Ale PO-PiS

Ale PO-PiS

Niecałe dwa miesiące temu premier Jarosław Kaczyński nie miał wątpliwości. „My jesteśmy tu, gdzie wtedy. Oni tam, gdzie stało ZOMO”, grzmiał w Stoczni Gdańskiej prezes PiS, wskazując na liderów Platformy Obywatelskiej. Następnie gromy spadły już personalnie na Jana Rokitę. Został on przygnieciony „szafą Lesiaka”. Zdaniem Kaczyńskiego polityk ten „popełnił bardzo ciężkie przestępstwo przeciwko demokracji. Poza mordami to jest najcięższe przestępstwo, jakie w ogóle można popełnić”. „Jan Rokita powinien raz na zawsze zniknąć z polityki”, wyrokował prezes PiS. Premier z Krakowa groził wówczas rzeczywistemu premierowi procesem.
Po I turze wyborów samorządowych Rokita już nie grozi. Za to namawia PiS do współrządzenia Krakowem. Wszystko po to, by powstrzymać reelekcję prezydenta Jacka Majchrowskiego. O tym, że prawica jest zdeterminowana, żeby wysadzić go z prezydenckiego stolca, zdołaliśmy się już przekonać. O tym, że nic tak jedna niegdysiejszych wrogów, jak perspektywa wspólnego rządzenia, wiedzieliśmy od dawna. Zasada ta jest aktualna niezależnie od tego, jaki numerek ma obecna Rzeczpospolita.

Wydanie: 47/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy