Zjednoczona Lewica to projekt przyszłości

Zjednoczona Lewica to projekt przyszłości

Mamy lidera

Zjednoczona Lewica ma twarz. To twarz Barbary Nowackiej. I co dalej?

– Barbara Nowacka została liderką Zjednoczonej Lewicy w sposób naturalny. Miała wielki wkład w ten projekt, zbudowany przez pięć partii politycznych, które przez lata nie potrafiły się porozumieć. Pomagało jej kilka osób, bardzo aktywna była Paulina Piechna-Więckiewicz, przy wielkim wsparciu Jana Guza z OPZZ. I pewnie ja sam jakąś cegiełkę do tego projektu dołożyłem.

Skąd się wzięła Barbara Nowacka? Czy czuje, że jest liderem?

– Na pewno jest liderem, i to samodzielnym. Otacza się ludźmi i z młodszego, i ze starszego pokolenia, nikogo nie wyklucza. Daje nadzieję, że na lewicy wszyscy możemy ze sobą rozmawiać. Jest wspólny projekt, a uczestniczą w nim bądź go popierają i Włodzimierz Cimoszewicz, i Aleksander Kwaśniewski, i Leszek Miller, i Janusz Palikot, i cała wielka drużyna ludzi lewicy, którzy przez lata gdzieś się pogubili.

Kto więc ich poznajdował? Czy nie Gawkowski?

– To wspólna praca. Przypominam sobie, jak z Barbarą spędzaliśmy długie wieczory na rozmowach, zastanawiając się, jak, gdzie i z kim. I zawsze dochodziliśmy do wniosku, że najpierw musi być zgoda Palikota i Millera. Potem padało pytanie: z kim? I też oboje mieliśmy przekonanie, że nikogo nie można wykluczać, że potrzebny jest i Cimoszewicz, i Kwaśniewski, i całe młode pokolenie związane z Twoim Ruchem, z Zielonymi, tacy ludzie jak Michał Kabaciński czy Dariusz Joński. A na koniec pytaliśmy: kiedy? I odpowiedź była prosta: w tych wyborach. Bo jeśli lewica teraz się nie odbije, to nie odbije się już nigdy.

A jak ci historyczni liderzy, Miller i Palikot, przyjęli to, że muszą zejść trochę na bok?

– Nie czuję, by odeszli na bok. Są patronami obecnej zmiany. Gdyby nie usiedli do wspólnego stołu, gdyby się nie zgodzili na przywództwo Barbary Nowackiej, mielibyśmy wewnętrzną wojnę. Koalicja Zjednoczonej Lewicy tym się różni od LiD, że wprawdzie wykluwa się na górze, w gabinetach liderów, ale chcą jej partyjne doły. Tam ma największe poparcie. Doły od miesięcy mówiły: najpierw się zjednoczcie, później wykreujcie lidera. A najlepiej, jeśli będzie to Barbara Nowacka. I tak się stało! W LiD tak nie było. Jednoczono nas na siłę, od góry, podczas gdy na dole nikt tego nie chciał. A dziś wszyscy mówią: tylko Zjednoczona Lewica! Razem mamy siłę. Dla mnie znamienne były słowa Włodzimierza Cimoszewicza na konwencji w Łodzi: długo się nie widzieliśmy. Rzeczywiście – długo. 10 lat! I po 10 latach Włodzimierz Cimoszewicz staje razem z nami.

W polityce większym atutem niż młodość jest mądrość i doświadczenie.

– Dlatego w panteonie gwiazd lewicy nigdy nie zabraknie miejsca dla Millera, Kwaśniewskiego, Cimoszewicza. O nich wszystkich zawsze będę mówił z największym szacunkiem. Jeden był wielkim prezydentem, pozostali wielkimi premierami – oni zmieniali Polskę. Mieli wizję. Ale dzisiaj ta wizja oznacza spojrzenie w przyszłość. I konieczność pewnego odświeżenia.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 43/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Bronisław Morawski
    Bronisław Morawski 22 października, 2015, 07:47

    Zdegenerowana lewica
    Im bardziej słabnie lewica tym bardziej wzrasta troska o jej los. Troskę te artykułują także środowiska prawicowe. Być może lęk ten utrzymuje się dzięki infantylnej trosce o dobry wygląd demokracji. Demokracja ładnie wygląda dopiero wtedy, gdy w systemie są różne orientacje polityczne. Obiektywnie jednak biorąc, istota problemu tkwi w tym, że do tej pory prawica walczyła z lewicą i ten dialektyczny związek dookreślał jej społeczno-polityczną tożsamość. Jeśli tak, to lewicy wyznacza sie dziś rolę przysłowiowego kwiatka do kożucha. Likwidacja lewicy stawia prawicę w niezwykle trudnej sytuacji. Nie może ona od tej pory określać własnego wizerunku przez krytykę lewicy, jako zła pierwotnego i zasadniczego. określać własną tożsamość przymusem walki z lewicą. Będzie zmuszona do rozliczania się wyłącznie z tego, co zrobi dla ludzi i społeczeństwa.
    Jeśli komuś zależy na ratowaniu starej lewicy, co wydaje się już raczej niemożliwe, albo tworzeniu nowej lewicy, co wydaje się lepszym rozwiązaniem, powinien zdać sobie sprawę, jak doszło do zdegenerowania lewicy po 1989 roku w Polsce.
    Otóż mamy tu do czynienia z dwoma na pozór przeciwstawnymi procesami, których skutki idą jednak w tym samym kierunku.
    Po pierwsze, źródłowy człon dzisiejszej „lewicy”, powstały po rozwiązaniu PZPR prowadził od samego początku politykę oportunistyczną wobec koncepcji transformowania Polski do kapitalizmu. Elity tej partii uwierzyły w teorię, że socjalizm stracił sens, bo wyczer-pały się jego możliwości rozwojowe. Nie dyskutując, czy jest to prawda, ważne jest, że uła-twiła ona decyzję o oddaniu władzy ówczesnej opozycji antykomunistycznej. Ostatecznie nastąpiło to przez wybory w 1989 roku. Od tego momentu wszystkie ugrupowania post „ko-munistyczne” przystąpiły do współtworzenia nowego ustroju. Również wtedy, gdy władzę sprawował SLD i prezydentem był Aleksandr Kwaśniewski przeprowadzany był demontaż struktur państwa socjalistycznego, łącznie z umocnieniem pozycji kościoła i powstaniem podwalin pod państwo wyznaniowe. Uchwalono Konstytucje zakazującą „komunizmu”.
    Świadomie, czy nieświadomie, SdRP, SLD, a także pozostałe ugrupowania” lewico-we” spełniły rolę amortyzatora dla ewentualnego buntu społecznego, którego można było się spodziewać ze strony ideowych członków PZPR. Z ostrożności przyjęto (nawiasem mówiąc niesłusznie), że jest ich wielu. Dzięki takiej postawie liderów kontrrewolucja została uwiary-godniona i dzięki nim można było bezpiecznie bez wstrząsów przeprowadzać zmiany. „Le-wica” spełniała więc rolę odgromnika i bezpiecznika. W tym sensie jest bardzo zasłużona w restytucji państwa kapitalistycznego.
    Ujmując rzecz nieco filozoficznie „lewica” wystąpiła przeciwko samej sobie albo, ina-czej mówiąc, stała się rakiem dla ruchu lewicowego. Degeneracja lewicy doprowadziła ją do samozagłady.
    Wszystko to do dnia dzisiejszego można nazwać procesem prawicowania się lewicy. Dziś ta sprawicowana lewica jest typem partii systemowej, która deklaruje lojalność ustrojo-wą. Jest zainteresowana doskonaleniem kapitalizmu w zakresie spraw socjalnych i różnych cech drugorzędnych, poprzesz które różni zagubieni politycy uzurpują sobie prawo przyna-leżności do lewicy. Krótko mówiąc, resztki obecnej „lewicy”, całkowicie zrezygnowały z rewolucyjności. A więc i w tym znaczeniu „lewica” uległa degeneracji. Wyzuła się z klasycz-nej tożsamości lewicowej.
    Drugi proces, który nie sprzyja lewicy to postępujące lewicowanie się prawicy. Na-wiasem mówiąc w obecnej kampanii wyborczej prawie wszystkie patie prawicowe operują hasłami: „wolności”, „równości” i „sprawiedliwości”, kiedyś „zarezerwowanymi” dla lewicy. Prawdopodobnie każda partia używając tych haseł ma na myśli, co innego. Ale to nie jest najważniejsze. Ważny jest aksjologiczny galimatias, który reprezentuje klasa polityczna, przenoszony na świadomość (a raczej nieświadomość) szeregowego obywatela. On po prostu nie rozumie, na kogo powinien głosować. Kto reprezentuje jego interesy i poglądy.
    Przechodząc do zasadniczego wątku, przez lewicowanie się prawicy rozumiem przede wszystkim operowanie w programach strategią populistyczną. Partie prawicowe urządzają w ostatniej kampanii wyborczej prawdziwy festiwal obietnic, która lepiej ulży spauperyzowanym masom społecznym. Częściowo jest to obłuda i cynizm, ale w części może być to wynik zrozumienia, że nie daje się wygrać wyborów adresując program tylko do 5% uprzywilejowa-nych. Daj marksistowski boże, aby był to również wynik dojrzewania umysłowego klasy pa-nującej, tzn. tego, że zrozumiała ona, iż reszta społeczeństwa powinna żyć na przyzwoitym poziomie, że wyzysk bez opamiętania jest niemoralny i dysfunkcjonalny gospodarczo.
    To przejmowanie, choćby tylko deklaratywne, funkcji zarezerwowanej ongiś dla lewi-cy przez prawicę, stwarza wrażenie, że partie lewicowe, tym bardziej, że skarłowaciały ilo-ściowo, ideowo i intelektualnie, są niepotrzebne.
    Te dwa z pozoru sprzeczne procesy tworzą nieznany dotąd zamęt świadomościowy, który powoduje, że nie może wyłonić się sensowna idea zdolna zintegrować tych, których jest najwięcej i mogliby stanowić awangardę nowoczesnego, prawdziwie zhumanizowanego spo-łeczeństwa. Dlatego aktywność lewicujących partyjek jest tak bardzo niezgrabna i niestwarza-jąca nadziei na przyszłość. Zwłaszcza partii lewicowej w Polsce nie można dziś tworzyć boj-kotując przeszłość, wypierając się własnego rodowodu, ignorując bogaty dorobek intelektual-ny, który zawsze pozytywnie wyróżniał lewicę od innych.

    Bronisław Morawski
    www. bronmor.pl

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 27 października, 2015, 13:50

      Cholera! Dlaczego tych rzeczywistych prawd nie można było wbić do łbów tych, którzy przejęli władzę w lewicy. O tym wielokrotnie mówiłem, ale dla „działaczy” ważne były stołki i apanaże. Za to teraz zapłacą. Zapomnieli, a właściwie nie wiedzą o czym pisał Marks – nie czytają podstawowych dzieł w tym zakresie. Teraz idą na śmietnik historii. Mam nadzieję, że z tego lekcję wzięła partia „Razem”.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy