Antyaborcyjna nadgorliwość w Szpitalu Bielańskim

Antyaborcyjna nadgorliwość w Szpitalu Bielańskim

Skąd wziął się zapał dyrekcji do wykonywania nieopublikowanego wyroku Trybunału Konstytucyjnego?

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zostało upublicznione 22 października; dzień później do wykonywania tego wyroku na kobiety zabrał się, z zaskakującym zapałem, Szpital Bielański. 23 października zastępca dyrektora ds. lecznictwa i szef oddziału urologicznego dr Piotr Kryst wystosował pismo do ordynatora oddziału ginekologicznego.

„W związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego zwracam się do Pana Profesora o niewykonywanie w ramach działalności leczniczej i terapeutycznej w Klinice Ginekologii i Położnictwa aborcji w przypadku ciężkich wad płodu, czyli przerywania ciąży w wypadku, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, czytamy w dokumencie.

Uzasadniając wdrożenie nowej polityki antyaborcyjnej, władze szpitala powołują się na opinię swojego radcy prawnego. Wynika z niej, że TK nie określił, kiedy zakwestionowane przepisy stracą moc, to zaś „oznacza, że wyrok będzie miał moc zobowiązującą z początkiem dnia publikacji. Początkiem obowiązywania jest godzina i dzień publikacji rozpoczynający się po godzinie 24 dnia poprzedniego. Zatem może dojść do sytuacji, że akt prawny opublikowany przykładowo po południu będzie obowiązywać wstecz od godziny 0.00 danego dnia”.

Dziennikarze Tok FM, którzy jako pierwsi podali do publicznej wiadomości decyzje dyrekcji Szpitala Bielańskiego, ustalili, że przynajmniej jednej z już przyjętych pacjentek odmówiono zaplanowanego zabiegu przerwania ciąży, wcześniej dopuszczalnego na podstawie przesłanek medycznych. Indagowana w tej sprawie dyrektorka szpitala Dorota Gałczyńska-Zych powiedziała jedynie: „Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczny i w związku z tym muszę się do niego dostosować. Nie chcę odnosić się do meritum sprawy, bo to, co zrobiono polskim rodzinom, a w sposób szczególny kobietom, w tej kwestii, jest trudne do ubrania w słowa”.

Okoliczności nagle jednak się zmieniły w trakcie znaczonego masową mobilizacją społeczną weekendu 24-25 października. W poniedziałek bowiem dyrektor Gałczyńska-Zych przed głównym wejściem do Szpitala Bielańskiego stwierdziła w trakcie konferencji prasowej: „Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie spowodował zablokowania naszej działalności (…). Szpital Bielański zawsze pomagał i nadal pomaga kobietom w potrzebie”.

Po briefingu na stronie internetowej placówki pojawił się podobny komunikat, w którym Gałczyńska-Zych pisze m.in.: „W czwartki w Szpitalu Bielańskim odbywa się zwykle kwalifikacja pacjentek do zabiegu. Wyrok TK nie spowodował zablokowania naszej działalności”. Dodaje, że decyzja Trybunału czyni wykonywanie zabiegów aborcji problematycznym i stawia personel w „odmiennej sytuacji”: „TK stworzył nową kategorię przestępstwa zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 3”. Kończy podziękowaniami dla prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego i wiceprezydenta Pawła Rabieja, odpowiedzialnego m.in. za stołeczną służbę zdrowia, za podjęcie interwencji.

W rozmowie z dziennikarzem radia RMF FM 26 października późnym popołudniem powiedziała, że wyrok Trybunału „bardzo namieszał”, ale zapewniła, że wszystkie kobiety, które zostaną przyjęte do szpitala ze wskazaniem terminacji ciąży z powodu ciężkich wrodzonych wad płodu, uzyskają taki zabieg. Pismo dr. Krysta z 23 października określiła jako „miękkie zalecenie”. Zaprzeczyła też informacjom Tok FM, jakoby komukolwiek odmówiono aborcji na podstawie przesłanek kwestionowanych przez Trybunał.

Rafał Trzaskowski i Paweł Rabiej, zważywszy, że Szpital Bielański ma status placówki miejskiej, użyli swoich prerogatyw i – jak się zdaje – wstrzymali osobliwą nadgorliwość jego dyrekcji.

Demonstracyjne podporządkowanie się dyrekcji szpitala wyrokowi TK, podobnie jak nagła wolta, stały się przedmiotem wielu komentarzy i domysłów, również ze względu na szerszy kontekst – historię niszczenia tamtejszego oddziału ginekologiczno-położniczego, którym kierował światowej sławy specjalista prof. Romuald Dębski.

– Te najnowsze akrobacje dyrekcji Szpitala Bielańskiego mnie nie zaskakują – stwierdza kategorycznie były wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialny m.in. za służbę zdrowia, oraz osobisty przyjaciel rodziny Dębskich, Jacek Wojciechowicz. Jego zdaniem incydentu tego nie da się wyabstrahować z całego procesu niszczenia prof. Dębskiego i oddziału, którym kierował.

Opinię Wojciechowicza zdają się podzielać byłe pacjentki prof. Dębskiego. „Kochany profesor w niebie się przekręca, jak widzi, co się dzieje na jego oddziale. Wyrzucać kobiety bez pomocy, wysługując się nieistniejącym prawnie pseudowyrokiem pseudotrybunału. (…) Szpital, który miał zespół, jakiego zazdrościł nam świat cały, operacje, które w głowie się nie mieściły nikomu, szpital ostatniej szansy na życie, wyrzuca kobiety”, pisze jedna z internautek.

– Proszę sobie wyobrazić, że na oddziale wykonywano operacje serca u płodu. Tylko trzy placówki na całym świecie przeprowadzają tego typu zabiegi. Nie sądzę, aby początkowa decyzja dyrektorki Szpitala Bielańskiego, czy też jej zastępcy, była spowodowana jakimiś przesłankami ideologicznymi. Przekonanie takie mogło powstać ze względu na reminiscencje ataków środowisk nazywających się pro-life na prof. Dębskiego. To długa historia. On sam nigdy nie był jakimś wielkim zwolennikiem zabiegu przerywania ciąży, raczej popierał istniejące obecnie rozwiązania, ale fakt, że był przytomnym, racjonalnym człowiekiem i wyjątkowym specjalistą, przysporzył mu bardzo wielu wrogów. W tym w placówce, w której był najważniejszą postacią. Tym razem skłonny jestem to ocenić jednak nie jako ukłon w stronę pro-liferów, tylko jako oportunizm połączony z nadgorliwością. Dość karykaturalny zresztą, bo trzeba było zaraz wszystko odkręcać. To był raczej ukłon w stronę władzy, dość pokraczny, niestety, i niepotrzebny. Pani dyrektor miała okazję i wszelkie przesłanki ku temu, aby zachować stosowne milczenie. Szkoda, że nie skorzystała z tej szansy – komentuje.

– To dobrze, że w końcu Trzaskowski i Rabiej zabrali głos w tej sprawie, gdyż Szpital Bielański jest szpitalem miejskim. W tym kontekście początkowa decyzja jego dyrekcji, zaraz po wyroku, wydaje się jeszcze bardziej kuriozalna – dodaje. – Jednak interwencja ta była według mnie spowodowana ogólnym oburzeniem po decyzji Trybunału i jej nadzwyczaj skrupulatnej i natychmiastowej implementacji w Szpitalu Bielańskim. Zbyt wiele osób zabrało głos, aby dało się to ignorować. Podjęto zatem jakieś działania, ale szkoda, że dopiero teraz. Teraz to była po prostu jakaś heca, a w zeszłym roku straciliśmy prawdziwą perłę polskiej i światowej medycyny prenatalnej w postaci oddziału, którym kierował prof. Dębski. Po tym jak zmarł w grudniu dwa lata temu, zaczęto zwalniać lekarzy, w końcu z placówką pożegnała się też żona profesora Marzena Dębska. Po prostu zniszczono najlepszy oddział ginekologiczny w Polsce przy bierności władz miasta – podsumowuje były wiceprezydent Warszawy.

Chwilowy kryzys na szczęście dla pacjentek, które oczekują na terminację ciąży w Szpitalu Bielańskim, został zażegnany. Prawdziwy koszmar nadejdzie w chwili publikacji wyroku i zmiany antyaborcyjnej ustawy z 1993 r. na jeszcze bardziej niehumanitarną.

Fot. Mateusz Włodarczyk/Forum

Wydanie: 45/2020

Kategorie: Kraj