Argentyna w głębokim kryzysie

Argentyna w głębokim kryzysie

April 2, 2020, Buenos Aires, Argentina: In Villa Palito, Villa San Petesburgo and Puerta de Hierro in La Matanza, Province of Buenos Aires the Quartermaster, the Catholic church and the armed forces, plan to feed the sectors most abandoned and affected by the covid-19. This occurs in the context of day 13 of the mandatory preventive quarantine in Argentina. These are extremely dangerous and poor neighborhoods of the zone. They also use the San Jose sports center as base and for homeless. Up today, 1,353 people have been infected and 42 have died.,Image: 512310158, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Paula Acunzo / Zuma Press / Forum

Pandemia zbiera śmiertelne żniwo i prowadzi do upadku osłabioną gospodarkę Szpitale są przepełnione, wyczerpani pracownicy opieki zdrowotnej błagają o dostosowywanie się do restrykcji, statystyki zgonów przyprawiają o dreszcze, a na ulicach wielkich miast przybywa bezdomnych. Prezydent Alberto Fernández otwarcie mówi, że Argentyna jest obecnie w najgorszym momencie od początku pandemii. Oprócz kryzysu zdrowotnego kraj doświadcza głębokiej recesji, która nieznośnie przypomina okres wielkiej depresji z lat 1998-2002. Podczas gdy państwo przegrywa walkę na wielu frontach, a społeczna frustracja rośnie, Alberto Fernández odwiedza Europę, by podjąć trudne negocjacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Kiedy cały świat spoglądał z przerażeniem na Indie, a zdjęcia ulic miast zamienianych w masowe cmentarzyska rozdzierały serca, na drugim końcu globu, w Argentynie, padały kolejne rekordy. Od początku pandemii trzecie największe państwo Ameryki Południowej odnotowało przeszło 3,6 mln zakażeń koronawirusem. Ponad 75 tys. osób zmarło. Nie ma tlenu, respiratorów ani łóżek „System się wali”, pisał w kwietniu w liście otwartym opublikowanym w mediach społecznościowych dr Emmanuel Álvarez, dyrektor szpitala Mariano y Luciano de la Vega w Moreno. Poruszająca opowieść pod znamiennym tytułem „Desperacki krzyk z Conurbano”, o wielkim kryzysie w służbie zdrowia, odbiła się głośnym echem. Conurbano to określenie na gęsto zaludnione i przeważnie robotnicze gminy okalające stolicę. To „desperackie wołanie” o pomoc pochodzi od personelu medycznego, od pacjentów czy od tych, którzy pożegnali członków rodziny. „System się sypie, bo umierają lekarze, umierają coraz młodsi, nawet 30-letni pacjenci, coraz młodsi pacjenci muszą być intubowani, mamy przerażająco wysoką liczbę hospitalizowanych dzieci – wymienia dr Álvarez. – Karetki czekają przed szpitalami na łóżko, które się nie zwalnia, na sprzęt, który jest zajęty. Ludzie umierają w domach, na ulicach, umierają, bo nie ma dla nich respiratora”. Jak podkreśla Emmanuel Álvarez, to krzyk wszystkich, którzy nie są słyszani w świecie, gdzie króluje śmierć i nikt nie przejmuje się losem biednych. To apel nie tylko do mediów czy polityków, ale też do wszystkich „obojętnych”, którzy nie noszą maski, nie stosują się do zaleceń, „myślą, że mają supermoce”. Álvarez poświęca dużo miejsca rosnącym nierównościom między mieszkańcami bogatych i biednych prowincji: „Co z miejscami, gdzie nie ma szpitala, gdzie jedyny dostępny tlen to ten z powietrza, gdzie brakuje wody pitnej, gdzie nie ma lekarza w promieniu kilkudziesięciu kilometrów?”. W swoim wpisie Emmanuel Álvarez dosadnie podsumował stale pogarszającą się sytuację w Argentynie. Brakuje lekarzy, łóżek, szpitale (zarówno prywatne, jak i państwowe) są na krawędzi wytrzymałości, lekarze i pielęgniarki protestują, domagając się poprawienia warunków pracy, placówki lecznicze cierpią na skrajne niedobory sprzętu. Władze w prowincji Buenos Aires rozpoczęły nawet produkcję własnego tlenu. Także akcja szczepień idzie wolniej, niż się spodziewano, co po raz kolejny stawia rząd Fernándeza w ogniu krytyki. Dopiero 18% społeczeństwa otrzymało pierwszą dawkę. Podobnie jak inne kraje w regionie Argentyna miała też problem z zabezpieczeniem dostaw szczepionek. Dostawa 800 tys. dawek AstryZeneki dotarła do Buenos pod koniec maja, z trzymiesięcznym opóźnieniem. Kilka tygodni po opublikowaniu wpisu przez dr. Emmanuela Álvareza Argentyna odnotowała najgorsze dni pod względem statystyk od początku pandemii. W połowie maja trzy dni z rzędu liczba zachorowań wyniosła ponad 35 tys. To skłoniło władze do wprowadzenia ostrzejszego lockdownu 21 maja. Początkowo miał trwać do 31 maja, ale przedłużono go o kolejne dziewięć dni. Lockdown przewiduje godzinę policyjną od 18.00, zakaz przemieszczania się poza najbliższym sąsiedztwem i nie w naprawdę koniecznych sytuacjach (np. po zakupy żywności). Otwarte są tylko sklepy z artykułami pierwszej potrzeby. Wszelkie wydarzenia sportowe, społeczne, kościelne są odwołane. 30 maja ogłoszono też, że ze względu na sytuację pandemiczną Argentyna nie będzie w stanie zorganizować Copa America i rozgrywki piłkarskie najprawdopodobniej odbędą się w Brazylii. Kolejny lockdown pogłębia biedę W zeszłym roku Argentyna wprowadziła jeden z najdłuższych na świecie lockdownów. Surowe ograniczenia obowiązywały od marca do lipca, kiedy władze zdecydowały się poluzować obostrzenia. Nie znaczy to, że ich nie było. Przed 21 maja godzina policyjna zaczynała się o 20.00, bary i restauracje obsługiwały gości do 19.00, otwarte były tylko sklepy z artykułami pierwszej potrzeby. Zgromadzenia na świeżym powietrzu ograniczono do 10 osób,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 26/2021

Kategorie: Świat