Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem minister Bartoszewski mówił w radiu o sukcesach polskiej dyplomacji w minionym już roku 2000. A raczej o największych sukcesach. No, nie zabrzmiało to imponująco, skoro do głównych osiągnięć zaliczył nieustające przygotowania do wstąpienia do Unii Europejskiej, szczyt w Nicei oraz “odnowienie stosunków z Rosją i Chinami”.
O “nieustających przygotowaniach” i “sukcesie” w Nicei nie ma się co rozwodzić, bo jaki jest koń, każdy widzi. Jeszcze śmieszniejsze jest owo “odnowienie stosunków z Rosją i Chinami”. Bo jak to – te stosunki były zerwane? Możemy się domyślać, że minister miał co innego na myśli, mianowicie odnowienie kontaktów na szczeblu ministrów spraw zagranicznych. A to tak, w roku 2000 coś takiego nastąpiło, szefowie dyplomacji Rosji i Chin gościli w Warszawie. I nikt ich tu nie obrażał. No, jeżeli te wydarzenia minister uznał za największy sukces roku 2000, to jak ocenia dorobek swego poprzednika w MSZ-ecie?
O to dziennikarz ministra Bartoszewskiego nie zapytał, nie zapytał go też o największe niepowodzenie naszej dyplomacji. A tu sprawa jest prosta: otóż w roku 2000 bardzo mocno zabiegaliśmy, także na szczeblu szefów MSZ, o poparcie dla naszej inicjatywy, którą chcieliśmy zgłosić na forum ONZ. Jakżeż brzmiała ta wielka inicjatywa, którą chcieliśmy zadziwić świat? Otóż Polska chciała, by ONZ ogłosił 31 sierpnia (co roku, nie tylko w 2000 r.) Międzynarodowym Dniem Solidarności. Niestety, nie poparły nas w tych staraniach ani Rosja, ani Chiny, ani kraje arabskie, ani Izrael.
No po prostu świat się na tym nie poznał. A wielkie wysiłki polskiej dyplomacji, dziesiątków dyplomatów, którym polecono, by budowali w tej sprawie lobbing, nie zostały uwieńczone sukcesem. To tak á propos, żebyśmy wiedzieli, po co mamy dyplomatów.
Zresztą o jednym z takich wysiłków jest obecnie w MSZ dosyć głośno. A mianowicie o konferencji, którą w październiku roku 2000 w Szczecinie zorganizował Departament Dyplomacji Kulturalnej, a konkretnie jego dyrektor i jedyny (obok sekretarki i asystenta) pracownik – Rafał Wiśniewski. O jakąż konferencję chodzi? O jaką dyplomację kulturalną? Otóż chodzi o konferencję międzynarodową, polsko-niemiecko-francuską, której tematem było XX-lecie powstania “Solidarności”.
Konferencja, jak konferencja, wielkich śladów po sobie nie zostawiła poza rachunkami, które przesłano do MSZ-etu. Te rachunki opiewają na sumę, bagatela, 350 tys. złotych. I jak je rozliczyć? Nad tym w MSZ-ecie się głowią, z drugiej strony, naciska na wszystko organizator konferencji, firma, na czele której stoi Kazimierz Wóycicki, która dostała tylko połowę sumy, a chce całość. No, w każdym razie, dyrektor Rafał Wiśniewski ma niezły pasztet i nie za bardzo wie, jak z tego wyjść.
Chyba że wcześniej wyjedzie na Węgry, gdzie objąć ma stanowisko ambasadora, cedując rozliczanie się z Wóycickim (i z NIK-iem) na swego następcę. Czego podwładni gorąco mu życzą.

Wydanie: 2/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy