Żydzie-wstydzie

“Żydzi, Żydzi, Żydzi, Żydzi, cała Polska was się wstydzi” słyszymy podczas meczu ligowego ŁKS-Łódź kontra Polonia Warszawa. Okrzyki antyżydowskie nasilają się zwłaszcza, kiedy do piłki dochodzi czarnoskóry Polak, Emanuel Olisadebe.
Fenomen współczesnego polskiego antysemityzmu jest frapujący i jeszcze w pełni nierozpoznany. Wszyscy się dziwią: jak może istnieć antysemityzm w kraju, gdzie nie ma już Żydów. A jeśli nawet bywają osoby żydowskiego pochodzenia, to zwykle są niereligijnie pozbawione zewnętrznych atrybutów żydostwa. Nawet znanych z przedwojennych, antysemickich karykatur “nochali” nie zobaczysz. Marność. A mimo tego w mieście Łodzi bez trudu znajdziemy świeże graffiti: gwiazdy Dawida na szubieniczkach, hasła “Jude raus”. I od razu przypominane są pogromy, getta ławkowe, no i ostatni list pana posła Witolda Tomczaka o pochodzeniu pani dyrektor Andy Rottenberg. I powtarza się, że Polacy mają genetyczny antysemityzm.
Tymczasem ów znany list pana posła Tomczaka nie ma w sobie typowego, klasycznego, antysemickiego charakteru. Dotyczy on bowiem zjawiska występującego na polskiej prowincji, niesłusznie z Żydami kojarzonego. Może dlatego, że ów twór mentalno-myślowy zwany jest na naszej prowincji “żydem”, lub “żydłostwem”. Gdzieś w dalekim tle ma nawet żydowskie rysy, podobnie jak ludowy diabeł przybiera postać XVIII-wiecznego Niemca. Ów “żyd” nie mówi po hebrajsku, jidysz, nie buduje kuczki, nie wieczerzuje przy szabasowych świecach. On jest obcy. On nie kocha papieża-Polaka jak każdy porządny Polak-katolik, nie świętuje z nami, nie pije wódeczki “pod boczek”. Jest to gość z zupełnie innej, niż nasza, paczki. Po prostu “niepolak”. Nic zatem dziwnego, że ten “żyd” stale Polsce szkodzi.
To “żydy” są odpowiedzialni za wyprzedaż majątku narodowego, to “żydy” wpuścili obcy kapitał do banków, to “żydy” pchają nas do Unii Europejskiej, abyśmy popadli w brukselską, jak kiedyś moskiewską czy babilońską niewolę. “Żydy” są podstępne, maskują się, często wyglądają tak samo jak Polacy. Dla niepoznaki przyjmują polskie imiona i polskie nazwiska. Wściekają się bardzo, kiedy ktoś im prawdziwe nazwisko mamusi, czy dziadziusia przypomni. “Żydy” popierają tylko siebie. Dlatego tak dużo jest ich w rządzie, w telewizji, w bankach. Oni dyrygują polską kulturą i robią wszystko, żeby nam się kultura wynarodowiła. Bo nawet jeśli chcą, to i tak prawdziwej kultury polskiej nie czują. Bo nie wierzą szczerze, bo nie modlą się prawdziwie, nie kochają narodu, tylko siebie.
Polski, współczesny antysemityzm nie ma wiele wspólnego z przedwojennym. Ani wojennym, “jedwabnym”. To jest swojska odmiana ksenofobii. Niechęć do obcych mentalnie, kulturowo, a przede wszystkim religijnie. Obcych, którzy stanowią w naszym kraju margines, ale pełnią rolę “kozła ofiarnego”.
Jeśli zdarzy się, że Polska wejdzie do UE, nasi Polacy będą emigrować, a i kraj nasz stanie się atrakcyjnym terenem dla osiedlania się. Do czasu, kiedy będą to tylko Wietnamczycy żyjący w gettach, nie aspirujący do stanowisk w administracji publicznej, Turcy z małej gastronomii, czy rosyjskojęzyczni służący, polska ksenofobia żywić się będzie na “żydach”. Kiedy szef, zwłaszcza ten wymagający, okaże się Francuzem, Niemcem czy Hindusem, zjawisko “żyda” zdechnie naturalną śmiercią albo wyrośnie swym uniwersalizmem. Ten ciemnogrodzki “żyd” stanie się paskudnym przybyszem ze zlaicyzowanej, rozpustnej, kosmopolitycznej UE. Nieważne, że etnicznie będzie Arabem, czy holenderskim Antylijczykiem, nieważne, że może być Chińczykiem, katolikiem. Będzie obcy. Nie swój. Inny.
Bo świat wartości pana posła Tomczaka i jego licznego elektoratu nie ma litości dla odmieńców.

 

Wydanie: 1/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy