Żonglerka w mózgu

Żonglerka w mózgu

Neuronawigacja pozwala na precyzyjne dotarcie do guza przy jak najmniejszych zniszczeniach komórek mózgu

Prof. Marek Moskała – kierownik Kliniki Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie
Rozmawia Krystyna Rożnowska

Co roku diagnozuje się ok. 2,7 tys. nowych przypadków guzów mózgu, w ostatnich trzech latach ich liczba podwoiła się. Największy wzrost zachorowań występuje u osób w wieku 50-65 lat. Coraz częściej słyszą to rozpoznanie także ludzie młodzi. Co prawda, nieco mniej jest bardzo trudnych do leczenia glejaków, ale przybywa chłoniaków, oponiaków oraz innych nowotworów. Część to przerzuty do mózgu z innych narządów. Rozwój technologii obrazowania i zabiegów neurochirurgicznych stwarza chorym coraz większe szanse na skuteczność leczenia tych chorób.

Ile operacji onkologicznych przeprowadzacie w ciągu roku i w jaki sposób? Czy neurochirurg może dzisiaj dotrzeć do każdego miejsca w mózgu?
– W tym roku operowaliśmy już 270 pacjentów dotkniętych tą chorobą, podobnie było w latach poprzednich. Pomimo coraz bardziej wyrafinowanych metod leczenia istnieją miejsca w mózgu, które chirurg musi omijać ze względu na ich funkcje, bo ich uszkodzenie zwiększyłoby kalectwo operowanego, nawet w stopniu uniemożliwiającym samodzielne życie. Nazywamy je miejscami elokwentnymi. Dlatego u pewnej liczby chorych decydujemy się na częściową resekcję guza oraz dalsze leczenie metodami radio- i chemioterapii. Chirurg w czasie operacji nie może więc przekroczyć pewnej granicy.

A jeśli tuż za tą granicą jest resztka guza, którego doszczętne wycięcie warunkuje powrót do zdrowia?
– Przewidując skutki operacji, musimy wtedy uzgodnić z pacjentem, czy decyduje się na utratę lub osłabienie danej funkcji. I nie tyle liczba zdrowych komórek mózgowych, których go pozbawimy w trakcie zabiegu, jest tu najważniejsza, ile liczba utraconych połączeń między neuronami, bo to one decydują o sprawności, także intelektualnej, oraz indywidualności człowieka. Są ludzie, u których tych połączeń jest dużo więcej niż u innych i utrata części jeszcze nie uniemożliwia im funkcjonowania.

To tłumaczy, dlaczego Sławomir Mrożek napisał książkę mimo przebytego udaru.
– Chory musi jednak zaakceptować przed operacją jej przewidziane przez lekarza konsekwencje. A tę część nowotworu, której z mózgu nie usuniemy, możemy zniszczyć chemioterapią lub/i radioterapią. Jednak wycięcie nawet części guza ma sens – zmniejszenie masy nowotworu zwiększa odporność organizmu chorego, a tym samym umożliwia mu skuteczniejszą walkę z rozrostem guza.

Wydawało się, że poznanie genomu człowieka umożliwi wyleczenie różnych chorób uchodzących za niewyleczalne, także nowotworów. Tak się nie stało.
– Jeszcze nie wiemy dokładnie, gdzie w tej spirali genów są miejsca odpowiedzialne za nowotwory mózgu. Na całym świecie trwają badania nad leczeniem genetycznym, czyli genoterapią, ale jej wprowadzenie do kliniki nadal wydaje się odległe. Problem tkwi głównie we wczesnej diagnostyce, najważniejsze, by jak najszybciej uchwycić ognisko nowotworowe. A nowotwory mózgu, zwłaszcza poza miejscami elokwentnymi, rozwijają się skrycie, ich objawy są niecharakterystyczne – bóle głowy, zaburzenia poznawcze, orientacji, wzrokowe, drętwienie rąk, mroczki przed oczami, permanentne zmęczenie. Bierze się je zwykle za efekt miażdżycy. Natomiast ewidentne objawy – niedowłady, skrzywienia twarzy, znaczne zaburzenia wzrokowe – pojawiają się dopiero wtedy, gdy nowotwór jest już duży albo kiedy jest ulokowany w miejscu niekorzystnym dla leczenia chirurgicznego. Jednak gdy objawy niecharakterystyczne trwają dłużej, choćby kilka tygodni, są bezwzględnym wskazaniem do wykonania rezonansu magnetycznego głowy.

To najbardziej miarodajne badanie?
– Jest także tomografia komputerowa. Jestem jednak zwolennikiem rezonansu magnetycznego, bo daje większą wizualizację i nie naraża pacjenta na promieniowanie jonizujące, ale na to badanie, niestety, trzeba czekać. Na badania przesiewowe mózgu nas nie stać, choć moim zdaniem przyniosłyby wcześniejsze rozpoznania, a więc większe możliwości szybszego wyleczenia, byłyby zatem w sumie opłacalne.

O przyczynach nowotworów mózgu chyba nadal wiemy niewiele.
– Część jest na pewno pochodzenia genetycznego.

To dlaczego ich przybywa?
– Genetyka też się zmienia. Zatrucie środowiska, powietrza, wody, jedzenia, brak komfortu życia, ustawiczny stres, leki, alkohol, narkotyki – to wszystko odbija się na genotypie człowieka.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 46/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. archiwum prywatne

Wydanie: 46/2019

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy