Wpisy od Piotr Gadzinowski
Szowinistyczny szyk
Są na świecie państwa. Piękne i piękniejsze. Są w tych państwach miasta. Piękne i piękniejsze. Jest Warszawa najpiękniejsza, stolica kraju piękniejszego. Są w Warszawie dzielnice. Ta piękniejsza to Kabaty. Tak naprawdę ta szykowna, zabudowana nowoczesnymi apartamentowcami dzielnica nie nazywa się Kabaty. Nazwa Kabaty obejmuje tylko część terenu, gdzie znajdziemy najdroższe w Warszawie mieszkania, luksusowe apteki oferujące zmęczonym zarabianiem pieniędzy aparaty regenerujące. Salony win, smakowite wędliniarnie, wyfiołkowane fryzjernie, gabinety odnowy, przywracania i przeszczepiania urody. Do tego
Stara viagra
„Niżej już nie spadniemy”, westchnął bliski mi poseł SLD, patrząc na ostatnie przedwyborcze notowania. Było 21%. „Niżej już nie spadniemy. 20% to nasz pancerny elektorat. To mamy jak w banku”. 20% w następnych wyborach parlamentarnych to jakieś sto przyszłych poselskich mandatów. I parę senatorskich. Sto mandatów poselskich to połowa stanu obecnego. Dużo jak na opozycję, mało dla partii marzącej o stabilnej koalicji rządzącej. 20% w najbliższych wyborach oznacza, że co drugi z obecnych posłów będzie musiał zostać
Wirus postępowy
Najsłynniejszą w mediach chorobą jest SARS. To nic, że stare, znane już choróbska zbierają większe żniwo niż nowy azjatycki wirus. Co z tego, że w Afryce umiera co miesiąc więcej dzieci na malarię niż do tej pory wszystkich na SARS. Ten tajemniczy wirus znakomicie buszuje w mediach i wolnorynkowej gospodarce. Zabija skuteczniej system niż ludzi. W Chinach długo jeszcze będzie się mówiło o czasach „przed i po SARS”. Wirus zabił tam bowiem tradycję przemilczania niewygodnych dla władzy państwowej
Straszne skutki oglądania telewizora
Czeski film, tak za pierwszej komuny zwało się coś, co wysmażył bliski mi ideowo lewicowiec Janusz Rolicki w „Gazecie Wyborczej”. W zeszłą środę. Jak zwykle u Rolickiego analiza była błyskotliwa i słuszna, lecz program naprawy dziwnie naiwny. Niepasujący do wieloletniego człowieka mediów. Znającego wolny i cenzuralny medialny rynek. Dziennikarza piszącego, redagującego i naczelnego. Trzeba oddać pierwszy program telewizji koalicji rządzącej, drugi opozycji, pisze Rolicki. Wtedy wreszcie „Będzie równowaga w eterze, a ludzie oglądając dzienniki
Premier w kleszczach
Oprócz kleszczy atakujących jak zwykle w sezonie wiosennym psy, kleszcze wyraźnie sponsorowanych przez globalnych producentów szczepionek i antykleszczowych psich sezonowych obróżek, zęby wyszczerzyły krajowe psy mediów. Bracia dziennikarze. Znani z tego, że chociaż do prawdy nie dotrą, to przynajmniej się o nią otrą. W tym sezonie sfora ruszyła, żeby dopaść, dogryźć i dobić premiera Millera. Za to, że silnym politykiem był. Nawet ksywkę „Kanclerze” od mediów kiedyś dostał. Za to, że brylował na konferencjach prasowych. „Bommotami” z francuska
Co ma wisieć, to powisi
Z GADZIEJ PERSPEKTYWY Zgasła dyskusja o przedterminowych wyborach parlamentarnych. Nie zgasił jej wyznaczony przez premiera i prezydenta pierwszy wolny termin. Czerwiec 2004 r. Nie zdusiły jej informacje o poselskich niechęciach rozwodów z wysokim uposażeniem, immunitetami i innymi słodyczami z piastowania mandatu wynikającymi. Po pierwszych gadułach o przedterminowych wyborach okazało się, że gotowych do nich jest niewielu. Zapowiedź skróconej kadencji wywołała niechęć wśród posłów SLD-UP. Wielu z nich przypomniało, iż program tej koalicji był rozpisany na cztery lata. Tak samo jak
Cennik wolności
Na 120 tys. zł wyceniła pani Anna Walentynowicz zadośćuczynienie za prześladowania w czasie stanu wojennego. Przeliczając na twardą walutę, to 30 tys. dol. amerykańskich i trochę mniej euro. Za 120 tys. zł można kupić aktualnie trzy samochody bardzo średniej klasy, dwa ciut lepsze, zwłaszcza z rabatem, albo całkiem porządną brykę. Nie kupi się za to porządnego mieszkania w stolicy, ledwie kawalerkę, chyba że wybierze się życie na prowincji. I na marginesie. Anna Walentynowicz, znana z filmu „Człowiek z żelaza”
Defilada
Wojny tej nie wygramy. Za mało nas tam, aby wkroczyć triumfalnie do Bagdadu. Za mało nas na przyszłą defiladę zwycięzców. O kilkuset za dużo, żeby o tej wojnie szybko zapomnieć. Nie wiemy, jak długo potrwa wojna w Iraku. Ilu naszych stamtąd nie wróci. Obowiązująca w mediach cenzura przynosi kuriozalny obraz starcia. Najpotężniejsze siły najbardziej rozwiniętych przemysłowo państw cały czas prą do przodu, zajmując kolejne obszary pustyni. Miast nie zajmują od razu, bo napotykają „silny opór”. Pomimo silnego oporu
Zgniły fundament
Jest w Warszawie kościół stojący na gnijących fundamentach. I nikt z jego Możnych nie chce tego stanu zmienić. Oprócz jednej wrażliwej. Ów kościół znajduje się na placu Grzybowskim. Pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Obok była kiedyś dzielnica żydowska. Dziś pozostały żydowski teatr, odnowiona skansenowata synagoga, restauracja półkoszerna i pamięć historyków. Bo Żydów ci u nas, pomimo wysiłków Fundacji Laudera, tyle co kot napłakał. Żydów religijnych, kultywujących tradycje, nieukrywających swej żydowskości. Aby dać odpór
Kaczoraj
Powinienem wiedzieć. Powinienem wiedzieć, z czego oni będą pytać. Mówię to panu poufnie, nie dlatego, że pracuję, jak to się mówi, w informacjach poufnych. Ale ma pan pewnie lepsze ode mnie informacje, zwłaszcza te poufne, jak teraz jest trudno o pracę. Nawet w stolicy. Zwłaszcza dla urzędnika samorządowego od informacji poufnych. Nigdy nie lubiłem tam chodzić. Ale teraz czułem się jak w kafkowskim Urzędzie. Powiadomiono, że będzie Egzamin. Z czego, kto będzie w komisji, tego już nie ujawniono. Ale trudno.







