Nie Comey jest problemem

Nie Comey jest problemem

No i do naszych władz uśmiechnęło się malutkie szczęście. Po wielu dniach żebraniny James B. Comey, dyrektor FBI, zechciał złożyć samokrytykę. Zrobił to, co prawda, zamiast przeprosin, których żądali od niego wszyscy ważni ludzie z PO, od prezydenta Komorowskiego po TVN i gazety wspierające partię żywicielkę, ale wreszcie coś napisał i nasze władze mogły ogłosić w mediach, że jest sukces. A obywatele? Trudno im w ten sukces uwierzyć. Bo przecież widzą, nie pierwszy zresztą raz, że Amerykanie wiedzą, jak od nas brać pełnymi garściami poparcie i żołnierzy na wojny, a w zamian rozkładają ręce. Poklepią naszych wodzów po marynarkach i tyle tego amerykańskiego dobrego. Warto też pamiętać, że takich Amerykanów, którzy myślą o Polsce jak Comey, są miliony. I gdyby dyrektor FBI nie czuł ich za plecami, z pewnością inaczej by mówił o Polakach w Muzeum Holokaustu.

Nie on jest tu zresztą prawdziwym problemem, ale my sami i to, co robimy z naszą historią. Świat właśnie obchodzi setną rocznicę ludobójstwa 1,5 mln Ormian. Ocena tej jednej z najstraszniejszych zbrodni w historii świata jest jednoznaczna. Ludobójstwo Ormian potępili papież i wiele autorytetów. Nie byłoby prawdy o tej tragedii, gdyby nie to, że przez dziesiątki lat walczyli o nią sami Ormianie. Osamotnieni, marginalizowani przez potężną Turcję – dobili się wreszcie sprawiedliwości. Walczyli o pamięć dla ofiar i godność własnego narodu. Ta postawa i determinacja Ormian powinny być wzorem dla nas. Ludobójstwo na Wołyniu jest przecież tym samym, co się stało z Ormianami. Różnica jest tylko w skali. Choć największa różnica jest w tym, jak o prawdę potrafili walczyć liderzy Ormian, a jak tchórzliwie i bezmyślnie postępują polscy politycy.

Po sejmowym wystąpieniu ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, któremu znowu nie przeszło przez usta słowo ludobójstwo, trudno pojąć, o co mamy tyle pretensji do świata, że nas źle ocenia, skoro sami kłamiemy nad grobami rodaków

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy