Akademia na walizkach

Akademia na walizkach

Córki Edwarda Raczyńskiego chcą przejąć budynek ASP

Jedna z najbardziej charakterystycznych zabytkowych budowli warszawskich, pałac Czapskich, może zostać oddany spadkobierczyniom dawnego właściciela, hrabiego Edwarda Raczyńskiego, byłego prezydenta RP na uchodźstwie, zmarłego w 1993 r. w Londynie.
Społeczność akademii sztuk pięknych, która od lat 60. zajmuje okazały pałac przy Krakowskim Przedmieściu, a dwa lata temu przeprowadziła w nim gruntowny remont, zorganizowała manifestację przeciwko odbieraniu uczelni jej siedziby. Był to, zgodnie ze specyfiką akademii, happening: osoby ubrane na czarno uczestniczyły w zainscenizowanym pogrzebie. Przyjechały prasa, telewizja, ale po godzinie wszystko ucichło. Rektor ASP, prof. Ksawery Piwocki, zapowiedział, że uczelnia bez walki się nie podda.
Jak szybko może się spełnić to ponure proroctwo? – To sprawa na co najmniej kilka lat – przewiduje prorektor ASP, prof. Wiktor Jędrzejec. – W tej chwili dopiero uruchamia się procedury prawne. Córki pana Edwarda Raczyńskiego zgłosiły roszczenia do pałacu w 1994 r., jednak wówczas nikt się tym specjalnie nie przejmował, bo przecież to nie uczelnia jest właścicielem jednej z najdroższych działek w Polsce, tylko skarb państwa.
W istocie akademia nie interesowała się procesami reprywatyzacyjnymi. Dopiero kiedy spadkobierczynie zwróciły się wraz z wynajętymi prawnikami do władz uczelni, zrobiło się gorąco. Także Ministerstwo Kultury wyglądało na bardzo zaskoczone. – Uważaliśmy, że ASP ma silną pozycję, a wolą spadkobierczyń jest pozostawienie uczelni w pałacu. Coś się w międzyczasie musiało zmienić – powiedział „Gazecie Wyborczej” wiceminister Tomasz Merta.
Stało się więc inaczej. W ciągu niespełna roku córkom Edwarda Raczyńskiego dwukrotnie przyznał rację minister budownictwa, a wojewódzki sąd administracyjny odrzucił skargę ASP.

Aumiller nawarzył piwa?

Wszyscy wskazują na decyzje podejmowane przez ministra Andrzeja Aumillera z koalicyjnego rządu PiS-Samoobrona-LPR.
– Przykra i trudna sprawa – mówi prof. Jędrzejec. – Do ubiegłego roku stroną w staraniach o tę nieruchomość był skarb państwa. Jednak w wyniku decyzji ministra zostaliśmy od razu spuszczeni na głęboką wodę, choć działka nie należy do uczelni.
Andrzej Aumiller tymczasem w ogóle nie pamięta spotkania z paniami Raczyńskimi. – Ktoś mi chyba szyje buty – mówi. Przypomina sobie tylko wizytę wdowy po Janie Kiepurze. Marta Eggerth-Kiepura chciała odszkodowania za działkę w Krynicy i domagała się od skarbu państwa
31 tys. zł. Wtedy Ministerstwo Budownictwa odmówiło wdowie, ponieważ wykazało, że Kiepura uzyskał już odszkodowanie w USA.
– To nie minister wydaje decyzję o wywłaszczeniu, tylko sąd – zapewnia Andrzej Aumiller. – Urząd ministra może najwyżej stwierdzić, że dawni właściciele mają prawo do podjęcia starań o zwrot nieruchomości. Rektor ASP jest artystą i nie potrafi dobrze załatwiać takich spraw. Od kwestii materialnych i prawnych powinien mieć dobrze przygotowanego kanclerza – konkluduje były minister.
Prof. Jędrzejec relacjonuje przebieg spotkania władz ASP ze spadkobierczyniami. – Chętnie dojdziemy do porozumienia – padły wtedy słowa – ale najpierw wyprowadźcie się z pałacu. Przecież tutaj nie prowadzi się już działalności dydaktycznej.
– To nie jest prawdą – tłumaczy prof. Jędrzejec. – W budynkach przy Krakowskim Przedmieściu odbywają się wszystkie zajęcia teoretyczne. Uczelnia proponowała rozmówczyniom wspólne założenie fundacji i dalsze użytkowanie gmachu przez akademię, jednak prawnicy spadkobierczyń nie chcieli o tym rozmawiać.
– Nie mamy dokąd się wyprowadzić – mówił podczas demonstracji rektor Piwocki. – Skierujemy sprawę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a jak to nie pomoże – do sądów cywilnych. Wykorzystamy wszystkie możliwości obrony naszej siedziby.

Komu pałac, komu?

Prof. Wiktor Jędrzejec uważa, że przekazywanie tak wielkich i drogich obiektów dawnym właścicielom to proces, którym powinno się zająć państwo, ono zresztą jest formalnym właścicielem posesji. Zapewne spadkobierczynie wystąpią na drogę sądową przeciw miastu o wydanie nieruchomości i będzie to proces precedensowy. Kwoty, o jakie toczy się spór, sięgają miliardów, nie milionów złotych. Tego żadna uczelnia nie udźwignie. To sprawa dla budżetu państwa.
Wygląda więc na to, że wyrok w sprawie warszawskiej ASP, o ile taki zapadnie, może mieć daleko idące konsekwencje przy kolejnych tego typu sprawach i nawet najwyższe władze państwa nie będą mogły pominąć ich milczeniem. Każdy warszawski pałac miał przed wojną swego właściciela. Nie tylko siedziba ASP, lecz także znajdujące się po drugiej stronie ulicy Pałace Kazimierzowski, gdzie rezydują władze Uniwersytetu Warszawskiego, i Namiestnikowski, siedziba prezydenta RP, zwana też Dużym Pałacem. Dekret wydany przez prezydenta Bieruta po wojnie jest dziś powszechnie kwestionowany, więc systemowe rozwiązanie roszczeń byłych właścicieli wydaje się absolutną koniecznością.
A co z akademią sztuk pięknych? Na szczęście ma ona swój plan rezerwowy, budowę nowej siedziby w pobliżu historycznego gmachu uczelni przy Wybrzeżu Kościuszkowskim. W kosztach budowy chciały ponoć partycypować córki po hrabim Raczyńskim. Bardzo możliwe też, że artyści przeprowadzą się do byłego Zakładu Dezynfekcji, Dezynsekcji i Deratyzacji przy ulicy Spokojnej 15, tuż przy cmentarzu Powązkowskim. Skojarzenia z pogrzebem były więc całkiem na miejscu.

 

Wydanie: 43/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy