Zmarnowane unijne miliardy

Zmarnowane unijne miliardy

Dziś akcje ATON-HT warte są 17–18 gr. Być może dlatego, że o ile w roku 2010 firma zanotowała zysk, o tyle w kolejnych latach było tylko gorzej. Nie pomogły opisywane w biuletynie „Innowacyjni” „przełomowe technologie” ani „dobre praktyki”, a nawet „rzetelne wypełnianie obowiązków informacyjnych”. Jeśli nie nastąpi jakiś przełom, los spółki może być naprawdę nieciekawy.

Podobne doświadczenie stało się udziałem łódzkiej firmy Hurtimex SA, która, działając w branży odzieżowej, „postawiła na najlepszej jakości towary, nowoczesne wzornictwo i sprawne zarządzanie”. 276 tys. zł na realizację przez nią projektu „Wspieranie wdrażania elektronicznego biznesu typu B2B” miało pomóc rozwinąć skrzydła. Tymczasem dziś notowania akcji Hurtimeksu – choć ostatnio poszły w górę – oscylują wokół skromnych 24 gr. W przeszłości były warte znacznie więcej. Może byłoby lepiej, gdyby nie korzystano ze środków unijnych? Albo przynajmniej nie opisywano spółki na łamach biuletynu „Innowacyjni”?

Boeinga nie przebiliśmy

Podobne refleksje muszą pewnie towarzyszyć dr. Bohdanowi Naumience z warszawskiego Instytutu Lotnictwa, placówki zasłużonej, cieszącej się nieposzlakowaną opinią. W 3. numerze biuletynu z 2010 r. opisano projekt „Phoenix – bezzałogowy samolot stratosferyczny” (udział Unii Europejskiej to 8 765 540 zł). Maszyna miała latać na wysokości 18 tys. m napędzana energią elektryczną pochodzącą z paneli słonecznych zamontowanych na skrzydłach.

Cytowany dr Naumienko zapewniał, że „tworząc taki samolot, konkurujemy z największymi w branży lotniczej – Boeingiem, Lockheedem Martinem czy z Grummanem”. I dodawał: „Sam instytut nie ma oczywiście możliwości, by na własną rękę sprzedawać samoloty. Dlatego już teraz prowadzi rozmowy z zainteresowanymi firmami. Polski przemysł ma potencjał, by produkować tego typu samoloty”. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Boeing, Lockheed Martin i Grumman mogą spać spokojnie.

W numerze 6. z roku 2009 znalazłem niezwykle interesujące rozważania Igora Mitroczuka i Renaty Iwaniuk – oboje byli wówczas naczelnikami wydziałów w resorcie gospodarki – pod jakże wymownym tytułem „Do przodu Polsko! Tylko Jak? Polska Nokia”. Wszystko sprowadzało się do jednego wniosku – dzięki miliardom euro Unia Europejska stwarza szansę na wykreowanie rozpoznawalnej w świecie polskiej marki. Jeśli się postaramy, będziemy mieli „polską Nokię”.

Od tamtej chwili minęło sześć lat, ale nasz kraj takiej marki się nie dorobił. I nic nie wskazuje, by stało się to w przyszłości. Zwłaszcza jeśli będą się zdarzały historie w rodzaju tej opisanej w numerze 4. „Innowacyjnych” z roku 2011. Chodziło o Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Bopol, świadczący specjalistyczne usługi okulistyczne w Warszawie, Białymstoku i Bydgoszczy. Autorzy biuletynu pisali o znacznych dotacjach udzielonych tej spółce. Rzecz w tym, że dwa lata później Bopolem i jego prezesem interesowali się nie pacjenci, ale organy ścigania. Podejrzewano, że wyprowadził ponad 8 mln zł z rachunków spółki i opuścił nasz gościnny kraj. Prokuratura nadal bada tę sprawę. Bez poważniejszych sukcesów.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy