Zostać rachmistrzem

Zostać rachmistrzem

Urzędy, gdzie przyjmowano zgłoszenia na rachmistrzów spisowych, szturmowali bezrobotni

Nabór skończył się, zanim się rozpoczął. Tak było w wielu miejscowościach. Gdy pod koniec ubiegłego tygodnia, po komunikacie w telewizji (samorządy z reguły nie wywieszały własnej informacji na słupach) ludzie przyszli do urzędów miasta, aby zapisać się na rachmistrza, okazało się, że listy są już zamknięte.
Tłumaczenia były różne. W Tychach obawiano się, że… nie będzie chętnych. Więc zaczęli wcześniej, bez nagłaśniania sprawy. W Katowicach pospieszono się, bo „przepisy dotyczące spisu nie przystają do rzeczywistości”.
W Rzeszowie po prostu wpisano na listy znajomych urzędników. Tak twierdzą dziennikarze „Nowin”. Miejscowa gazeta policzyła, że w kolejce po etaty bezrobotni zajęli dopiero szóste miejsce.
Zdarzały się też poufne zalecenia odgórne, nieprzystające do oficjalnej wersji o zatrudnianiu przede wszystkim bezrobotnych, Józef Wyskiel burmistrz Błażowej, ujawnił dziennikarzowi „Nowin”, że podczas zamkniętego spotkania z Lesławem Zaleskim, zastępcą generalnego komisarza spisowego, z władzami gmin, usłyszał, że spis ma być zrobiony porządnie i nikt tego nie wykona lepiej od pracowników gminy. Jest też instrukcja GUS z grudnia ub.r., która mówi, że na rachmistrza w pierwszej kolejności powinni być powołani pracownicy gminy i organów administracji rządowej, nauczyciele oraz absolwenci szkół wyższych. A dopiero na samym końcu bezrobotni.

Omal się nie zadeptali

Wszędzie tam, gdzie zapisywano z ulicy – albo przynajmniej stwarzano takie pozory przez kilka pierwszych godzin – doszło wręcz do szturmu chętnych.
W Kielcach kandydaci czekali od 4 rano. W mieście potrzeba 1007 rachmistrzów. Już pierwszego dnia zarejestrowało się 1,5 tys. Na schodach był taki ścisk, że o mało nie rozdeptano emerytki, która się przewróciła. Kłótnie w ogonku, bo każdy trzymał dla kogoś miejsce. Ludzie wyrywali sobie druki. Jakiś chłopak wszedł na schody, podarł kilka z trudem zdobytych ankiet i krzyczał: „Idźcie do domu, zapisy się skończyły”. Ale sam nie ruszył się z miejsca.
Nie otwarto szatni; kobiety – grubo ubrane, bo ustawiły się już w nocy – mdlały w duchocie. Jedni strażnicy wynosili je na świeże powietrze, inni wypisywali wnioski do sądu dla wyłowionych z tłumu za używanie wulgarnych słów.
Czesław Pytel, dyrektor Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego, stwierdza z oburzeniem: – Były osoby pod wpływem alkoholu i takie, które rzucały się na urzędników z pięściami.
Ponad tysiąc osób od świtu szturmowało Urząd Miasta w Rzeszowie. Mieli rację ci, którzy poprzedniego dnia nie uwierzyli zapewnieniom wiceprezydenta Janusza Smulskiego, że każdy znajdzie się na liście. Z powodu dużego tłoku urzędnicy zarejestrowali tylko tych z czoła kolejki. Pozostałych straż wyrzuciła pod koniec urzędowania o godz. 15.30.
W podgorzowskiej Kłodawie mieszkańcy przynosili podania już w piątek, choć wydawanie wniosków miało się zacząć w poniedziałek. – Chętnych jest już kilkakrotnie więcej. Potrzebujemy 511 osób, a tyle zgłosiło się w ciągu pierwszych pięciu godzin – alarmowała rzeczniczka Urzędu Miasta Gorzowa, Jolanta Cieśla.
Również w Lublinie niecierpliwi bezrobotni wcześniej zostawiali w ratuszu podania i prośby o wciągnięcie ich na listę. Ryszard Gajewski, zastępca gminnego komisarza spisowego w Lublinie, zapowiedział, że nie będzie takiej korespondencji brać pod uwagę.

Jak obejść składkę?

Stoją nocami, wyważają drzwi pod naporem własnych ciał, bo ten obiecany tysiąc złotych jest dla nich sumą ogromną. Tak tłumaczy każdy. Nikt nie pyta, ile trzeba się nachodzić przy spisywaniu, tylko czy na pewno zapłacą po zakończeniu spisu.
W kolejkach bezrobotnych wciąż rodzą się jakieś wątpliwości. Panuje szum informacyjny, zwłaszcza jeśli chodzi o składki ZUS.
Wojewódzkie Urzędy Statystyczne nie ukrywają: chciałyby, aby w charakterze rachmistrzów zatrudniano przede wszystkim pracowników administracji publicznej i oświaty oraz pełnoletnich uczniów i studentów. Bezrobotnych niewielu, góra 20%. Bo trzeba będzie za nich płacić składki ZUS.
Niektórym samorządom jednak żal najbiedniejszych, szukają jakiegoś wyjścia. Prezydent Gorzowa, Tadeusz Jędrzejczyk, sugeruje, żeby uwolnić wynagrodzenia bezrobotnych rachmistrzów od składki ZUS i pokryć ją z budżetu, z podatku dochodowego. Jędrzejczyk poprosił parlamentarzystów o złożenie w tej w kwestii pilnej interpelacji w Sejmie.
W Zielonej Górze zarząd miasta postanowił, że dopłaci państwu za składki ubezpieczeniowe bezrobotnych. W Gubinie zdecydowano, że rachmistrzami zostaną tylko podopieczni urzędu pracy, ci bez prawa do zasiłku. Ponieważ zgłosiło się bardzo dużo osób, o tym, kto otrzyma zatrudnienie, zdecyduje losowanie.
A Komitet Bezrobotnych w Krośnie Odrzańskim uchwalił, że bezrobotni sami zapłacą te nieszczęsne składki, byleby tylko dostali się na listę. Inna rozważana możliwość to zatrudnienie bezrobotnego na umowę o dzieło. Wtedy nie zapłaci składek, ale stracą ZUS i kasy chorych.


Narodowy Spis Powszechny zaplanowano na okres od 21 maja do 8 czerwca. Rachmistrzem może zostać osoba pełnoletnia, z wykształceniem średnim. Musi budzić zaufanie (ale nie będzie sprawdzana karalność), być kontaktowa, o miłej aparycji. Kandydat przejdzie 40-godzinny kurs, po którym zda test kwalifikacyjny. Złoży też przysięgę o zachowaniu tajemnicy.
Rachmistrzowie odwiedzą wszystkie gospodarstwa domowe, także akademiki, domy opieki społecznej i dworce – jako miejsca noclegu bezdomnych. Będą pytali o mieszkanie, źródła dochodów, przeprowadzki, wykształcenie, dzieci, plany powiększenia rodziny.
Za pięć tygodni żmudnej pracy rachmistrz zarobi od 1000 (miasto) do 1500 (tereny wiejskie) złotych brutto.

 

Wydanie: 10/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy