Prawybory czas zacząć

Prawybory czas zacząć

Republikańscy i demokratyczni kandydaci do nominacji prezydenckiej sprawiają wrażenie, jakby reprezentowali nie dwie różne partie, ale dwa różne światy

Im bliżej końca stycznia, tym większa aktywność starających się o nominację na kandydata w wyborach prezydenckich Partii Republikańskiej i Partii Demokratycznej. Debaty telewizyjne, tysiące reklam w lokalnych stacjach telewizyjnych i radiowych, a przede wszystkim dziesiątki town hall meetings (bezpośrednich spotkań z wyborcami) – wszystko po to, by przekonać do siebie wyborców biorących udział w prawyborach, z których pierwsze odbędą się w stanach Iowa (1 lutego) i New Hampshire (9 lutego). W Partii Demokratycznej prawybory są w gruncie rzeczy ograniczone do dwojga kandydatów – byłej pierwszej damy, byłej senator ze stanu Nowy Jork i byłej sekretarz stanu Hillary Clinton oraz senatora z małego stanu Vermont i byłego burmistrza zupełnie mikroskopijnego Burlington Berniego Sandersa. Republikanie z kolei cierpią na klęskę urodzaju: o ich nominację nadal oficjalnie walczy aż 12 kandydatów, jednak w tej chwili realne szanse na jej zdobycie ma tylko czterech: dwóch outsiderów – miliarder z branży budowlanej, gwiazda programów typu reality show Donald Trump i senator z Teksasu Ted Cruz, oraz dwóch kandydatów partyjnego establishmentu – senator z Florydy Marco Rubio i gubernator stanu New Jersey Chris Christie. Czym kandydaci – oprócz biografii, osobowości i osiągnięć – różnią się między sobą? I czym chcą do siebie przekonać wyborców?

Demokraci…

Zdecydowanie najbardziej – jak na warunki amerykańskie – lewicowe i oryginalne poglądy ma Bernie Sanders. Ten samozwańczy „demokratyczny socjalista”, czyli w europejskiej terminologii socjaldemokrata, chce przede wszystkim dokonać rewolucyjnej zmiany w finansowaniu ochrony zdrowia. Ma ona polegać na odejściu od prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, będących podstawą finansowania ochrony zdrowia w USA również po uchwaleniu w 2010 r. reformy znanej jako Obamacare, i wprowadzeniu systemu, gdzie jedynym płatnikiem będzie rząd federalny. Całość byłaby finansowana z dodatkowych podatków nałożonych przede wszystkim na najzamożniejszych oraz na zyski z kapitału, a organizacyjnie bazowałaby na Medicare (powszechnym systemie federalnych ubezpieczeń zdrowotnych dla emerytów). Chociaż roczny koszt działania tak zreformowanej opieki zdrowotnej miałby według Sandersa wynosić aż 1,38 bln dol., to i tak w ciągu 10 lat jego wprowadzenie umożliwiłoby obcięcie wydatków na opiekę zdrowotną o 6 bln dol. Sanders chce też finansować z budżetu państwa studia na uczelniach publicznych, wprowadzić płatne 12-tygodniowe urlopy macierzyńskie i ojcowskie, a także zagwarantować powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli. Senator z Vermont jest również zwolennikiem wprowadzenia ułatwień w zdobywaniu obywatelstwa amerykańskiego, co ma umożliwić legalizację pobytu 11 mln osób przebywających nielegalnie w USA. Ostatecznym celem polityki wewnętrznej ma być zmniejszenie nierówności społecznych i upodobnienie modelu społecznego Stanów Zjednoczonych do rozwiązań znanych głównie ze Skandynawii.

W porównaniu z zamierzeniami Sandersa postulaty przedstawiane przez Hillary Clinton mają znacznie bardziej konwencjonalny charakter. Jej propozycje zmian w systemie opieki zdrowotnej opierają się na dalszej ewolucji Obamacare i ograniczają do obniżania kosztów opłacania składek ubezpieczeniowych oraz lekarstw, a także do podnoszenia jakości opieki zdrowotnej i zwiększania jej dostępności. Jeśli chodzi o stosunek do imigrantów, to była sekretarz stanu chce kontynuować politykę Baracka Obamy – deportowania tych, którzy mogą stanowić zagrożenie bezpieczeństwa publicznego, i ochrony przed deportacją tych nielegalnych imigrantów, których dzieci są już obywatelami amerykańskimi. Ostatecznym celem ma być kompleksowa reforma polityki imigracyjnej. Hillary Clinton planuje poza tym ograniczyć dostęp do broni palnej i – podobnie jak Bernie Sanders – wprowadzić płatne urlopy macierzyńskie, chorobowe oraz system dofinansowania studiów. Tym, czego najbardziej brakuje jej projektom zmian, jest rozmach i jasny cel, czyli to, co w propozycjach Sandersa od razu rzuca się w oczy.

…i republikanie

Donaldowi Trumpowi, republikańskiemu pretendentowi do nominacji cieszącemu się największym poparciem, można zarzucić wiele, ale nie brak fantazji, również w proponowanych reformach. Zapowiedział deportowanie wszystkich 11 mln nielegalnych imigrantów i rozbudowanie na koszt Meksyku muru na południowej granicy USA. Poprawa sytuacji tzw. zwykłych Amerykanów ma się dokonać za sprawą reformy systemu podatkowego, polegającej przede wszystkim na jego uproszczeniu (cztery stawki podatkowe zamiast siedmiu, obniżenie podatku od przedsiębiorstw do 15%) i znacznym zwiększeniu kwoty wolnej od podatku. Jednak według ocen niezależnych ekspertów, na reformie podatkowej Trumpa najwięcej zyskają nie najbiedniejsi, jak twierdzi sam kandydat, ale najbogatsi. Do poprawy sytuacji na rynku pracy ma się przyczynić również nowe, twarde podejście do wymiany handlowej z Chinami – w niektórych wypowiedziach Trump, chociaż później temu zaprzeczał, posuwał się nawet do postulowania wprowadzenia cła w wysokości 45% na chińskie towary. Donald Trump jest zdecydowanym przeciwnikiem Obamacare – zapowiedział cofnięcie reformy i zastąpienie jej „czymś fantastycznym” – oraz wszelkich ograniczeń w dostępie do broni palnej.

Strony: 1 2

Wydanie: 4/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy