Zawiedzione uczucia prezydenta

Zawiedzione uczucia prezydenta

25.02.2017 Gdansk Marsz Pomorze dla sprawiedliwosci zorganizowany przez Komitet Obrony Demokracji KOD Nz zdjecie Jaroslaw Kaczynski Anipremier Andrzej Duda nocny podPISarz Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Główny nurt PiS jest totalnie nakręcony, żyje w stworzonym przez siebie świecie, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistym Dr Jarosław Flis – socjolog polityki, adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego „Zagrałeś się, Jarek” – od tej uwagi Teresa Torańska zaczęła wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w 1994 r. Jej rozmówca odparł: „Powtarzasz starą tezę, że ja się zagram na śmierć, ale to nieprawda”. Kaczyński jest niezniszczalny? – Każdy człowiek podlega nieubłaganym prawom natury, nikt nie jest nieśmiertelny. Jarosław Kaczyński od początku aktywności politycznej po 1989 r. nieustająco twierdzi, że władza wykonawcza jest zbyt słaba, i dąży do jej umocnienia. To może się okazać niebezpieczne, bo jak twierdził Churchill, władza, która jest w stanie dać ci wszystko, czego zapragniesz, może także odebrać wszystko, co posiadasz. Walce o zwiększenie zakresu władzy towarzyszy groźna dla demokracji delegitymizacja opozycji, toruje ona drogę przekonaniu, że rywalizacja polityczna ma charakter nadzwyczajny i dlatego uzasadnia sięgnięcie po zwycięstwie po nadzwyczajne środki. W co gra prezydent? Ilustracją tej delegitymizacji opozycji były wygłoszone z trybuny sejmowej słowa prezesa PiS o „zdradzieckich mordach”. W 2015 r. Jarosław Kaczyński uznał się za nadprezydenta, nadpremiera, nadmarszałka Sejmu. Teraz chce zostać najwyższym sędzią. – Prawdopodobnie doszedł do wniosku, że skoro udało się przejąć Trybunał Konstytucyjny, poradzi sobie także z Sądem Najwyższym. Zobaczymy, jak to się potoczy, w każdym razie w tej sprawie prezydent Andrzej Duda stworzył nową sytuację. Kilka dni przed jego wtorkowym oświadczeniem wysłałem do „Tygodnika Powszechnego” komentarz na temat weta wobec ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych, pierwszego prezydenckiego weta wobec aktu uchwalonego przez Sejm obecnej kadencji. Pisałem, że decyzja Andrzeja Dudy może się okazać ustawką, nagrodą pocieszenia dla Adriana z „Ucha Prezesa”, ale z drugiej strony, jeśli już raz coś się zrobi, to potem zdecydowanie łatwiej powtórzyć podobny krok. Nie minęły cztery dni i prezydent zagroził zawetowaniem ustawy o Sądzie Najwyższym, zażądał zmiany ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, a tym samym zakwestionował plan działania zatwierdzony przez prezesa PiS. Oświadczenie prezydenta spotkało się – dość nieoczekiwanie – z ciepłymi komentarzami na życzliwych wobec partii rządzącej portalach, m.in. tygodników „Do Rzeczy” i „Gościa Niedzielnego”. Odezwał się nurt umiarkowany, do tej pory stłamszony, niemający lidera. Beata Szydło nie chciała wystąpić w tej roli – w obawie przed utratą stanowiska zgłosiła akces do radykałów. Jarosław Kaczyński nie spodziewał się oporu ze strony prezydenta? – Z pewnością. Andrzej Duda ma zupełnie inną osobowość niż prezes PiS, zaliczam go do grupy tzw. ludzi relacji – ceniących najwyżej miłość i uznanie ze strony innych, w imię utrzymania z nimi dobrych relacji gotowych na ustępstwa i rezygnację ze swoich racji. Prezydent od początku urzędowania wspierał we wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, ale spotkał się z lekceważeniem, okazywaniem wyższości, postponowaniem. Ludzie relacji rzadko się irytują, gdy jednak czują się wciąż wykorzystywani, oszukiwani, upokarzani, w końcu się łamią – wtedy „nie ma zmiłuj”. Zawiedzionych uczuć nie da się już posklejać. W co gra prezydent? Czy chce, by bardziej się z nim liczono, czy też – na co mogłyby wskazywać m.in. zmiany personalne w jego kancelarii – zamierza zbudować własną bazę polityczną? – Ta druga ewentualność nie wydaje się zgodna z jego charakterem. Andrzejowi Dudzie pewnie zależałoby na nadaniu nowego, bardziej umiarkowanego kierunku Prawu i Sprawiedliwości. To niezwykle trudne zadanie, bo główny nurt PiS jest totalnie nakręcony, żyje w stworzonym przez siebie świecie, który często ma niewiele wspólnego ze światem rzeczywistym. PiS, które przez lata zarzucało Platformie Obywatelskiej, że nie potrafi robić niczego innego poza krytykowaniem partii Jarosława Kaczyńskiego, po dojściu do władzy skupia się na potępianiu ośmiu lat rządów PO, wypominaniu jej „straszliwych” błędów. To głębokie zanurzenie w przeszłości można dostrzec w każdej debacie sejmowej – nawet nad ustawą Prawo wodne. PiS, które w okresie władzy PO wciąż powtarzało, że jest obiektem brutalnych ataków mediów, obecnie nakręca przychylne mu media do atakowania „totalnej opozycji”. Gdy wypomina się politykom PiS uchybienia, powtarzają, że Platforma robiła to samo. Ale przecież miało być inaczej. Złudny

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2017, 30/2017

Kategorie: Wywiady