14 argumentów przeciw państwu federalnemu

14 argumentów przeciw państwu federalnemu

Jaka Unia Europejska? 

W ostatnich tygodniach częściej czytamy i słyszymy o Unii Europejskiej. Przyczyniło się do tego kilka wydarzeń. W końcu maja Jospin przedstawił swoją koncepcję jej przyszłego kształtu politycznego. Następnie Irlandczycy wypowiedzieli się w referendum przeciw ratyfikacji z trudem wynegocjowanego w grudniu ub.r. w Nicei porozumienia szefów państw i rządów Piętnastki. Wkrótce po tym odbyła się w Göteborgu kolejna konferencja Unii Europejskiej na najwyższym szczeblu. Ponadto problematyka wstąpienia Polski do UE stała się przedmiotem debaty sejmowej.
Można by więc mieć nadzieję, że pytanie postawione w tytule tego artykułu stanie się przedmiotem refleksji polityków i publicystów, że znajdą w mediach miejsce również analizy naukowców, zajmujących się problematyką integracji europejskiej.
W krajach Europy Zachodniej na łamach czołowych gazet od czasu przemówienia premiera Francji problematyka politycznego kształtu Unii pojawia się raz po raz.
U nas zawartość gazet o zasięgu ogólnopolskim wskazuje, że politycy i media skupiają nadal uwagę społeczeństwa niemal wyłącznie na tym, kiedy Polska zostanie wreszcie przyjęta do Unii, czy znajdzie się wśród pierwszych państw, o które zostanie ona rozszerzona i na pertraktacjach dotyczących warunków przyjęcia. Natomiast nikłe są reakcje na koncepcję premiera Francji. W poważnych mediach zagranicznych oceniana jest ona najczęściej jako zasadniczo odmienna od idei federacji przedstawionej przed rokiem przez niemieckiego ministra spraw zagranicznych, Joschkę Fischera, i zaprezentowanej na początku maja br., bardzo podobnej, ale skrajniejszej koncepcji kanclerza RFN.
Rzymska „La Repubblica” pisała: „Paryż odrzucił federacyjną propozycję Schrödera”, tytuł w „La Stampa” brzmiał: „Jospin przeciwko planowi Schrödera”, „Suddeutsche Zeitung” stwierdzała w podtytule: „Jopspin odrzuca europejską federację”, we „Frankfunter Algemaine Zeitung” czytamy w tytule: „Jospin przeciwstawia się Schröderowi”.
Podzielam te opinie i zadziwia mnie wyrażony w „Życiu” pogląd, iż różnice między koncepcją francuską a niemiecką są niewielkie.
Pogląd taki wynika zapewne z tego, że zarówno Jospin, jak Fischer i Schröder mówią o federacji. Łatwo jest jednak dostrzec, że

rozumieją ją bardzo odmiennie.

Fischer mówił, iż na wszystkie bardzo istotne pytania dotyczące funkcjonowania Unii składającej się z 27 lub 30 członków odpowiedź jest prosta: przejście od konfederacji do federacji europejskiej. Uważał przy tym za celowe podkreślenie, że w takiej federacji powinny być zachowane państwa narodowe, że nie spowoduje ona obniżenia ich znaczenia ani tym bardziej całkowitego zaniku ich instytucji. Zaznaczył, że rola państw narodowych będzie znacznie ważniejsza niż ta, którą mają obecnie kraje związkowe w Republice Federalnej Niemiec i stany w USA. Federacja powinna być jednak zdolna do działania, w pełni suwerenna, mimo iż złożona jest z państw narodowych. Jak na to niejednokrotnie zwracano uwagę – uczynił to m.in. francuski minister spraw zagranicznych – w wypowiedziach tych tkwi sprzeczność, a realizacja owej koncepcji oznaczałaby ostatecznie, iż z państwa narodowego nie pozostałoby niemal nic.
Koncepcja przedstawiona przez Schrödera w imieniu SPD jeszcze wyraźniej eksponowała ideę federacji, nie relatywizowała jej przez uwypuklenie zapewnień, iż w federacyjnej Europie państwa narodowe będą odgrywały ważną rolę. Jospin przeciwstawił się tej idei, co znalazło wyraz zwłaszcza w następujących sformułowaniach: „Pragnę Europy, ale pozostaję przywiązany do mego narodu. Stworzyć Europę, nie podważając Francji ani żadnego innego narodu europejskiego – oto moje kredo polityczne”. Polemizując faktycznie z koncepcją niemiecką, mówił: „W takiej nowej strukturze istniejące państwa miałyby status landu niemieckiego albo stanu amerykańskiego. Francja, podobnie jak wiele innych narodów europejskich, nie może zaakceptować ani takiego statusu, ani takiej koncepcji federacji”. Tej koncepcji przeciwstawił, posługując się określeniem wprowadzonym przez byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej, J. Delors, „federację państw narodowych”.
Formuła „federacja państw narodowych” jest oczywiście wewnętrznie sprzeczna.

Wystarczy zajrzeć do podręcznika prawa

międzynarodowego lub państwowego albo do encyklopedii, by stwierdzić, że „federacja” i „państwo związkowe” to synonimy, jedna z dwóch odmian państwa złożonego. (Drugą, od dawna już nieistniejącą, stanowi konfederacja, czyli związek państw). Nietrudno też stwierdzić, że żadna z istniejących federacji (przynajmniej w Europie i Ameryce) nie składa się z państw narodowych i żadna nie powstała z ich połączenia. (Teza ta dotyczy również Belgii. Federalna Republika Jugosławii stanowi przypadek szczególny). Jedno z dwojga: albo europejskie państwo federacyjne, albo państwa narodowe.
Jospin posługuje się ową formułą, jak sadzę, ze względów taktycznych. W przeciwieństwie do niemieckich polityków chce zachowania państw narodowych. Nie chce, by zjednoczona Europa stała się federalnym państwem, ale pragnie zaznaczyć, iż dąży do zacieśnienia integracji politycznej. Francuscy „suwerenniści”, przeciwnicy takiej integracji, która oznacza jeszcze dalej idące ograniczenie suwerenności, uważają, że niewystarczająco zdystansował się on do koncepcji państwa federalnego. Skrytykował go za to m.in. socjalista, były czołowy działacz partii socjalistycznej i wieloletni minister, P. Chevenement, którego małe ugrupowanie wchodzi w skład obecnej koalicji rządowej.
Odnotujmy, że Chevenement, notabene określany na łamach „Gazety Wyborczej” jako nacjonalista, ostro zaatakował przed rokiem koncepcję Fischera, dopatrując się w niej wyrazu dążenia Niemiec do hegemonii.
Z drugiej strony, wystąpienie Jospina nie przypadło, co zrozumiałe, do gustu niemieckim mediom i liderom politycznym. Chociaż, rzecz dziwna, stosunkowo ciepło wypowiedział się o nim Fischer (niektórzy komentatorzy dopatrywali się w tym częściowego wycofania się z koncepcji przedstawionych przed rokiem, inni zaś kładli to na karb istniejących między nim i Schröderem napięć i rywalizacji).
Odnoszę wrażenie, iż w innych państwach Piętnastki dominowało przychylne przyjęcie wystąpienia Jospina. Jeden z publicystów włoskich pisał nawet w „La Stampa”, że Niemcy są osamotnione i że polityka włoska winna wykorzystać okazję, by przyjść im w sukurs. Konstatacja „Suddeutsche Zeitung” była taka, że również w XXI w. Niemcy z łatwością mobilizują nastroje przeciw sobie. U nas reakcje na francuskie koncepcje były nie tylko skąpe, ale ponadto najczęściej krytyczne i chłodne. Wyraźnie nieprzychylne były analiza i komentarz pióra Jędrzeja Bieleckiego, zamieszczone w „Rzeczpospolitej” z 29 maja. W analizie czytamy, że Schröder wystąpił

z odważną wizją Unii,

natomiast propozycja Jospina zmienia jedynie detale w obecnej mechanice instytucji unijnych i jeszcze bardziej ten mechanizm komplikuje. „Przemówienie Jospina oznacza, że nie należy się spodziewać rychłego powstania federalnej Europy”. Zaś w komentarzu zatytułowanym „Koniec francuskiej Europy” autor twierdzi, że Schröder „co ważniejsze, zaprezentował pomysł na budowę Europy europejskiej, a nie niemieckiej”. W opublikowanej w tymże numerze krótkiej wypowiedzi Bronisław Geremek ominął ocenę sedna koncepcji Jospina, ograniczył się do stwierdzenia, że z punktu widzenia polskich interesów ważny i pozytywny jest fakt, iż opowiedział się on „za mocną Unią”.
Trybuna naszych „europeistów”, „Gazeta Wyborcza”, francuskiego premiera zbagatelizowała. Nie znalazł on też uznania u autora artykułu w „Życiu”. Pisząc o tym projekcie – który, jego zdaniem, nie oznacza wiele więcej niż niemiecka koncepcja federalistyczna – używa określeń: kamuflaż, dziwolągi, sztuczki. Daje też wyraz przeświadczeniu, że federalizm europejski „powoduje zmniejszenie znaczenia wszystkich państw, a jednocześnie daje większe szanse ich mieszkańcom”. Sądząc po relacjach prasowych, także w debacie sejmowej 6 czerwca kwestia charakteru UE została niemal całkowicie pominięta. Do nielicznych wyjątków wśród czołowych polityków należy Tadeusz Mazowiecki. Oświadczył on, że bardzo bliskie mu jest stwierdzenie Jospina, iż chce budować Europę, ale nie demontować Francji. Mazowiecki dał wyraz przekonaniu, że identyfikacja obywateli z rozwojem integracji „jest możliwa tylko poprzez państwo narodowe i poprzez zwiększenie się sieci powiązań oczywistych dla każdego obywatela, a nie poprzez zadekretowanie tworu obcego charakterowi Europy”.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że bardzo daleko idąca powściągliwość w wypowiadaniu się na temat kontrowersyjnej kwestii przyszłego politycznego kształtu Unii wynika nie tylko z niedoceniania ogromnej wagi tego zagadnienia i być może z przeświadczenia, że głos Polski i tak nie będzie miał istotnego znaczenia, ale także z obawy przed narażeniem się możnym członkom UE, a zwłaszcza Niemcom. Myślę, że jest ona mało zasadna, zwłaszcza jeśli chodzi o Niemcy, które są rozszerzeniem Unii bardzo zainteresowane z wielu względów. I Fischer, i Schröder podkreślają, że leży ono w żywotnym interesie narodowym Niemiec.
Na tle tej powściągliwości na uwagę i – moim zdaniem – uznanie zasługuje wypowiedź premiera Buzka na mającej miejsce 22 czerwca konferencji „Francja i Polska w Unii Europejskiej”. Według relacji prasowej, oświadczył on, że oba kraje mają podobne wizje politycznej przyszłości Unii.
Wynik referendum w Irlandii – to, że wbrew wezwaniom wszystkich podstawowych sił politycznych i Kościoła do urn udała się mniej więcej jedna trzecia uprawnionych i głosowali oni w większości przeciw ratyfikacji porozumienia z Nicei, już wywołał na Zachodzie liczne głosy, iż o sprawach integracji politycy i media winny rozmawiać ze społeczeństwem w sposób poważny, nie zastępować takiej rozmowy reklamą.
Sądzę, iż również u nas potrzebna jest poważna debata na temat UE. Jak pisałem w książce o narodach zależnych w Europie Środkowowschodniej, rozmawiać należy nie tylko o prawdopodobnych korzyściach integracji, ale także o prawdopodobnych zagrożeniach jej towarzyszących. Nie sadzę, zaś, by dla takiej dyskusji korzystne było żonglowanie pojęciami, nadawanie słowom nowych i nader mglistych znaczeń. Jedną z kwestii najważniejszych jest to, do jakiej Unii chcemy wstąpić. Czy do takiej, która będzie państwem federalnym, w której to, co

będzie nazywane państwem
narodowym,

nie będzie miało nic lub niemal nic wspólnego z tym, czym jest ono jeszcze, mimo iż jego suwerenność została już mniej lub bardziej ograniczona i będzie przypominało wydrążony orzech. Czy też do takiej, która stanowić będzie związek państw narodowych, zachowujących stosunkowo wiele atrybutów suwerenności.
Jestem przekonany, że wiele względów przemawia przeciw koncepcji zjednoczonej Europy jako państwa federalnego.
Oto najistotniejsze z nich.
1. Jest ona wyrazem podejścia zbliżonego do tego, które Popper określił jako globalną inżynierię społeczną. Zamierza budować nowe państwo, nie licząc się z realiami. Jak wykazują dzieje najnowsze, taka inżynieria oznacza skok w ciemność.
2. Nie istnieje lub niemal nie istnieje świadomość europejska. Natomiast świadomość narodowa pozostaje silna, nawet jeśli ulega ona wskutek działania szeregu czynników osłabieniu. Argument, że najpierw trzeba stworzyć państwo europejskie, a dopiero potem ukształtuje się taka świadomość, jest myśleniem życzeniowym.
3. Nie istnieje nawet europejska opinia publiczna.
4. Brak też wspólnego bądź używanego przez szerokie kręgi potencjalnej ludności takiego państwa języka.
5. Narody, które miałyby znaleźć się w granicach tego państwa, różnią się pod bardzo wieloma nader istotnymi względami i wiele je dzieli, nie tylko historia. Jednym z najważniejszych jest ogromna różnica liczebności.
6. Żaden lub niemal żaden naród nie identyfikowałby się z takim państwem, odczuwane byłoby jako obcy twór.
7. Zwłaszcza małe narody czułyby się zdominowane przez inne bądź inny naród.
8. Motywacja do udziału w życiu politycznym, publicznym, często już obecnie słaba, dodatkowo ogromnie by osłabła. Znacznie wzrósłby deficyt faktycznej demokracji.
9. Można mieć duże wątpliwości, czy takie superpaństwo mogłoby, nawet gdyby tzw. zasada subsydiarności była realizowana w szerokim zakresie, być racjonalnie rządzone. I czy nie stałoby się molochem biurokratycznym.
10. W czasach globalizacji, także kulturowej, mniejsze narody pozbawione własnej państwowości miałyby nikłe szanse zachowania swej tożsamości. W XIX w. powstało wprawdzie szereg narodów niemających jeszcze własnej państwowości. Bardzo wątpliwe jest jednak, czy w XXI w. zdołałby przetrwać, utraciwszy ją.
11. Zamysł politycznej integracji europejskiej związany był nieraz z dążeniem do wkomponowania Niemiec w jej struktury, z lękiem przed pozostawieniem ich „samym sobie”. Trudno jednak uznać za całkiem bezpodstawne obawy, że w federalnym państwie europejskim znaczna pod nader ważnymi względami przewaga Niemców przekształciłaby się w ich hegemonię. Sprzyja takim obawom m.in. fakt, że Niemcy są jedynym państwem, w którym wszystkie podstawowe siły polityczne opowiadają się za Europą federalną. Notabene, koncepcja Fischera była w gruncie rzeczy zapożyczona od chadecji.
12. Niektóre narody, w szczególności Polacy i Czesi, mają dodatkowe powody, by obawiać się tego.
13. Sądzę, że w przypadku utworzenia takiego superpaństwa poważnie należy liczyć się z tym, iż w stosunkach między narodami nasilić się mogą zjawiska negatywne, podejrzliwość, ksenofobia, antagonizmy. Wystąpiłyby one z pewnością w przypadku nie dających się przecież wykluczyć poważnych perturbacji, kryzysów ekonomicznych.
14. Myślę, że z tych i innych względów nadanie Unii Europejskiej kształtu państwa federalnego doprowadzić może do skompromitowania i przebiegającego w dramatyczny sposób krachu integracji.
Nie musi się być apologetą państwa narodowego – można uważać, że ma ono istotne negatywne strony i słabości, można godzić się z opinią, iż suwerenność jego nie może być nieograniczona; wszystko to nie znaczy jednak, że należy podzielać opinię, iż stało się ono uciążliwym przeżytkiem. I nie trzeba być przeciwnikiem wszelkich federacji (uważałem, że rozbicie federacji jugosłowiańskiej będzie nieszczęściem dla jej narodów, i tak się stało), by bardzo negatywnie oceniać pomysł stworzenia federacji łączącej niemal wszystkie narody europejskie.


Autor jest profesorem zwyczajnym w Instytucie Nauk Politycznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikował liczne prace o narodzie, m.in. „Narody zależne i mniejszości narodowe w Europie Środkowowschodniej”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000.

Wydanie: 30/2001

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy