Zbrodnia w każdym domu

Zbrodnia w każdym domu

Pod telewizyjny plastik podpada też serial „Instynkt”, niestety. Pani komisarz o twarzy Danuty Stenki, która jest paniusią na szpilkach i z parasolką, zostawia jednakowoż twardzieli z wydziału dochodzeniowego w tyle. Czemu mianowicie? Bo – jak to baba – zwraca uwagę na szczegóły. Coś jak panna Marple. I dedukuje, że pewien starszy pan śmiertelnie się wściekł na panienkę, którą próbował zażyć na tylnym siedzeniu. Bo miał wszczepiony rozrusznik. I nie był pewien, co pierwsze stanie – rozrusznik czy… Pani komisarz zaś wiedziała od jednego rzutu okiem. Na rozrusznik. I kibicowalibyśmy jej serdecznie, gdyby nie mandolina, która przygrywa smętnie, gdy tylko ktoś skończy kwestię. Gdyby nie aktorzy, którzy nawet przy słonecznej pogodzie rozmawiają tak ponuro, jakby zamierzali zaraz skopać na śmierć własną matkę w ciemnej ulicy. I gdyby pod serialem nie był podpisany Patryk Vega, co jest skandalem w jego bujnym życiorysie.

Pan Bóg z kawalerki na Ursynowie

Bywa też jednak popelina na przymus. Wybitny reżyser chciałby kręcić traktaty o dwuznacznych stanach duszy, ale preliminarz finansowy przewiduje tylko serial. Więc bierze. Oczywiście, że reżyser Greg Zgliński wolałby kręcić mroczne a niedokończone historie a la David Lynch, tymczasem musi zasuwać przy policyjnym tasiemcu zatytułowanym dla niepoznaki „Paradoks”. Ale nie poddał się od razu. Odcinek trwa tyle co godzina lekcyjna. I takoż się ciągnie. Bandyci łażą jak śnięci, mordują jakby od niechcenia. Policjanci też się snują, spowolnieni jak po prochach. Miny niczym w trakcie bolesnej obstrukcji, śladu zaangażowania, pasji. Tropionym i tropiącym jest jednakowo przykro, że znaleźli się w tak krępującej sytuacji, woleliby pewnie hodować dynie na działce. Intryga rozłazi się w szwach jak biurowe gierki w urzędzie gminnym w Pcimiu (chociaż tam się dzieje więcej, bo obok biegnie zakopianka).

Sytuacja jest mroczna, bo policjantom rzadko chce się ruszyć dupsko, by pstryknąć światło. Siedzą po ciemku i nie mówią, lecz cedzą przez zęby, mamroczą, mruczą pod nosem, seplenią, połykają sylaby i żują gumę. Kiedy cichnie to murmurando, zaczyna plumkać pianino. Muzyka jak ciurkanie z nieszczelnego kranu.

Bogusław Linda – główny detektyw – pokazywany bywa, jak na gwiazdora przystało, głównie od tyłu. Znad kołnierza prochowca a la Philip Marlowe wyzierają tylko ogromne wory pod oczami. Tymi worami przypomina późnego Bardiniego. I już jesteśmy w domu! Tak, to „kino moralnego niepokoju”! Bardini/Linda gra Pana Boga, który rządzi światem z kawalerki na Ursynowie.
Mniej podobał się masowej publiczności odcinkowiec „Krew z krwi”, co od razu każe zwrócić na niego uwagę. Choć to holenderski format pt. „Penoza”. Grają państwo o urodzie – proszę wybaczyć – nieoczywistej: Agata Kulesza, Wiesław Komasa, Kinga Preis, Iwona Bielska… Ale przynajmniej mają co grać. Dzień powszedni polskiej mafii, która w żadnym calu nie przypomina poddanych don Vita Corleone. Ta część gangsterki, która akurat kibluje, wydaje zza krat zlecenia na tych kumpli, którzy chwilowo bujają się na wolności. Bo dobierają się do ich szmalu i kobiet. Dochodzi do tego, że jedni gangsterzy wynajmują drugich gangsterów do ochrony przed jeszcze innymi gangsterami. W policji co drugi to kret, z tym że nigdy nie ma pewnoś­ci, który to ten drugi. Na komendzie zupełnie nie wiadomo, kto za co odpowiada, i wszystkim bardzo z tym przyjemnie. Narracja powolna, depresyjna, jak w powieściach Orzeszkowej (wyjąwszy opisy przyrody). No, dialogi bywają żywsze. „– Kurwa! – Pierdol się!” – to przykład wymiany opinii między policjantką a prokuratorem. I każde pozostaje przy swoim zdaniu.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 46/2015

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy