Złoty, złoty, trzymaj się

Złoty, złoty, trzymaj się

Polska waluta jest tak mocna, jak jeszcze nigdy. I bardzo dobrze Żyjemy z niesłychanie drogą złotówką. Mało kto pamięta, że jeszcze niedawno dolar kosztował 4,7 zł, a euro 4,1 zł. Żaden analityk nie przewidywał tak potężnego wzrostu kursu naszej waluty. Czy poznaliśmy już siłę swoich pieniędzy? Ekonomiczne abecadło mówi, że mocny złoty napędza import i hamuje eksport. Nasze produkty w przeliczeniu na euro i dolary stają się coraz droższe, zaś krajowe ceny towarów i usług pochodzenia zagranicznego – powinny spadać. – Tak mówi teoria. Ale jeszcze żaden model ekonometryczny nie wykazał liczbowo podobnej zależności – twierdzi dyr. Wiesław Łagodziński z GUS. Kto traci, kto zarabia Polska rzeczywistość też jakoś jej nie wykazuje. Nasz eksport trzyma się świetnie. Mimo załamania popytu na samochody i panowania drogiej złotówki, auta importowane lub zawierające większość “wkładu” z zagranicy, bynajmniej nie staniały. Ford – o żadnych obniżkach nie ma mowy. Nissan almera – w wersji standard kosztuje 47.550 zł zaś kilka tygodni temu tylko 45.100 zł. Samochody Daewoo – zdrożały średnio o 1-1,5%, a ewentualne upusty mogą być najwyżej stosowane przez dilerów w ramach promocji. Na ceny benzyny, produktu jak najbardziej importowanego, droga złotówka również nie ma wpływu. Litr bezołowiowej “95” kosztuje ok. 3,1 zł i jest nawet o parę groszy droższy niż na przełomie roku. Dla Polskiego Koncernu Naftowego wysoki kurs złotego jest korzystny, zwłaszcza że od początków lutego ropa taniała. Według Ireneusza Wypycha z PKN, sprzedaż paliw byłaby większa, gdyby nie słabnące tempo wzrostu gospodarczego, zmniejszające obroty transportu. Ceny wycieczek zagranicznych, które również powinny spaść, nie zareagowały na silną złotówkę, ba, pojawiły się nawet podwyżki. Np. 12 dni w maju w Grecji ze Scan Holliday jeszcze w styczniu kosztowało 1599 zł. Dziś – te same 12 majowych dni jest już o 300 zł droższe. Teoretycznie, na zmianę kursu złotego powinny zareagować zachodnie hipermarkety. Nie widać jednak, by taniały towary importowane, a przedstawiciele wielkich sieci handlowych niechętnie o tym mówią. Rzecznicy Géanta w ogóle odmówili odpowiedzi na pytanie o ruch cen. Przedstawicielka supermarkrtu Hit oświadczyła, że wpływ zmian kursu na ogólny poziom cen w ich sieci jest niezauważalny. Jak widać więc, firmy korzystające z importu na razie nie zamierzają rezygnować ze swych rosnących zysków i nie obniżają cen. Natomiast producenci nastawieni na eksport, narzekają: – Wysoki kurs złotego pogorszy nasz wynik o ok. 10%, bo zawieramy kontrakty długoterminowe i możemy je negocjować nie częściej niż raz w roku – mówi dyr. Ryszard Jakubiuk z zielonogórskiego Polmosu, wytwarzającego jeden z naszych sztandarowych artykułów eksportowych. Ale wiele firm, np. KGHM, gdzie dwie trzecie przychodu pochodzi z eksportu, zabezpiecza się przed ryzykiem kursowym. Jak mówi Jerzy Pietraszek, rzecznik prasowy kombinatu miedziowego, firma zawiera z bankami umowy, ustalające z wyprzedzeniem cenę sprzedawanych im dewiz. Nigdy wszakże nie można w ten sposób zabezpieczyć całego przychodu. Gdy łatwiej oddawać Polska gospodarka jest w ogromnym stopniu uzależniona od zasilania importowego. Wysoki kurs złotego byłby zatem bardzo korzystny dla kraju, gdyby nie to, że nasi przedsiębiorcy wykazują niewielki zapał do inwestowania. – Pod koniec ub.r. import inwestycyjny niestety wyraźnie siadł – mówi Jerzy Eysymontt, wiceminister gospodarki. Może jednak dzięki temu, że zakupy importowe stały się tańsze, zakupy inwestycyjne ruszą i nastąpi unowocześnienie rodzimego parku maszynowego – przewiduje część ekspertów. Wiadomo w każdym razie, że na wzroście importu skorzysta pękający w szwach budżet, z czego należy się tylko cieszyć. Im więcej bowiem transakcji importowych, tym większe wpływy z tytułu podatków. A co z eksportem, będącym teoretycznie motorem każdej gospodarki? Polski eksport, wciąż jeszcze polegający głównie na mało opłacalnej sprzedaży najprostszych produktów, takim motorem na pewno nie jest. – Ewentualna dewaluacja złotego nie poprawiłaby struktury naszego eksportu. Potrzebna jest przemyślana stymulacja dziedzin proeksportowych – twierdzi prof. Zdzisław Sadowski, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Nasz pieniądz, jak Chińczycy, trzyma

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2001, 2001

Kategorie: Obserwacje