Wpisy od Attaché
Sprzeciwiłem się bandyterce w MSZ
Miało być szybkie odstrzelenie, a tu proszę – wojna trwa! Tak nam się wydaje, że dyrektor generalny MSZ Andrzej Papierz już żałuje, że wyrzucił Jacka Izydorczyka ze stanowiska ambasadora RP w Tokio. Była demonstracja siły, a teraz przyszło wycierać ławy sądowe. Bo Izydorczyk złożył na niego doniesienia do prokuratury, do NIK, a jeszcze pozwał dwóch wiceministrów, domagając się po 100 tys. zł od każdego nawiązki na rzecz WOŚP. Krótkie przypomnienie sprawy: Jacek Izydorczyk stanowisko ambasadora w Japonii objął
Przemyślenia subiekta Rzeckiego
Przemysław Żurawski vel Grajewski, nasz bohater sprzed tygodnia, doradca szefa MSZ oraz sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych (politycy PiS nie widzą w tym konfliktu interesów) błyszczy w mediach. Nawołuje do weta w sprawie budżetu Unii i zapewnia, że Polska Unię pokona. „Jesteśmy na pozycji, która pozwoli nam wygrać tę grę”, mówi. I dodaje, że „stary budżet był dla nas hojniejszy niż nowy”. Opłaca się zatem wetować: „Nie jesteśmy więc pod presją, która skłaniałaby do szybkiej kapitulacji”. Pod presją są za to kraje
Wieszcz PiS
Przy okazji amerykańskich wyborów furorę w internecie zrobił Przemysław Żurawski vel Grajewski. To w PiS ważna postać, doradca ministrów spraw zagranicznych Waszczykowskiego, Czaputowicza i Raua, zasiadający w gabinecie politycznym szefa MSZ, stały gość Kancelarii Prezydenta, z ramienia PiS ekspert Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu. W mediach czasami przedstawiają go jako głównego ideologa polityki zagranicznej PiS, ale to chyba przesadne określenie. Żurawski vel Grajewski ma po prostu pewną umiejętność ubierania w słowa tego, co w PiS na temat
Znów ograli PiS
W kategoriach politycznych jest to jak lewy prosty – Unia Europejska przyjęła rozwiązanie w sprawie mechanizmu uzależnienia transferu unijnych środków od praworządności. Czyli coś, czego – jak zapewniali politycy PiS – miało nie być. Zapis o takim mechanizmie pojawił się podczas lipcowego szczytu Unii Europejskiej, na którym przyjęto budżet Unii na lata 2021-2027 oraz Fundusz Odbudowy. Był jednak mało precyzyjny, tak że premier Morawiecki mógł twierdzić, że de facto go nie ma. Później polski rząd zabiegał,
Rau jest zmęczony
Z relacji ludzi, którzy spotykają się z ministrem Rauem, przychodzą do niego w różnych służbowych sprawach, wynika, że przechodzi on kryzys. Natury egzystencjalnej. Bo zaczyna zdawać sobie sprawę z własnego imposybilizmu. Intelektualnego. Wygląda to tak, że gdy pojawia się u niego dyrektor departamentu z jakąś ważną sprawą, z papierami i prośbą o decyzję, Rau macha ręką i woła: Co mnie to obchodzi, ja się na tym nie znam! Proszę dać mi spokój, ja tu przyszedłem nie po to, żeby rozwiązywać jakieś sprawy, ale żeby tu, w MSZ, zrobić porządek! O jaki porządek chodzi,
Czas patriotów
Zbigniew Rau cieszy się, że ma sukces, bo odbyło się (po czterech latach przerwy) spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw Trójkąta Weimarskiego. Reaktywacja? Zobaczymy. Bo śledząc pisowskie media i działania polityków obozu władzy, można odnieść wrażenie, że Polska w innym kierunku zmierza. Wystarczy rzucić okiem na okładki pisowskich mediów – tam pokazywana jest walka świata z Polską. Że „oni” chcą „złamać Polaków” albo przekształcić Polskę w kolonię i dyktować jej swoje warunki. A PiS na to się
Kaczyński kontra Unia
Jarosław Kaczyński zajął się polityką zagraniczną (jako wicepremier ma pod sobą również MSZ) i ciarki przechodzą. Bo oto ogłosił, że jeśli Unia wprowadzi mechanizm „pieniądze za praworządność”, to Polska zawetuje budżet Unii i fundusz odbudowy. Inaczej mówiąc, aby móc łamać konstytucję i prawo, woli zrezygnować z pieniędzy unijnych. „Polska będzie broniła »za każdą cenę« swojej wolności, suwerenności i tożsamości”, oświadczył pompatycznie. Ha! A czy pytał pan, panie wicepremierze, o to Polaków? Czy większość z nich zgadza się
Oto jak gniewa się nasze MSZ!
Pisaliśmy tydzień temu o tym, że 50 ambasadorów akredytowanych w Polsce podpisało list w sprawie osób LGBT. Że zbieranie podpisów koordynowała Ambasada Królestwa Belgii, za to ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, całą sprawę upubliczniła. I rozreklamowała. Ku wściekłości władz. Nowy minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau (krytykują go ostatnio za słaby angielski) został więc obarczony misją okazania pani ambasador swojego niezadowolenia. Miał zadowolić Jarosława Kaczyńskiego i pisowski elektorat. Do mediów przeciekła zatem informacja, że Georgette
List 50
Władza udaje, że nie rozumie listu 50 ambasadorów w sprawie sytuacji osób LGBT w Polsce. A list jest napisany wyjątkowo jasno. „Uznajemy przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka – piszą ambasadorowie. – Szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej, jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych
Chłopcy z ferajny
To pytanie pojawia się niemal zawsze, gdy ktoś mówi o stosunku PiS i samego Kaczyńskiego do MSZ: dlaczego oni tego ministerstwa się boją i traktują je jak gniazdo żmij? Nawiasem mówiąc, w podobny sposób Departament Stanu jest traktowany przez ekipę Donalda Trumpa. Odpowiedź wydaje się prosta. Po pierwsze, wynika to z innego spojrzenia na politykę zagraniczną, na dyplomację, niż spojrzenie poprzedników. W widzeniu Jarosława Kaczyńskiego i jego podwładnych dyplomaci powinni bronić pisowskiej polityki i ją promować. Trochę tak,







