rosji wojnę w Czeczenii. Walką z separaty­zmem islamskim, grupami terrorystycznymi. Rosji sa­moloty NATO nie odważyły się jednak zbombardować.

W Algierii od 1992 roku trwa wojna domowa między laic­kimi nieco władzami wojskowymi a opozycją islamską, która wygrała wybory, co wojskowi uznać nie chcieli. Polska będzie teraz sprzedawać Algierii czołgi do walki z opozycją, pomagać też władzom Algierii wyjść z izolacji międzynaro­dowej. Opozycję islamską pan minister Geremek uznał za “terrorystów”, stąd nasze czołgi będą służyć słusznej spra­wie. Za nasze antyterrorystyczne czołgi kupimy ropę, gaz i chłonny na produkty żywnościowe rynek algierski.

A o Kosowie najlepiej zapomnieć. Humanitarne naloty sił NATO miały przywrócić mieszkańcom Kosowa pokój, ład i prawa człowieka. Demokrację, poszanowanie praw mniejszości zgodnie ze standardami Unii Europejskiej. Za te standardy spadały na Belgrad inteligentne bomby. Jak jest obecnie w Kosowie, można jeszcze przeczytać w nie­licznych już korespondencjach. Bo o Kosowie tuzy poli­tyczne Unii Europejskiej jakby zapomniały. W tym sezonie pamięta się o Austrii, o Haiderze.

Kosowo staje się dziką bałkańską krainą. Afryka Europy.

Wydanie: 6/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy