Zgiń, przepadnij konkubencie!

Zgiń, przepadnij konkubencie!

Słowa jak czujniki nastrojów

Wśród nielubianych słów znalazły się: uiszczać, uryna, suchotnik, slipy, rajtuzy i staniki, ale także hejka, nara, słodziak, japiszon czy focia.

Czemu konkubina i konkubent byli najczęściej wymieniani przez uczestników plebiscytu Biblioteki Śląskiej w Katowicach na najmniej lubiane słowa? To kwestia, którą powinni się zająć socjolodzy i psycholodzy obyczaju. Dla coraz częstszych związków nieformalnych między ludźmi warto by poszukać jakiejś milej brzmiącej nazwy. Konkubent i konkubina goszczący głównie w kronikach kryminalnych sympatii nie budzą.
Dyrektor Biblioteki Śląskiej prof. Jan Malicki uważa, że lepiej przyjmowane jest określenie partner. – Nasz konkurs dojrzewał przez lata – mówi. – Najpierw popularyzowaliśmy w formie plebiscytu dla czytelników wyrazy, które już zanikły, wyparowały z naszego języka. Następna akcja dotyczyła tych, które warto uratować, bo są piękne i uzasadnione historycznie. Teraz pomyśleliśmy inaczej. Skoro wszyscy się gniewają na wszystkich, sprawdźmy, o których wyrazach chcielibyśmy definitywnie zapomnieć. Czytelnicy jako zwycięzców wskazali właśnie konkubenta i konkubinę. Na drugim miejscu był brzydki skrótowiec wykon. A trzeciego słowa nie wymienię. Lepiej je przemilczeć, bo powtarzanie w tym wypadku staje się groźne (chodzi o zajebiście – przyp. BT). W takich sytuacjach jestem zwolennikiem milczenia – dodaje dyrektor Malicki.

Plebiscyt

Konkurs ogłoszono 10 lutego, głosowanie trwało tylko cztery dni. W specjalnym punkcie w bibliotece można było zgłaszać propozycje na kartkach. Zgłoszenia nadsyłano też z całej Polski drogą elektroniczną. Łącznie oddano prawie 4 tys. głosów. Wśród nielubianych słów – a organizatorzy naliczyli ich aż 500 – znalazły się m.in. uiszczać, uryna, suchotnik, slipy, rajtuzy i staniki, ale także nowotwory takie jak hejka, nara, słodziak, japiszon czy focia. Plebiscyt wyłonił też wiele innych niechcianych okreś­leń. Wysokie miejsca w rankingu niepopularności zajęły: psycholożka, pieniążki, dizajn/dizajner, tacierzyński, briefing, plażing, event, hejt, selfie i szoping. Społeczny sprzeciw wobec zapożyczeń z języka angielskiego to próba zawracania Wisły kijem, bo za lat 50 liczba anglicyzmów w polszczyźnie będzie znacznie większa. Po prostu nasza mowa jest w nieustannym rozwoju, żyje własnym życiem i nie będzie podlegać żadnym zakazom ani plebiscytowym wyrokom.

Pora na drugi sort

– Odbieram ten zestaw jako projekcję najnowszych nastrojów społecznych, bo wśród wielu niechcianych wyrazów pojawiały się także miesięcznica, ubogacenie, a nawet dewocjonalia, chyba zbyt często pojawiające się w obiegu rozważa prof. Malicki.
Inicjatywę Biblioteki Śląskiej, która zbiegła się z ustanowionym przez UNESCO Międzynarodowym Dniem Języka Ojczystego przypadającym na 21 lutego, trzeba uznać za zabawę cenną i pożyteczną. Dbajmy o język, unikajmy zaśmiecania go, przeprowadzajmy jak najczęściej konkursy typu „Mistrz Mowy Polskiej” i dyktanda, aby dać do zrozumienia wszystkim półanalfabetom i ćwierćinteligentom, że powinni nieustannie się douczać.
Pracownicy Biblioteki Śląskiej pobudzili naszą wyobraźnię, o czym świadczy zasięg tej, zdawałoby się, regionalnej akcji. Włączyli się w nią nie tylko czytelnicy ze Śląska, ale również, za pośrednictwem internetu, ludzie z całej Polski, a nawet spoza granic kraju.
A jak będzie w następnym plebiscycie, za rok, dwa lub trzy lata? Zobaczymy. Może najbardziej nielubianymi słowami staną się tak dziś popularne: dobra zmiana, drugi sort, Bolek, gimnazjum? Ale nie bawmy się w proroctwa. To, jak mówimy i jak nie chcemy mówić, zawsze jest dużym zaskoczeniem.

Wydanie: 2016 9/2016

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy