Żywa pamięć umarłych

Media i okolice

W kilka miesięcy po tragicznej śmierci biskupa Jana Chrapka jego pamięć znajduje wyraz w mądrym i szlachetnym porozumieniu pomiędzy Fundacją Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia” a Instytutami Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obie uczelnie dla upamiętnienia Jego koncepcji budowania kultury porozumienia i dialogu gwarantują pięć miejsc na studiach dziennikarskich dla wybranych w drodze konkursu kandydatów z środowisk wiejskich. Inicjatywa została określona jako Indeks im. Biskupa Jana Chrapka. Pamięć o zmarłym zostanie wyryta nie w kamieniu, ale w umysłach ludzi żywych, co jest najtrafniejszą realizacją Jego nauk. Nie tylko bowiem tworzy się możliwości studiowania dla utalentowanych maturzystów z uboższych rodzin, ale stwarza szansę łączenia w dziennikarstwie profesjonalnego warsztatu z zasadami etyki, sprzeciwiania się kłamstwu, obłudzie, ludzkiej krzywdzie, poszukiwania i ukazywania prawdy, nawet tej najtrudniejszej.
Wielkie to wyzwanie zarówno wobec mediów, jak i samego Kościoła. Oto właśnie media w wielu krajach, Polski nie wyłączając, przynoszą wieści o możliwych wykroczeniach kapłanów, w tym wysokich hierarchów. Szokują one wiernych, ambarasują Kościół. Piękne zasady prawdy napotykają twardą, niekiedy brutalną rzeczywistość, więc powstaje praktyczny dylemat: jak informować, aby nie deformować. Najbardziej szlachetna postać miewa rysy na swej osobowości i grzeszy w uczynkach, a przecież, jak głosi przysłowie, diabeł kryje się w szczegółach.
Czy zatem media mają prawo, ba, obowiązek prezentacji tych grzesznych, wręcz diabelskich szczegółów, czy ich ekspozycja nie szkodzi bardziej niż rozważne i roztropne rozwiązanie problemu w ramach instytucji? Ciekaw jestem opinii biskupa Jana, niestety on jej nie udzieli, choć można ją sobie wyobrazić.
Sama zasada prawdy nie wystarcza jako podstawa etycznych mediów, nie zawsze bowiem jest oczywiste, co jest prawdą. Amerykańskie dziennikarstwo stosuje prostą regułę: publikuj jak najszybciej wszystko, co wiesz i uważasz za prawdziwe, inaczej zrobi to konkurencja. Europejskie dziennikarstwo jest ostrożniejsze – jakby pamiętało o ostrzeżeniu Nietschego, który w polemice z absolutyzmem prawdy pisał: „Prawda musi wyjść na wierzch, choćby cały świat miał się rozpaść – wołał wielki Fichte. Zgoda. Ale najpierw trzeba ją znać!”.
Mimo trudności i wątpliwości w ujawnianiu prawdy, media częściej i odważniej wkraczają za rozmaite spiżowe bramy. Przekonał się o tym Michaił Gorbaczow, gdy próbując zreformować komunizm, jako sekretarz generalny – a zatem strażnik sekretów – rozpoczął politykę jawności, znaną jak głasnost. I chociaż głasnost nie była wolnością, a jedynie limitowaną swobodą prasy, to odrzucenie partyjnej zasady poufności i sekretności, otworzyło przed dziennikarzami dawniej całkowicie zamknięte urzędowe rewiry.
Obecnie media wnikają nawet w zachowania dawniej uznawane za całkowicie prywatne. Prezydent John Kennedy mógł prowadzić dosyć swobodne życie osobiste chroniony dyskrecją mediów, lecz już prezydent Clinton przekonał się, że Oval Office nie zapewnia prywatności dla zdrady małżeńskiej. Jej pikantne szczegóły były przez rok z lubością roztrząsane w wieczornych wiadomościach telewizyjnych i w domach amerykańskich, prowokując nastolatków do ambarasowania rodziców pytaniami w rodzaju: „Co to jest seks oralny, mamusiu?”.
Nawet sanktuaria kapłańskie nie chronią przed penetracją medialną. Najnowsze amerykańskie wydanie „Newsweeka” przynosi poważny artykuł „Grzechy naszych ojców (dotyczy to kapłanów) omawiający procesy sądowe kilku amerykańskich księży oskarżonych o molestowanie seksualne. Polska prasa jest pełna analiz o „Grzechu w Pałacu Arcybiskupa”. Sprawy te stanowią nowe wyzwanie wobec Kościoła, ukazują kryzys tradycyjnego rozwiązywania podobnych problemów tylko przez poufne i zakulisowe działania. Nic pod naciskiem mediów – to oficjalne wytłumaczenie poufności działania. „Pokonajmy tę trudność milczeniem”, było ich mottem. Jednak dzisiaj to już nie jest skuteczne. Milczenie oficjalne, wobec szumu mediów, wzmacnia, a nie osłabia oskarżenia.
Wyzwanie jest zatem dramatyczne. Wymaga głębokiej reformy polityki informacyjnej. Pontyfikat Jana Pawła II wprowadził Kościół katolicki w erę medialną. Telepielgrzymki na skalę planetarną, w tym ostatnia wirtualna wizyta w Rosji, zwiększyły widzialność zarówno Jego osoby, jak i całego Kościoła katolickiego w świecie. Tym samym wzmocniły medialne zainteresowanie wewnętrznymi problemami Kościoła. Więc mimo zrozumiałej dyskusji wśród katolików o stosowności wywołania i podejmowania drażliwych tematów przez media, jest oczywiste, że władza tak świecka, jak i kościelna nie może uchylać się od oceny opinii publicznej. Tradycyjne metody rozwiązywania problemów za spiżową bramą nie pasują do społeczeństwa informacyjnego.
Jakże brakuje biskupa Jana! Tragiczny bieg wydarzeń pozbawił Kościół polski tego tak rozumiejącego wyzwania medialne biskupa.
On by zrozumiał, że cechą współczesności jest penetracja mediów we wszelkie instytucje i wszelkie działania. Media można wyciszyć, ale nie uciszyć. Dotychczasowej cichoszy nie będzie. Czy pamięć księdza biskupa Chrapka doprowadzi do ogłoszenia polityki głasnosti?

 

Wydanie: 10/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy