Znużenie

Znużenie

Dobrze znane słowo, właściwie ostatnio coraz bardziej bliskie, jestem z nim w zażyłości, zadomowiony. Znużenie brzmieniowo podobne do zanurzenia, ale do takiego zanurzenia w komorze deprywacyjnej, kiedy pozbawiony wrażeń i doznań zmysłowych nasz mózg się resetuje, odpoczywa, stygnie, oczyszcza się, regeneruje, odradza w pustce. Taka forma relaksu jest podobna do buddyjskiego oczyszczenia, spotkania z pustką. Brzmi to trochę za dobrze, w znużeniu jest jednak ciężar, zmęczenie, odczucie grawitacji zdarzeń, natłoku, żeby nie powiedzieć miażdżenia przez wielość docierających bodźców. Wielość nieprzetwarzalną, wielość, wobec której nasz umysł kapituluje, nie może tego przerobić, przetrawić, wyrzucić z siebie, wymazać. Chciałby sobie poradzić, ale porusza się jakby w błotnej, bagnistej mazi, nieporadnie, z trudem.

Często ostatnio identyfikuję to znużenie z Polską. Czyli żywię uczucia antypolskie. Na szczęście, w przeciwieństwie do nieznanych, niezdefiniowanych, nienazwanych, nieprzekazywalnych uczuć religijnych, uczucia antypolskie nie są jeszcze zagrożone penalizacją, choć nie bardzo wiem dlaczego. W tym splocie polskiego chochoła katolicko-patriotycznego uczucia nacjonalistyczne zostały wyraźnie potraktowane po macoszemu.

Znużenie jest oczywiście, czy choćby zapewne, efektem wcześniejszego zaangażowania, wkręcenia się w temat, wykonanej pracy, które to wysiłki wydają się daremne, bezskuteczne, chybione, bezzasadne – to jak wymierzanie ciosów w powietrze, energia spora – efektów żadnych. Co prawda nie jest tajemnicą, że praca, nazwijmy ją buńczucznie „umysłowa”, rzadko przynosi rezultaty natychmiastowe albo chociaż nieodległe w czasie, właściwie doskonale wiemy, że przełożenie teoretycznego na praktyczne jest niemal zawsze połączone z odsunięciem w czasie. Jest bardziej „chybne” niż niechybne, raczej „zwłoczne” niż niezwłoczne. Wiedzieć to jedno – nie męczyć się tym to drugie.

Wszystkie powyższe nużące wywody mają bardzo konkretne źródło, jest nim głównie cała sfera wokółpandemiczna, wokółszczepionkowa. Brak informacji, brak wiarygodnych informacji, blokada wiarygodnych informacji, informacje wewnętrznie sprzeczne, puste komunikaty, brak spójnego przekazu, zaleceń, ustaleń, chaos decyzyjny, przypadkowość postanowień, niekonsekwencje w działaniach, zapowiedziach, deklaracjach, nieczytelność wprowadzanych reguł, symptomy niezwykłej w swoich rozmiarach amatorszczyzny, jakaś archetypiczna niemoc, nieudasizm, wszystko to określenia opisujące całość działań rządzących. Jedyne, z czym sobie władza jakoś radzi, to propagandowe konsumowanie całego tego tortu covidowego pod hasłami: dajemy radę, jesteśmy świetni, najlepsi, niczego lepszego nikt nigdzie nie wymyślił, nie wcielił w życie, tradycyjnie: Polska mistrzem Polski.

Zderzenie z faktami, które temu przeczą? Od dawna rządzący tym się nie przejmują. Po pierwsze, opowiadają swoją baśń, tam gdzie tylko mogą, a o to skutecznie potrafili zadbać, zawłaszczając media tzw. publiczne. Na krytykę po prostu nie odpowiadają. Na pytania także. Jakim paradoksem i chichotem historii jest to, że coraz częściej najlepiej opowiadającym o tym stanie rzeczy jest bon mot z Barejowskiej komedii, w której szatniarz bez zmrużenia oka odpowiada klientowi bezskutecznie domagającemu się zwrotu swojego okrycia: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”. Nic nie zrobię. Znużę się. Tyle mogę, bo ręce opadają. Nasze ręce, bo ich ręce żywiutko wyciągają się po kolejne posady, apanaże, premie, które przecież po prostu im się należą.

A ja wyobrażam sobie, że mogło być inaczej. Że niemal rok temu, kiedy wiadomo już było, że mamy pandemię koronawirusa i że zostaną wprowadzone najróżniejsze regulacje prawne, obostrzenia (choć albo nie zostały wprowadzone, albo zostały głupio wprowadzone), zalecenia, reguły – to ktoś, kto ma pojęcie, a nie tylko pojęcie o wyobrażaniu, powie: za kilka, może kilkanaście miesięcy będzie szczepionka, teraz trzeba przygotować szczegółowy, wielowariantowy, spójny i całościowy plan. Dla wszystkich, w całym kraju, wedle jasnych, zrozumiałych i racjonalnych kryteriów. To, co się dzieje dzisiaj wokół procesu szczepienia, wskazuje jasno, że nic takiego przez wiele miesięcy w okolicach polskiego rządu się nie wydarzyło. Wszystko zostało podporządkowane wyborowi Andrzeja Dudy na symulującego głowę państwa. Dzisiaj, jak informują światowe serwisy, to jedyny państwowy przywódca (formalny), który bezkrytycznie odniósł się do trumpowskiego ćwierćpuczu na Kapitolu (tylko pięć ofiar śmiertelnych).

Chciałbym zaszczepić się na taką Polskę, bo tracę czucie w mózgu. Znużam się.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 3/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz