Alarm dla telefonu zaufania

Alarm dla telefonu zaufania

Warszawa 15.02.2019 r. Centrum Pomocy Dzieciom . fot. Krzysztof Żuczkowski

Połączenie z numerem 116 111 jest często kwestią życia albo śmierci dzieci i nastolatków. Od trzech lat rząd PiS nie daje na niego żadnych dotacji – Zadzwoniła do nas dziewczynka próbująca popełnić samobójstwo; właśnie zażyła leki, popiła je alkoholem – opowiada psycholożka Lucyna Kicińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, prowadzącej telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111. – Powiedziała, że się boi, ale nie śmierci, bo była zdeterminowana, żeby ze sobą skończyć. Rodzice byli w domu, ale nie chciała prosić ich o pomoc. Leki zaczynały już działać, dziewczynka w końcu zasnęła, na szczęście przyjechały policja i pogotowie, bo w trakcie rozmowy podjęliśmy interwencję. Z doświadczeń Lucyny Kicińskiej wynika, że podobne przypadki wcale nie należą do rzadkości: – Wśród dzwoniących do nas dzieci są takie, które właśnie podejmują próbę samobójczą. I nie chodzi o myśli, zastanawianie się, czy to zrobić, czy nie – to są leki popite alkoholem albo stojący na wiadukcie nastolatek, który skoczyłby, gdyby się nie połączył. Wynika z tego, że połączenie z prowadzonym przez fundację telefonem zaufania staje się często kwestią – dosłownie – życia albo śmierci. Dzwonią dzieci w różnym wieku, od kilkuletnich do wkraczających w dorosłość. Opowiadają o lęku, smutku, przemocy, zmęczeniu. Wspólny mianownik to osamotnienie. Tymczasem od 2016 r. pozbawiona rządowych dotacji fundacja znalazła się w finansowej ślepej uliczce. Choć telefon 116 111 ma za sobą już 10 lat działania i ponad milion odebranych połączeń, jeśli nie znajdą się środki – linii grozi zamknięcie. Dla liczących na wsparcie telefonu tysięcy dzieci oznaczałoby to ostateczną samotność. Bezsilność Powszechność problemów emocjonalnych polskich dzieci i nastolatków znajduje odzwierciedlenie w statystykach. Według badania samej fundacji, przeprowadzonego w zeszłym roku na ogólnopolskiej próbie 1155 dzieci w wieku 11-17 lat, aż 7% ma za sobą próbę samobójczą, a 16% okaleczało się. „72% nastolatków doświadczyło co najmniej jednej formy krzywdzenia, (…) 57% – przemocy rówieśniczej, (…) 41% – przemocy ze strony bliskich dorosłych”, wyliczają autorzy raportu. – Nie chodzi wyłącznie o nasze badania. Słabą kondycję psychiczną polskich dzieci i nastolatków potwierdzają cykliczne badania HBSC, a także Eurostatu, według którego Polska jest na drugim miejscu pod względem udanych prób samobójczych dzieci i młodzieży – podkreśla Lucyna Kicińska. – A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo według Światowej Organizacji Zdrowia na każdą oficjalnie odnotowaną udaną próbę przypada 100 do 200 nieodnotowanych. Czyli, przykładając to do statystyk z przełomu 2017 i 2018 r., prób samobójczych wśród dzieci było nie 730 czy 772, ale co najmniej 73-77 tys. Choć na stronie poświęconej Narodowemu Programowi Ochrony Zdrowia Psychicznego Ministerstwo Zdrowia wspomina m.in. o upowszechnieniu psychiatrycznej opieki zdrowotnej czy wsparciu psychologiczno-pedagogicznym uczniów i rodziców, w Polsce nie istnieje skuteczny program pomocy psychiatrycznej, o profilaktyce nie wspominając. Na ponad 6 mln polskich dzieci przypada bowiem 416 psychiatrów. Dla osób z mniejszych miast połączenie z telefonem zaufania jest w praktyce jedyną realną szansą na konsultację z psychologiem. Lucyna Kicińska: – Dzieci, które do nas dzwonią, to nie tylko ofiary przemocy domowej. Czasem ukrywają problemy przed rodzicami, bo nie słyszą od nich, że mogą na nich liczyć. Dlatego czują, że nie mają do kogo się zwrócić. I często jest to prawda – 44% szkół nie zatrudnia na etat psychologa. Zresztą nie jest tajemnicą, że szkolni psycholodzy czy pedagodzy najczęściej nie mają bezpośredniego kontaktu z uczniami. Nie może być inaczej, skoro psycholog jest jeden na kilkuset uczniów i tylko na kilkanaście godzin w tygodniu. Z kolei na wizytę u psychiatry czeka się w Polsce kilka miesięcy, podobnie sprawa się ma z bezpłatną terapią, której refunduje się tylko 10 spotkań. A przecież nastolatek zastanawiający się nad tym, czy nie odebrać sobie życia, potrzebuje natychmiastowej i długofalowej pomocy. O interwencji terapeutycznej na etapie poprzedzającym myśli i próby samobójcze nie ma nawet mowy. A prywatna terapia jest dla wielu osób w Polsce kosztem nie do przeskoczenia. – Dzwoniące do nas dzieci są często zniecierpliwione i sfrustrowane, również tym, że trudno się z nami połączyć – dodaje ekspertka fundacji. – Ci, którym się udaje, to tylko część wszystkich, którzy próbują; na każde odebrane połączenie przypada wiele takich, których nie mogliśmy odebrać, ponieważ wszystkie linie były zajęte. Nie wiemy, co się stało z tymi, którzy się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 08/2019, 2019

Kategorie: Kraj