Znikły granice, znikają różnice

Znikły granice, znikają różnice

Polacy i Niemcy ustawili się tak, by powstały barwy polskiej flagi fot. UM w Gubinie

Od lat 90. Gubin i Guben są przykładem, jak wielka może być korzyść z dobrego sąsiedztwa Wjazd samochodem z Gubina do Guben jest prawie niezauważalny. Wprawdzie trzeba przejechać przez most na Nysie, ale dziś tego miejsca nie strzegą służby graniczne, jak było jeszcze nie tak dawno. Teraz jest tu kilka przejść. W sprawie jednego, czyli kładki wiodącej do Wyspy Teatralnej, burmistrz Gubina Bartłomiej Bartczak telefonuje do burmistrza Guben Freda Mahra. – Słuchaj – mówi bezbłędną niemczyzną – na kładce prowadzone są prace remontowe. Trzeba odłączyć prąd, bo mogłoby się zdarzyć nieszczęście. Sprawa załatwiona, prąd zostaje natychmiast odłączony. Bartłomiej Bartczak, rocznik 1978, reprezentuje pokolenie, które najpełniej skorzystało ze zmian, jakie zachodziły w stosunkach polsko-niemieckich w ostatnim ćwierćwieczu. Był uczniem liceum w Gubinie, ale gdy tylko nadarzyła się okazja i po zjednoczeniu Niemiec w Guben powstała Szkoła Europejska im. Marii i Piotra Curie (Europaschule), otwarta także dla młodzieży polskiej, przeniósł się do tej szkoły. Wielu gubińskich licealistów podjęło podobną decyzję. Po II klasie polskiego liceum kontynuowali naukę w Guben i tu zdawali maturę. Stąd dla większości tych uczniów droga wiodła na studia do reaktywowanego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. W tej grupie znalazł się Bartłomiej Bartczak, ale na jego decyzji zaważyła też zraniona ambicja. Uwielbiał piłkę nożną, grał w gubińskiej drużynie szkolnej, ale raz trener nie zaangażował go do meczu z drużyną niemiecką z Guben. – Siedziałem na ławce, oglądałem ten mecz i powiedziałem sobie, że ja im wszystkim jeszcze pokażę. Po roku, gdy byłem już w Europaschule i tam grałem w drużynie, trener wystawił mnie do meczu z licealistami z Gubina. Wtedy wygraliśmy 5:4. I wie pani, że wszystkie gole kolegom z Gubina strzeliłem ja? To był mój odwet za upokorzenie w liceum. Pierwsza wspólna inwestycja Jak wielka może być korzyść z sąsiedztwa, rozumieli w latach 90. ówcześni burmistrzowie Gubina i Guben. Dwie kadencje, od 1990 r. do 1998, burmistrzem Gubina był Czesław Fiedorowicz, gubinianin, syn przesiedleńców z Kresów Wschodnich. Natomiast w Guben władzę w latach 1994-2002 sprawował Gottfried Hain. Burmistrzowie zaprzyjaźnili się i ta przyjaźń trwa do dziś. Obaj mieli podobną wizję łączenia miast poprzez ścisłą współpracę. Wówczas Czesław Fiedorowicz zgłosił szalony pomysł budowy wspólnej oczyszczalni ścieków dla Guben i Gubina, i to po polskiej stronie. Gottfried Hain przyklasnął inicjatywie. – Tłumaczyłem Niemcom, że przecież przed wojną centrum miasta znajdowało się w dzisiejszym Gubinie, tu była oczyszczalnia ścieków, pozostały nawet budynki sprzed wojny, po co budować dwie oddzielne, skoro można zainwestować w jedną, wspólną? – wspomina Fiedorowicz. Obecnie jest prezesem konwentu Euroregionu Sprewa-Nysa-Bóbr. Gottfried Hain pamięta, jakie kontrargumenty padały po stronie niemieckiej. Co się stanie, gdy Polacy nagle zamkną rurę i nie odbiorą ścieków? I o ile wzrosną opłaty za ścieki? Dziś mówi, że tamte obawy się nie potwierdziły. Opłaty za ścieki są niższe niż gdzie indziej, a Polacy rury nie zamknęli. Nowoczesna oczyszczalnia była największą wspólną inwestycją na pograniczu. Czesław Fiedorowicz, nieświadomy, że trafił na wyjątkowo korzystny klimat polityczny, zaczął szukać funduszy. – Angela Merkel, ówczesna federalna minister ochrony środowiska, zaakceptowała pomysł i wsparła inwestycję dotacją 6 mln marek. My sfinansowaliśmy budowę z programu Phare CBC, czyli także z pieniędzy niemieckich. Głównym wykonawcą została poznańska Hydrobudowa 9, ale budowali Niemcy. Prace trwały tylko dwa lata. W maju 1998 r. oczyszczalnia została oddana do użytku – opowiada Fiedorowicz i dodaje, że najtrudniejsze było przekonanie polskiego rządu do tego pomysłu, a rządowa akceptacja była konieczna. W wyznaczonym terminie do Gubina przyjechał przedstawiciel rządu federalnego, by podpisać umowę inwestycyjną, potrzebna była jednak także zgoda strony polskiej. – Czekaliśmy i czekaliśmy, a zgoda nie nadchodziła. Niemiecki gość powiedział, że jeśli do godz. 14 nie będzie polskiej akceptacji, to on wyjeżdża i dokumentu nie podpisze. Telefonowaliśmy do Warszawy, linia się grzała… Prof. Marian Eckert, wtedy wojewoda zielonogórski, omal nie dostał zawału. Ministrem ochrony środowiska był Stanisław Żelichowski. Tuż przed godz. 14 telefonicznie dostaliśmy akceptację Warszawy. Odetchnęliśmy z ulgą. Potem burmistrz Fiedorowicz zabiegał o połączenie sieci gazowej Gubina z Guben. Żeby się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 48/2018

Kategorie: Reportaż