Zawiedzione uczucia prezydenta

Zawiedzione uczucia prezydenta

Overview

Główny nurt PiS jest totalnie nakręcony, żyje w stworzonym przez siebie świecie, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistym

Dr Jarosław Flis – socjolog polityki, adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego

„Zagrałeś się, Jarek” – od tej uwagi Teresa Torańska zaczęła wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w 1994 r. Jej rozmówca odparł: „Powtarzasz starą tezę, że ja się zagram na śmierć, ale to nieprawda”. Kaczyński jest niezniszczalny?
– Każdy człowiek podlega nieubłaganym prawom natury, nikt nie jest nieśmiertelny. Jarosław Kaczyński od początku aktywności politycznej po 1989 r. nieustająco twierdzi, że władza wykonawcza jest zbyt słaba, i dąży do jej umocnienia. To może się okazać niebezpieczne, bo jak twierdził Churchill, władza, która jest w stanie dać ci wszystko, czego zapragniesz, może także odebrać wszystko, co posiadasz. Walce o zwiększenie zakresu władzy towarzyszy groźna dla demokracji delegitymizacja opozycji, toruje ona drogę przekonaniu, że rywalizacja polityczna ma charakter nadzwyczajny i dlatego uzasadnia sięgnięcie po zwycięstwie po nadzwyczajne środki.

W co gra prezydent?

Ilustracją tej delegitymizacji opozycji były wygłoszone z trybuny sejmowej słowa prezesa PiS o „zdradzieckich mordach”. W 2015 r.
Jarosław Kaczyński uznał się za nadprezydenta, nadpremiera, nadmarszałka Sejmu. Teraz chce zostać najwyższym sędzią.
– Prawdopodobnie doszedł do wniosku, że skoro udało się przejąć Trybunał Konstytucyjny, poradzi sobie także z Sądem Najwyższym. Zobaczymy, jak to się potoczy, w każdym razie w tej sprawie prezydent Andrzej Duda stworzył nową sytuację. Kilka dni przed jego wtorkowym oświadczeniem wysłałem do „Tygodnika Powszechnego” komentarz na temat weta wobec ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych, pierwszego prezydenckiego weta wobec aktu uchwalonego przez Sejm obecnej kadencji. Pisałem, że decyzja Andrzeja Dudy może się okazać ustawką, nagrodą pocieszenia dla Adriana z „Ucha Prezesa”, ale z drugiej strony, jeśli już raz coś się zrobi, to potem zdecydowanie łatwiej powtórzyć podobny krok. Nie minęły cztery dni i prezydent zagroził zawetowaniem ustawy o Sądzie Najwyższym, zażądał zmiany ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, a tym samym zakwestionował plan działania zatwierdzony przez prezesa PiS. Oświadczenie prezydenta spotkało się – dość nieoczekiwanie – z ciepłymi komentarzami na życzliwych wobec partii rządzącej portalach, m.in. tygodników „Do Rzeczy” i „Gościa Niedzielnego”. Odezwał się nurt umiarkowany, do tej pory stłamszony, niemający lidera. Beata Szydło nie chciała wystąpić w tej roli – w obawie przed utratą stanowiska zgłosiła akces do radykałów.

Jarosław Kaczyński nie spodziewał się oporu ze strony prezydenta?
– Z pewnością. Andrzej Duda ma zupełnie inną osobowość niż prezes PiS, zaliczam go do grupy tzw. ludzi relacji – ceniących najwyżej miłość i uznanie ze strony innych, w imię utrzymania z nimi dobrych relacji gotowych na ustępstwa i rezygnację ze swoich racji. Prezydent od początku urzędowania wspierał we wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, ale spotkał się z lekceważeniem, okazywaniem wyższości, postponowaniem. Ludzie relacji rzadko się irytują, gdy jednak czują się wciąż wykorzystywani, oszukiwani, upokarzani, w końcu się łamią – wtedy „nie ma zmiłuj”. Zawiedzionych uczuć nie da się już posklejać.

W co gra prezydent? Czy chce, by bardziej się z nim liczono, czy też – na co mogłyby wskazywać m.in. zmiany personalne w jego kancelarii – zamierza zbudować własną bazę polityczną?
– Ta druga ewentualność nie wydaje się zgodna z jego charakterem. Andrzejowi Dudzie pewnie zależałoby na nadaniu nowego, bardziej umiarkowanego kierunku Prawu i Sprawiedliwości. To niezwykle trudne zadanie, bo główny nurt PiS jest totalnie nakręcony, żyje w stworzonym przez siebie świecie, który często ma niewiele wspólnego ze światem rzeczywistym. PiS, które przez lata zarzucało Platformie Obywatelskiej, że nie potrafi robić niczego innego poza krytykowaniem partii Jarosława Kaczyńskiego, po dojściu do władzy skupia się na potępianiu ośmiu lat rządów PO, wypominaniu jej „straszliwych” błędów. To głębokie zanurzenie w przeszłości można dostrzec w każdej debacie sejmowej – nawet nad ustawą Prawo wodne. PiS, które w okresie władzy PO wciąż powtarzało, że jest obiektem brutalnych ataków mediów, obecnie nakręca przychylne mu media do atakowania „totalnej opozycji”. Gdy wypomina się politykom PiS uchybienia, powtarzają, że Platforma robiła to samo. Ale przecież miało być inaczej.

Złudny komfort

Andrzej Duda chce, by było inaczej?
– Zapewne, choć rodzi się wątpliwość, czy po tym symbolicznym zerwaniu planu Jarosława Kaczyńskiego będzie w stanie zbudować wokół siebie zaplecze wspierające go w staraniach o to, by PiS prowadziło politykę w jakiś cywilizowany sposób, zrezygnowało z agresji i nastawienia, że kolejne wybory będą walką na śmierć i życie. Z takim nastawieniem można łatwo przegrać. Obecnie sondaże dają PiS jakieś szanse zwycięstwa, ale nie przynoszą poczucia komfortu. Mogą być złudzeniem. Konserwatyści brytyjscy przed wyborami mieli znacznie lepsze sondaże, żyli – podobnie jak cała Wielka Brytania – w przekonaniu, że Jeremy Corbyn jest sztywnym jak dębowa deska i kompletnie niewybieralnym przybyszem z kosmosu, prowadzącym Partię Pracy do absolutnej katastrofy.

Widok z Pałacu Prezydenckiego jest inny niż z gabinetu prezesa PiS.
– To nie dziwi, aby zostać prezydentem, trzeba uzyskać co najmniej 50% poparcia, Jarosławowi Kaczyńskiemu wystarczyło 37,6% do przejęcia kontroli nad większością Sejmu.

Obu polityków dzielą 23 lata – Jarosław Kaczyński walczy z czasem, starając się ulepić Polskę swoich marzeń, z kolei Andrzej Duda ma przed sobą długi horyzont.
– W 2020 r. będzie miał zaledwie 48 lat, mniej niż Aleksander Kwaśniewski w końcu drugiej kadencji. Przegrana walka o reelekcję byłaby dla niego ciężkim ciosem. Co miałby robić? Nawet powrót do pracy na uczelni nie byłby oczywisty. Żaden prezydent USA ani książę Walii z pewnością nie przyjedzie do Polski, by zrobić sobie zdjęcie z Andrzejem Dudą, po tym gdy opuści on Pałac Prezydencki. To z pewnością nie Lech Wałęsa, a przecież i jego przykład jest dramatyczny. Legenda Solidarności, laureat pokojowej Nagrody Nobla, po przegranej w wyborach prezydenckich w 1995 r. nie może się odnaleźć, ponosi kolejne porażki.

W PiS jest wielu młodych posłów, ich ambicje zapewne nie ograniczają się do wiwatowania na cześć prezesa.
– Słyszałem opinie pochodzące ze środka PiS, że część polityków przyjęła postawę wyczekującą: teraz trzeba głosować jak leci, zgodnie z wolą prezesa, ale któregoś dnia Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz odejdą, a wtedy będzie można stworzyć normalne ugrupowanie polityczne, wyciszyć to nieustające oburzenie i wzmożenie. Niedobitki „oburzonych i wzmożonych” będą wtedy odgrywać taką rolę jak frakcja wypędzonych w niemieckiej chadecji, znajdą się na uboczu, poza głównym nurtem. Nie jestem jednak pewien, czy ta taktyka okaże się skuteczna – po przegranej w następnych wyborach czekająca na swój czas pisowska młódź będzie grzać ławy opozycji.

PiS pod napięciem

Mamy ciekawą sytuację – mimo aktywności opozycji obywatele przeciwni PiS większą szansę na zmiany upatrują nie w niej, lecz w napięciach wewnątrz obozu rządzącego.
– Nie ma w tym niczego niezwykłego ani nowego. Pamiętam, jak przeciwnicy Leszka Millera w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, chcąc zmusić go do ustąpienia ze stanowiska premiera, dokonali rozłamu w partii. Los lewicy pokazuje, że pęknięcia we własnym obozie mogą być niebezpieczne. Brak wewnętrznej spójności w obozie „Polski liberalnej” przełożył się także na wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych w 2015 r.

Na czym trzyma się dziś władza PiS: na dobrej sytuacji gospodarczej, lęku przed uchodźcami, wstaniu z kolan, hicie „Przez twe 500+ oszalałem”? Partia Jarosława Kaczyńskiego po wiosennym tąpnięciu odbudowała przewagę nad konkurentami.
– Sondażowe wyniki PiS w obecnej sytuacji oceniam jako będące poniżej oczekiwań. Gdyby nie ewidentne głupoty i błędy, mogłyby wynosić ponad 50%. Rządząc tak jak chadecy w Niemczech, PiS miałoby szansę na utrzymanie się przy władzy 16 lat. Każdy z wymienionych w pytaniu elementów składa się na siłę PiS. Mocnym ogniwem elektoratu tej partii jest nurt republikański, przywiązany do tradycji, narodu, oczekujący jednocześnie pomocy ze strony państwa, które ma obowiązek interesować się jego losem. PiS okazało się partią wiarygodną dla tej części Polski, która doznała w czasie transformacji krzywd i na którą druga część Polski – ta zadowolona – patrzy z góry. To, że zawiedziona część społeczeństwa ma od lat swoją reprezentację, stabilizuje system polityczny w Polsce. Zobaczmy, co stało się we Francji. W kraju o – zdawało się – elegancko uporządkowanej scenie politycznej posypała się ona w drzazgi. Tradycyjne partie utraciły wiarygodność, druga tura wyborów była meczem do jednej bramki. Prezydentury Sarkozy’ego i Hollande’a zakończyły się katastrofą. A co będzie, gdy plan Macrona spali na panewce? Francuska opozycja jest w totalnej rozsypce.

Twarze klęski Platformy

Co u nas jest największą słabością opozycji?
– Platforma w ogóle nie jest w stanie zdobyć się na refleksję, dlaczego przegrała. Żeby wygrać, trzeba wyciągnąć wnioski z porażki. Tymczasem wciąż widzimy twarze klęski – Ewę Kopacz i Bronisława Komorowskiego. Ich widok bardzo cieszy PiS.

Podobnie jak przemawiającego na wiecach Leszka Balcerowicza.
– Na jednym z rysunków Marcina Wichy polityk mówi: „To niesprawiedliwe: kłamię tylko czasami, ale nie wierzą mi nigdy”. Osoby, których wcześniejsze opowieści okazały się nieprawdziwe, nie mogą liczyć na posłuch i zaufanie także wtedy, gdy są bliskie prawdy. To kwestia wiarygodności.

Komisje badające sprawę Amber Gold i reprywatyzację w Warszawie pokazują Polskę pod rządami PO, w której – przy udziale władz – wyrzucano lokatorów z mieszkań i odbierano oszczędności biednym.
– Bez wątpienia państwo pozostawiało za dużo swobody cwaniakom. Czy jednak wystarczającą na to receptą mają być rozliczanie przeszłości i scentralizowana kontrola – to już nie takie pewne. Sprawa Misiewicza i los niektórych SKOK-ów pokazują, że problem tak łatwo nie znika. To jeden z wielu powodów, dla których partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest tak bardzo kochana, jak by chciała.

Zewsząd słychać nawoływania do zjednoczenia opozycji.
– Nie jestem przekonany do tego pomysłu. Obserwuję od wielu lat wybory samorządowe. Lokalne partie władzy często przegrywają wcale nie dlatego, że pojawia się jakaś duża siła opozycyjna. Pokonuje je kilka mniejszych ugrupowań, które podgryzają rządzących z różnych stron. W 2007 r. PiS przegrało nie ze zjednoczoną opozycja, lecz z duetem PO-PSL. Co ciekawe, PiS samo zachęciło PO i PSL do grania w duecie w 2006 r., zmieniając ordynację wyborczą do samorządu i tworząc możliwość tzw. blokowania list.

W związku z zamiarem przejęcia przez PiS sądów pojawiły się opinie, że w kolejnych wyborach wynik głosowania będzie miał znaczenie drugorzędne.
– Wydaje mi się, że są one na wyrost, choć tu bycie czujnym nigdy nie zawadzi. „Skręcenie” wyników wyborów jest jednak operacją niezwykle trudną do przeprowadzenia. W czasach internetu niczego się nie ukryje, nawet życzliwe PiS media nie przeszłyby nad podobną praktyką do porządku dziennego. Owszem, trudno wykluczyć pokusę podrasowania liczby mandatów, tu jednak wiele podejmowanych prób kończy się strzałem we własne kolano – jak choćby wspomniane blokowanie list, przepchnięte przez PiS jako genialny pomysł na ogranie konkurentów. Wszędzie na świecie dochodzi do drobnych geszeftów – ponoć w naszych gminach zdarza się dopisywanie przez wójtów dodatkowych osób do list wyborczych. Nie wierzę natomiast w wielkie skoki wpływające na wyniki wyborów w skali ogólnopolskiej. Dobrze, że wybory parlamentarne poprzedzone są mniej istotnymi: samorządowymi i europejskimi, które okażą się testem uczciwości PiS. Nie mam żadnego powodu, by przypuszczać, że coś z nimi będzie nie tak, bo gdyby doszło do fałszerstw, ich koszty byłyby katastrofalne dla sprawujących władzę w decydujących wyborach sejmowych. Zraziłyby umiarkowanych i zmobilizowały przeciwników.

Wydanie: 30/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy