Wpisy od Wojciech Kuczok
Miękkie tkanki, twarda proza
Autorzy poczytni i popularni powinni z najwyższą ostrożnością posługiwać się etykietką arcydzieła, poczytność i popularność generują bowiem przekorę i resentyment, zwłaszcza w kraju jak Polska, żółcią i witriolem płynącym. Gdy więc autor znany i lubiany nazwie jakieś dzieło majstersztykiem, nierzadko staje się to pocałunkiem śmierci, stanowi przyczynek do grymasów i podwłosów krytyki, bo ta nie lubi być wyręczana tudzież zagłuszana przez pisarzy; sama chce osądzać i wartościować, walczy o wyłączność prawa odkrywcy, broni swojej autonomii z zajadłością kaukaskich separatystów.
„To nie jest wojna”
Rekonstrukcja rządu przyniosła redukcję resortów, za to ich nazwy rozrosły się ponad miarę. Takie Ministerstwo Kultury, Dziewictwa Narodowego i Sportu – czyż nie łatwiej byłoby je nazwać po prostu Ministerstwem Kultury Fizycznej? Pan Gliński od początku prezentował na swoim stanowisku maniery i kompetencje wuefisty, teraz wreszcie dostała mu się stosowna działka. Tylko że on jest z tych wuefistów upierdliwych, którzy zamiast pozwolić chłopakom grać w gałę na każdej lekcji, każą ćwiczyć układy gimnastyczne do akademii na cześć i ku chwale. Tak czy owak,
Kicz tytaniczny
Stanął papież na dziedzińcu, a zanim oficjalnie go odsłonięto, stał się najpopularniejszą instalacją w historii polskiej sztuki współczesnej. Jednemu nie sposób zaprzeczyć – w kategorii memogeniczności „Zatrute źródło” Jerzego Kaliny okazuje się dziełem niedoścignionym. Jeśli potraktować to dzieło jako pretekst kultury, który dopełniają wszelkiego rodzaju od-kształcenia, reinterpretacje i przeróbki, słowem: jeśliby artysta ogłosił, że erupcja memów była przez niego przewidziana i stanowi integralną część dzieła, należałoby tę rzeźbę uznać za przemyślną i ważką wypowiedź. Cień
Zjednoczone stany lękowe
Nie trzeba już nawet czytać książek, żeby być au courant z literaturą współczesną – dość zawiesić oko na facebookowych inbach literatów. Jako człowiek niepoprawnie XX-wieczny nie mogę się nadziwić Jackowi Dehnelowi, że mimo znajdowania upodobań estetycznych w starociach, odzieżowej ostentacji (cylinder, laska, mucha, surdut), a także charakterystycznej dystynkcji prozatorskiej frazy, które wskazywałyby na próby droczenia się z czasem, zarazem pozostaje nadaktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych. Ja staroświecko wierzę, że pisarzowi nie uchodzi nadmiernie się pospolitować
Na tropie zachwytu
Podobno najbardziej charakterystycznym objawem COVID-19 jest blokada powonienia i smaku. Zatem: od tej zarazy ludzie tracą zmysły także w sensie ścisłym, jak by powiedział Jerzy Pilch – nawiasem mówiąc, jego pogrzeb okazał się bombą biologiczną w środowisku literackim, Pilch sprawił pośmiertnie, że wśród pisarzy błyskawicznie zniknęli wszyscy niedowiarkowie, nazywani gdzieniegdzie „koronasceptykami”. Zapewne ten test nie został jeszcze poddany ostatecznej weryfikacji, ale daje może i zwodne, lecz komfortowe ukojenie wszystkim zasmarkanym, pokasłującym
Odumarli
Wujec, Walicki, Janion, co tydzień jakieś mowy pogrzebowe, straty niepowetowane; późnym latem zebrało się na umieranie postaciom wielkich umysłów i zasług, Polska je traci i jakby sama się traciła, bo teraz ludzie umierają bardziej – zostawiają nas samych w państwie kaczystowskim. Obok smutku pojawia się rodzaj rozżalenia, że „wiedzieli, kiedy się zawinąć”, odumarli nas, ich śmierć wpisuje się w tak ponury pejzaż polityczny i społeczny, że jest podświadomie poczytywana za rodzaj ucieczki, emigracji
Smutek wyprowadzacza psów
Powiem panu, że teraz to ja najbardziej nienawidzę tej, k… kultury. Takie wyznanie o bladym świcie szarawy człowiek z osobistą jamniczką na skwerku poczynił wobec mojego kumpla; pogawędkę chciał tylko uciąć, a uciął boleśnie w samo sedno. Kumpel, artysta prekariusz, ostatnio jest na utrzymaniu psów, które bierze pod opiekę na czas kanikuły właścicieli. Piesek to icebreaker co się zowie, small talk wyprowadzaczy to jest socjologiczny fenomen, wszelkie waśnie plemienne są wzięte w nawias trawniczka i okolic, ludzie z psami na smyczkach
Historia bez zapitki
Z właściwą sobie opieszałością – trzy lata po premierze – odkryłem właśnie istnienie programu rozrywkowego „Drunk History”, w polskiej wersji opatrzonego uściśleniem „Pół litra historii”, i znalazłem w nim uciechę. Jako telewizyjny analfabeta żyję na co dzień w błogiej niewiedzy, choć okazuje się, że czasem i wiedza może przysporzyć radości. Tym, którzy jak ja należą do klubu dobrowolnie wykluczonych i telewizora używali ostatnio jeszcze za czasów wypukłych ekranów, wytłumaczę, a tym, którzy są na bieżąco, przypomnę, że chodzi o nadzwyczaj nietypowy
Imitatorzy głosu
Za sprawą wyśmienitych germanistów Thomas Bernhard przez kilka dekad zdążył się zadomowić w polszczyźnie, a dzięki Krystianowi Lupie także w naszym teatrze jako czołowy nestbeschmutzer literatur europejskich XX w. – jest mile czytany zwłaszcza tam, gdzie brunatnieją nacjonalizmy. Był pisarzem obsesyjnym, przeto i kompulsywnie płodnym, wydawało się zatem nam wszystkim, jego fanom, że choć autor zmarł przed ponad 30 laty, jego dorobek pozostanie dla tłumaczy źródłem niewyczerpanym. Tymczasem
Repolonizacja dusz
Tuż po ogłoszeniu przez Państwową Komisję Wyborczą reelekcji Andrzeja Dudy pisarka Manuela Gretkowska wystawiła dom na sprzedaż; w pełni ją rozumiem, trzymam kciuki za konsekwencję, a nawet nieco zazdroszczę. Dla wielu ludzi wygrana Dudy jest przekroczeniem granicy beznadziei, nie zamierzają czekać przynajmniej trzy lata na kolejną szansę wyborczą, zwłaszcza że nawet jeśli zostanie wykorzystana i pozwoli odsunąć PiS od władzy, nie poskromi nienawistnego podziału narodu. Ten kraj jest i pozostanie pęknięty na pół, jedynym polubownym








