Alarm dla telefonu zaufania

Alarm dla telefonu zaufania

Połączenie z numerem 116 111 jest często kwestią życia albo śmierci dzieci i nastolatków. Od trzech lat rząd PiS nie daje na niego żadnych dotacji

– Zadzwoniła do nas dziewczynka próbująca popełnić samobójstwo; właśnie zażyła leki, popiła je alkoholem – opowiada psycholożka Lucyna Kicińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, prowadzącej telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111. – Powiedziała, że się boi, ale nie śmierci, bo była zdeterminowana, żeby ze sobą skończyć. Rodzice byli w domu, ale nie chciała prosić ich o pomoc. Leki zaczynały już działać, dziewczynka w końcu zasnęła, na szczęście przyjechały policja i pogotowie, bo w trakcie rozmowy podjęliśmy interwencję.

Z doświadczeń Lucyny Kicińskiej wynika, że podobne przypadki wcale nie należą do rzadkości: – Wśród dzwoniących do nas dzieci są takie, które właśnie podejmują próbę samobójczą. I nie chodzi o myśli, zastanawianie się, czy to zrobić, czy nie – to są leki popite alkoholem albo stojący na wiadukcie nastolatek, który skoczyłby, gdyby się nie połączył.

Wynika z tego, że połączenie z prowadzonym przez fundację telefonem zaufania staje się często kwestią – dosłownie – życia albo śmierci. Dzwonią dzieci w różnym wieku, od kilkuletnich do wkraczających w dorosłość. Opowiadają o lęku, smutku, przemocy, zmęczeniu. Wspólny mianownik to osamotnienie.

Tymczasem od 2016 r. pozbawiona rządowych dotacji fundacja znalazła się w finansowej ślepej uliczce. Choć telefon 116 111 ma za sobą już 10 lat działania i ponad milion odebranych połączeń, jeśli nie znajdą się środki – linii grozi zamknięcie. Dla liczących na wsparcie telefonu tysięcy dzieci oznaczałoby to ostateczną samotność.

Bezsilność

Powszechność problemów emocjonalnych polskich dzieci i nastolatków znajduje odzwierciedlenie w statystykach. Według badania samej fundacji, przeprowadzonego w zeszłym roku na ogólnopolskiej próbie 1155 dzieci w wieku 11-17 lat, aż 7% ma za sobą próbę samobójczą, a 16% okaleczało się. „72% nastolatków doświadczyło co najmniej jednej formy krzywdzenia, (…) 57% – przemocy rówieśniczej, (…) 41% – przemocy ze strony bliskich dorosłych”, wyliczają autorzy raportu. – Nie chodzi wyłącznie o nasze badania. Słabą kondycję psychiczną polskich dzieci i nastolatków potwierdzają cykliczne badania HBSC, a także Eurostatu, według którego Polska jest na drugim miejscu pod względem udanych prób samobójczych dzieci i młodzieży – podkreśla Lucyna Kicińska. – A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo według Światowej Organizacji Zdrowia na każdą oficjalnie odnotowaną udaną próbę przypada 100 do 200 nieodnotowanych. Czyli, przykładając to do statystyk z przełomu 2017 i 2018 r., prób samobójczych wśród dzieci było nie 730 czy 772, ale co najmniej 73-77 tys.

Choć na stronie poświęconej Narodowemu Programowi Ochrony Zdrowia Psychicznego Ministerstwo Zdrowia wspomina m.in. o upowszechnieniu psychiatrycznej opieki zdrowotnej czy wsparciu psychologiczno-pedagogicznym uczniów i rodziców, w Polsce nie istnieje skuteczny program pomocy psychiatrycznej, o profilaktyce nie wspominając. Na ponad 6 mln polskich dzieci przypada bowiem 416 psychiatrów. Dla osób z mniejszych miast połączenie z telefonem zaufania jest w praktyce jedyną realną szansą na konsultację z psychologiem.

Lucyna Kicińska: – Dzieci, które do nas dzwonią, to nie tylko ofiary przemocy domowej. Czasem ukrywają problemy przed rodzicami, bo nie słyszą od nich, że mogą na nich liczyć. Dlatego czują, że nie mają do kogo się zwrócić. I często jest to prawda – 44% szkół nie zatrudnia na etat psychologa. Zresztą nie jest tajemnicą, że szkolni psycholodzy czy pedagodzy najczęściej nie mają bezpośredniego kontaktu z uczniami. Nie może być inaczej, skoro psycholog jest jeden na kilkuset uczniów i tylko na kilkanaście godzin w tygodniu. Z kolei na wizytę u psychiatry czeka się w Polsce kilka miesięcy, podobnie sprawa się ma z bezpłatną terapią, której refunduje się tylko 10 spotkań. A przecież nastolatek zastanawiający się nad tym, czy nie odebrać sobie życia, potrzebuje natychmiastowej i długofalowej pomocy. O interwencji terapeutycznej na etapie poprzedzającym myśli i próby samobójcze nie ma nawet mowy. A prywatna terapia jest dla wielu osób w Polsce kosztem nie do przeskoczenia.

– Dzwoniące do nas dzieci są często zniecierpliwione i sfrustrowane, również tym, że trudno się z nami połączyć – dodaje ekspertka fundacji. – Ci, którym się udaje, to tylko część wszystkich, którzy próbują; na każde odebrane połączenie przypada wiele takich, których nie mogliśmy odebrać, ponieważ wszystkie linie były zajęte. Nie wiemy, co się stało z tymi, którzy się nie dodzwonili.

Oznacza to, że krucha kondycja psychiczna młodych Polaków jest poważnym i dość powszechnym problemem społecznym, a telefon zaufania – doraźnym i często jedynym dostępnym środkiem interwencji psychologicznej. Niestety, niewystarczającym – odkąd rząd cofnął dotacje, FDDS cienko przędzie, nie mówiąc o rozszerzeniu oferty telefonu zaufania.

– Nie mamy środków, żeby wydłużyć działanie telefonu na całą dobę, sfinansować szkolenia i superwizję pracy wolontariuszy czy zatrudnić dodatkowych konsultantów. Rząd wprawdzie nie twierdzi, że nasze działania są niepotrzebne, ale kiedy pytamy, dlaczego nie są ogłaszane konkursy na dotacje, zostajemy poinformowani, że rząd ma inne priorytety – albo zasłania się dofinansowaniem innego telefonu. Tylko że do finansowanej przez ministerstwo linii zadzwoniły 423 osoby poniżej 18. roku życia, a my pomogliśmy ponad 95 tys. dzieci i nastolatków – wyjaśnia Lucyna Kicińska.

Jest jednak jeszcze jeden ważny wyróżnik – poza 116 111 nie ma innego numeru telefonu zaufania adresowanego wyłącznie do dzieci i młodzieży. Prowadzona we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości Niebieska Linia skierowana jest do wszystkich ofiar przemocy w rodzinie.

Telefon zaufania to niejedyna forma działania istniejącej od ponad ćwierć wieku Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Organizacja prowadzi również akcje edukacyjne i wspierające, kampanie i badania. Kiedy w 2016 r. po raz pierwszy nie dostała dotacji z funduszu, którym dysponuje Ministerstwo Sprawiedliwości, resort podał jedno zdanie uzasadnienia: oferta fundacji była „niekompleksowa”. – Mogę tylko się domyślać, że chodzi o to, że świadczona przez nas pomoc nie dotyczy wszystkich kategorii ofiar przestępstw – mówiła wtedy „Gazecie Wyborczej” prezeska FDDS Monika Sajkowska.

O fundacji zrobiło się głośno w 2015 r. w prawicowych mediach, które – jak podaje „Gazeta Wyborcza” – „zarzuciły jej, że »uderza w rodzinę« i »tworzy miękki grunt pod seksedukację«. Fundacja poinformowała bowiem, że co piąte dziecko jest wykorzystywane seksualnie, w większości zaś przypadków przez osoby sobie znane. Wcześniej skrytykowała przygotowaną przez Fundację PRO – Prawo do Życia inicjatywę ustawodawczą przewidującą karanie za »genderową edukację seksualną« jak za pedofilię”.

Na pytanie PRZEGLĄDU o dofinansowywane telefony zaufania dla dzieci i młodzieży, dotowane przez władze organizacje pozarządowe prowadzące takie telefony oraz przyczyny ewentualnego braku dofinansowania MSWiA powołało się na organizowane przez swój resort otwarte konkursy na realizację zadań publicznych w zakresie bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz przeciwdziałania patologiom społecznym. „W tym roku (…) dotację w wysokości 110 000 zł otrzyma Fundacja Itaka. Zadanie to dotyczy w szczególności prowadzenia ogólnopolskiego, bezpłatnego telefonu interwencyjnego w sprawie zaginionych dzieci – 116 000, a także udzielania pomocy rodzinom osób zaginionych, przede wszystkim w zakresie wsparcia psychologicznego i prawnego”, pisze Wydział Prasowy MSWiA. Rzecz w tym, że Fundacja Itaka i FDDS adresują swoją ofertę do dwóch zupełnie różnych grup.

Z kolei Ministerstwo Zdrowia od grudnia 2017 r. dofinansowuje Centrum Wsparcia (również prowadzone przez Fundację Itaka), które prowadzi całodobowy telefon zaufania 800 70 22 22 dla osób w kryzysie. Telefon jednak nie jest adresowany wyłącznie do dzieci i młodzieży – od tej grupy konsultanci odbierają 36 połączeń miesięcznie, czyli znacznie mniej niż FDDS. „Natomiast łączna liczba połączeń z osobami poniżej 18 r. ż. wyniosła 466” – informuje MZ.

Wyparcie

– Większość rodziców zakłada, że jeśli dziecko ma jakiś problem, to przyjdzie do nich po pomoc. A większość dzwoniących do nas nastolatków mówi o tym, że rodzice nic nie wiedzą. „Mama ciągle w pracy, wie pani, jak to jest w dzisiejszych czasach”. Ten milion połączeń to w końcu czyjeś dzieci – zwraca uwagę Lucyna Kicińska. – Czasami rodzice są nieświadomi, starają się, ale za mało ich jest w domu. A czasami chodzi o strach przed stygmatem „problemów psychicznych”, w Polsce wciąż bardzo silnym. Ci, którym dziecko, dzięki rozmowie z konsultantem, w końcu mówi o swoich problemach, natrafiają na ścianę.

O ile jednak bierność rodziców wynika często z nieświadomości, o tyle trudno nie odnieść wrażenia, że w kwestii kondycji psychicznej dzieci i nastolatków polski rząd konsekwentnie realizuje politykę wyparcia i zaprzeczenia.

– Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego nie był w Polsce realizowany nigdy – twierdzi Lucyna Kicińska. – To, jak kruche są w tej chwili polskie dzieci, wynika z wieloletnich zaniedbań i ignorowania problemu przez kolejne rządy. Nawet jeśli dziś zaczyna się wprowadzać sensowne systemowe rozwiązania, na efekty trzeba będzie czekać co najmniej dekadę. A te dzieci potrzebują pomocy tu i teraz, nie mogą czekać. Ten telefon jest potrzebny, bo wypełnia ogromną lukę w systemie pomocy i wsparcia psychologicznego w naszym kraju.

Jedno jest pewne: im dłużej problem zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Polsce będzie spychany na margines, tym więcej należy się spodziewać prób samobójczych wśród dzieci i nastolatków.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 8/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy