Żyjemy w momencie szaleństwa

Żyjemy w momencie szaleństwa

Świat zmienia się dramatycznie szybko i nie bardzo wiemy, dokąd idzie

Prof. Grzegorz Ekiert

Przed światem stają coraz poważniejsze problemy, a ekipy, które mają je rozwiązywać, są coraz mniej poważne. To przypadek?
– Świat jest po prostu na wielkim zakręcie. Taka sytuacja zdarza się nieczęsto, prawdopodobnie raz na sto lat – wszystkie drogowskazy, które regulują ruch, nagle zaczynają się kręcić w koło i nie ma jasnych odpowiedzi na podstawowe pytania i dylematy, z którymi mierzą się i politycy, i uczeni. To widać nie tylko w Europie, ale też w Ameryce, na Wschodzie. Jest to moment ogromnych niepewności i często nietrafnych czy przypadkowych decyzji. Socjolodzy nazywają to momentem madness, szaleństwa, kiedy zaciera się granica między racjonalnością a emocjami. Żyjemy w okresie wielkiego przyśpieszenia oraz gigantycznej transformacji ekonomicznej i technologicznej. Podobna transformacja miała miejsce w XIX w. Wielcy socjolodzy i filozofowie zastanawiali się wtedy nad jej naturą, próbowali zgadnąć, jakie są motory tej zmiany i w którą stronę świat zmierza. Od Marksa po Durkheima. Dziś sytuacja bardzo przypomina tamtą. Świat się zmienia dramatycznie szybko i nie bardzo wiemy, dokąd idzie.

Nasza demokratyczna machina działa wolno jak ślimak

OK, tego nie wiemy. Ale dlaczego w takiej sytuacji stawiamy na czele nie najlepszych, ale średniaków, ludzi niezbyt lotnych?
– Jest różnie w różnych miejscach. To, że Donald Trump jest niekompetentnym politykiem, nie znaczy wcale, że w sferach rządzących Ameryki nie ma bardzo inteligentnych i mądrych ludzi. Tak samo w Europie – to, że mamy kilku premierów poniżej średniej, nie znaczy, że nie ma tu potencjału intelektualnego ani mądrych polityków. Tak w demokracjach bywa, że dochodzi do wypadków przy pracy i czasem są wybierani ludzie, którzy z rozmaitych powodów do pełnienia funkcji się nie nadają. Wydaje mi się jednak, że stoją przed nami większe wyzwania niż tylko wybór kompetentnych liderów.

Jakie?
– Nie mamy wciąż odpowiedzi na to, w jaki sposób powinniśmy zmieniać społeczeństwo i dostosowywać instytucje polityczne i ekonomiczne do zmieniających się czasów. Tu liderom musi przyjść z pomocą jakaś pogłębiona refleksja filozoficzna, potrzebne są analizy socjologiczne i politologiczne pokazujące, co jest ważne, co mniej ważne, jakie są konsekwencje różnych decyzji i zmian. Sami politycy tego nie wymyślą. Parę tygodni temu miałem przyjemność odbyć dłuższą rozmowę z Angelą Merkel. Zapytałem, jakie według niej są ważne źródła kłopotów we współczesnych demokracjach.

I co panu odpowiedziała?
– Ona twierdzi, że zmiany, które następują w różnych dziedzinach życia społecznego, są tak szybkie, że wymykają się spod kontroli decydentów. Wyzwania, które pojawiają się w poszczególnych sferach życia, wymagają podejmowania szybkich decyzji. Tymczasem zasiedziałe, tradycyjne instytucje demokratyczne zwalniają ten proces. Zanim dana sprawa przejdzie przez wszystkie komitety, zostanie przegłosowana przez parlament i obroni się przed pozwami sądowymi, mijają dwa-trzy lata. Angela Merkel uważa, że niezadowolenie z demokracji, które widzimy, w dużej mierze wynika z tego, że nasza demokratyczna machina działa wolno jak ślimak.

Może więc powinniśmy zreformować instytucje demokracji, żeby je przystosować do szybszego podejmowania decyzji?
– Te instytucje wyewoluowały w długim okresie historycznym i adaptowały się do zmieniających warunków. Możemy więc założyć, że mamy w miarę dobry system instytucji – szczególnie w porównaniu z systemami autorytarnymi – dający możliwość reprezentacji różnych interesów i wyposażony we w miarę transparentne mechanizmy podejmowania decyzji i rządzenia. Nie znaczy to jednak, że demokracji nie można zmodernizować ani zreformować. Ale nie bardzo wiemy jak, trudno sobie wyobrazić, czym można by zastąpić dzisiejsze instytucje demokratyczne.

Orbán mówi, że powinna to być „demokracja nieliberalna”. Podobnie wypowiadają się Putin i Erdoğan.
– Demokracja nieliberalna to oksymoron. Nie istnieje rzeczywista demokracja bez praw i wolności obywatelskich, czyli zasad liberalnych. Wrogowie demokracji, tacy jak Putin, Erdoğan czy Maduro, zaakceptowali to, czego autokraci przez większość XX w. nie akceptowali – wybory jako mechanizm, który jest ważny, żeby legitymizować władzę autorytarną. „Demokracja nieliberalna” to kolejna „demokracja ludowa”, która z rzeczywistą demokracją ma niewiele wspólnego.

A który system jest bardziej efektywny? W „demokracji nieliberalnej” nie ma wymaganych przez liberalną bezpieczników, które spowalniają działanie.
– Jeśli pan się zastanowi, w jakim stanie jest gospodarka rosyjska czy turecka i jakie świadczenia społeczne oferują obywatelom te państwa „dobrobytu”, odpowiedź na to pytanie będzie prosta.

Demokratyczna polityka ma bardzo krótkoterminowy horyzont

Może w takim razie, zamiast ograniczać demokrację, dajmy jej więcej? Może nie będzie szybciej podejmowanych decyzji, ale ludzie będą czuli, że od nich wiele zależy.
– Jest olbrzymia grupa ludzi, którzy uważają, że rozwiązanie naszych problemów polega na oddaniu różnych decyzji w jak najszersze ręce. Mówią oni o deficycie demokratycznym i postulują wprowadzenie demokratycznych procedur w dziedzinach życia, które dotąd były i są sterowane przez zawodowych technokratów. Albo nawet proponują budowanie paralelnych instytucji deliberacyjnych, obok tradycyjnych, takich jak parlamenty czy partie. Paradoksalnie te postulaty zgłaszają zarówno populiści, jak i liberałowie.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 37/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Grzegorz Ekiert – profesor Uniwersytetu Harvarda, dyrektor Centrum Studiów Europejskich Minda de Gunzburg. Jest członkiem komitetów doradczych Ośrodka Naukowego Badań Społecznych w Berlinie (Wissenschaftszentrum Berlin fur Sozialforschung) i Klubu Madryckiego. Członek Grupy Inicjatywnej Concilium Civitas, forum polskich naukowców pracujących na zagranicznych uniwersytetach.


Fot. Adam Staskiewicz/East News

Wydanie: 37/2019

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 10 września, 2019, 22:42

    NASZYM DRAMATEM JEST WŁADZA BEZROZUMNYCH MENELI POCHODZĄCA Z RYNSZTOKU!
    Od roku 1989 do nadal, władze w III RP sprawuje na przemian rynsztok społeczny. Jedynymi kwalifikacjami zostania „politykiem” w III RP, jest proweniencja menela. Nie ma żadnego znaczenia opcja z jakiej jest menel, rożni ich od siebie wyłącznie ksywa.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. ireneusz50
    ireneusz50 10 września, 2019, 22:43

    druga prawda
    dziennikarz dzis to prostytutka do wynajęcia, publicysta to płatny pachołek, to wszystko stawia media poniżej używalności, godny człowiek z k….mi sie nie zadaje.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy