Wpisy od Attaché
Znam człowieka!
Przepraszam za suchara z drugiej połowy lat 80. na początek. W zjeździe KPZR za czasów Gorbaczowa brał udział Czukcza. Po powrocie ze zjazdu relacjonował nowości: otóż w kraju zwyciężyła rewolucja październikowa, w wielkiej wojnie ojczyźnianej zwyciężyliśmy Niemców, Stalin zmarł, a my budujemy komunizm. Ale najważniejsze, że to wszystko robimy dla dobra człowieka. I ja tego człowieka WIDZIAŁEM! Uchwalono, a prezydent podpisał, nową ustawę o służbie zagranicznej. Po co? Przecież PiS i tak rządzi polityką zagraniczną i jej kadrami. Jest jednak w dalszym ciągu
Paweł i Gaweł w jednym stali Gmachu
Gmachem od zawsze pracownicy MSZ nazywali budynek przy Szucha, siedzibę ministerstwa. Do przełomu tysiącleci wszyscy pracownicy i goście wchodzili jednym wejściem, od alei Szucha 23. Po prawej stronie siedział Pan w Garniturze i miał listę gości na dany dzień. Dziś tym wejściem wchodzą minister, jego zastępcy i oficjalni goście. Pracownicy i pozostali goście wchodzą innymi wejściami, których pilnują przedstawiciele „służby ochrony i kontaktu – SOiK”, zatrudniani przez Inspektorat Służby Zagranicznej, o którym więcej pisaliśmy jakiś
Co dla partii, a co dla kraju
W nowej ustawie o służbie zagranicznej jest pewna bzdura, która lepiej pokazuje rozumowanie jej autorów niż wiele, wiele słów. Otóż ustawa oddziela ambasadora od personelu placówki. On ma realizować politykę, być częścią korpusu ambasadorów, natomiast reszta urzędników ma być apolityczna. Cóż… Tak się składa, że kierownictwo MSZ, minister i wiceministrowie nie przepracowali nawet pół dnia na zagranicznej placówce ani w ogóle wcześniej w dyplomacji. Są więc w sprawach resortowej praktyki dyletantami i to widać w proponowanych zapisach. Bo jak rozdzielić politycznego
Państwo w państwie
Jak można zepsuć MSZ niewinnym w zasadzie ruchem organizacyjnym, pokazuje historia Inspektoratu Służby Zagranicznej. Otóż w czasach Polski Ludowej strażnikami ambasad byli żołnierze wojsk nadwiślańskich. Potem ich miejsce zajęli funkcjonariusze BOR i to rozwiązanie było chwalone. Za bezpieczeństwo ambasady odpowiadał rezydent i wprawdzie różnie to wyglądało, zwłaszcza gdy zaczynał budować sobie siatkę współpracowników w ambasadzie, ale przynajmniej był jakiś porządek. A potem przyszedł Radosław Sikorski ze swoimi pomysłami. Tak powstał Inspektorat Służby Zagranicznej,
Uwagi emerytowanego ambasadora
Pewien doświadczony dyplomata, który przeczytał w PRZEGLĄDZIE rozmowę z byłym ambasadorem w Finlandii, zwrócił uwagę na taki oto element – że tak naprawdę, jeśli chodzi o placówkę, o MSZ i o polską dyplomację, ambasador jest osobą zbędną. Bo co należało do jego najważniejszych zadań? Przygotowywanie remontu ambasady. A na czym się pośliznął? Ano na tym, że jego urzędniczka źle przeprowadziła przetarg. Te sprawy, które ambasador Suchoples opisywał, to codzienność życia ambasadorów RP na całym świecie. W polskim systemie ambasador jest jak kapitan na okręcie,
Oto nowa dyplomacja
Przy okazji głośnych zapasów między byłym ambasadorem w Japonii Jackiem Izydorczykiem a dyrektorem generalnym MSZ Andrzejem Papierzem wyciągane są do publicznej wiadomości nazwiska podwładnych Papierza, którzy mu służyli i którzy zostali za to sowicie, ponad miarę, wynagrodzeni. To jest ten system, ten układ! Jeżeli bowiem popatrzymy na ich oficjalne życiorysy, to tylko łapać się za głowę. Wyczytać można z nich sporo, w każdym razie tyle, że pracowali w MSZ parę lat, na stanowiskach drugorzędnych, nie zajmując się sprawami merytorycznymi. Weźmy pierwszego
Jarek – to brzmi groźnie
Furorę zrobiła w kołach związanych z MSZ anegdota o ambasador w Rydze Monice Michaliszyn i jej wizycie u ministra Raua. Dla mniej zorientowanych – Monika Michaliszyn należy do grupy tzw. nowych ambasadorów, którzy przyszli do MSZ z zewnątrz w czasach ministra Waszczykowskiego. Wcześniej nie miała doświadczenia w pracy w dyplomacji – jest specjalistką od lettonistyki, tłumaczem przysięgłym języka łotewskiego, w Zakładzie Bałtystyki Uniwersytetu Warszawskiego prowadziła zajęcia z literatury i kultury Łotwy oraz lektoraty języka łotewskiego. To piękny dorobek, ale niekoniecznie stanowiący
Nasz człowiek w Moskwie
Mamy kolejną wojnę w PiS, tym razem o MSZ. Albo – przy okazji MSZ. A oto jak ona wygląda. Najpierw w „Gazecie Polskiej” Dorota Kania „zdemaskowała” Krzysztofa Krajewskiego, nowego – od stycznia – ambasadora w Moskwie. Że co prawda zaczął pracę w MSZ w roku 1993, ale wcześniej pracował w wydziale zagranicznym ZSP oraz w URM, w biurze rzecznika prasowego rządu, i był sekretarzem Jerzego Urbana. A potem, już w III RP, był współpracownikiem Jerzego Koźmińskiego. To wszystko „Gazeta
Rok 2021 rokiem MSZ
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wkracza w rok 2021 z pakietem spraw sądowych. To zasługa dyrektora generalnego Andrzeja Papierza, jego braku zręczności i nieznajomości prawa. Będzie co oglądać i czemu się przysłuchiwać. Przede wszystkim ostrzymy sobie zęby na zeznania Barbary Ć., oskarżanej o mobbing w ambasadzie w Pradze. Dziś pani Ć. milczy, bo żeby rozmawiać z mediami, musi mieć zgodę dyrektora generalnego. Ale na rozprawie milczeć nie będzie. No to posłuchamy… Bo jeżeli powie to, co o MSZ powiedział tygodnikowi PRZEGLĄD Jacek Izydorczyk,
Duda – do końca z Trumpem
Smutno to pisać, ale twitterowy wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wydarzeniach w Waszyngtonie spokojnie może kandydować do miana najmniej mądrego. Oto on: „Wydarzenia w Waszyngtonie to wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych, które są państwem demokratycznym i praworządnym. Władza zależy od woli wyborców, a nad bezpieczeństwem państwa i obywateli czuwają powołane do tego służby. Polska wierzy w siłę amerykańskiej demokracji”. A teraz, dla równowagi, przyjrzyjmy się wpisom polityków brytyjskiego i irlandzkiego. Oto wpis Borisa Johnsona, premiera Wielkiej Brytanii: „Haniebne






