Badania za 800 milionów dolarów

RECEPTA NA ZDROWIE

Chcielibyśmy odkryć cudowny lek na raka sutka – mówi Paweł Żelewski, dyrektor polskiego oddziału Novartisu

– W kodeksie etyki lekarskiej znalazł się cały nowy rozdział o kontaktach lekarzy z firmami farmaceutycznymi takimi jak Novartis. Jak pan ocenia te związki?
– Uważam, że rola przedstawicieli medycznych firm w życiu lekarzy jest duża. W Polsce z budżetu państwa wydaje się niewiele pieniędzy na ich dokształcanie. W tej sytuacji znacząca część wiedzy na temat nowych leków i sposobu leczenia pochodzi z firm farmaceutycznych. Ograniczanie kontaktów byłoby i przeciwko lekarzom, i przeciwko pacjentom. Natomiast inną sprawą jest fakt, że ten kontakt powinien być przejrzysty i oparty na bazie merytorycznej. W mojej firmie poza przestrzeganiem prawa farmaceutycznego obowiązuje też wewnętrzny kodeks etyczny, ostrzejszy nawet od polskiego prawa.
– Wiem, że chcecie pomagać młodym naukowcom. Rozumiem, że planujecie zaangażowanie ich w kosztowne badania.
– Dobrze. Porozmawiajmy najpierw o pieniądzach. Rocznie na badania nad nowymi lekami wydajemy blisko 3 mld dol. Nasze centrum badawczo-rozwojowe mieści się w Bazylei, gdzie pracują tysiące naukowców. 60% wspomnianej kwoty jest wydawane wewnątrz firmy, a pozostała część na zlecane programy badawcze. I kolejna cyfra – koszt opracowania jednego preparatu, są to dane niezależnych analityków, wynosi 800 mln dol. Jesteśmy realistami, wiemy, czego przy takich kosztach potrzeba polskiej nauce – otwarcia drzwi do największych centrów badawczych. I to właśnie chcemy zrobić. Rozpisaliśmy konkurs dla młodych naukowców, chemików, biologów. Zaplanowaliśmy ufundowanie dziewięciomiesięcznych stypendiów, tak żeby młodzi naukowcy po powrocie do Polski mieli możliwość ściągnięcia tu nowych programów badawczych.
– Co wyróżnia firmę w Polsce? O czym mógłby pan powiedzieć jako o znaku firmowym?
– Jesteśmy dumni ze wspomnianej pomocy polskim naukowcom, współdziałamy także w badaniach, które mają pomóc w taniej, szybkiej diagnozie najtrudniejszych chorób – w onkologii, także w diagnozowaniu astmy. Tu współpracujemy z PCK, robimy przeglądy w szkołach, tam gdzie dzieci nie mają dostępu do specjalistów. Jednak to nas nie wyróżnia. Natomiast mało kto chciałby dać polskiej nauce nie tylko rybę, ale i wędkę. My chcemy włączyć ją w światowy obieg, nauczyć łowić i ofiarować sprzęt, Dobrze byłoby, gdyby inne firmy chciały nas naśladować.
– Jaka jest pozycja Novartisu? Gdzie inwestujecie, a więc co niezwykle ważne, choć trochę zmniejszacie bezrobocie?
– Pod względem całości i wielkości sprzedaży jesteśmy drugą firmą w Polsce, ale pod względem zatrudnienia chyba pierwszą. Przecież w skład koncernu Novartis wchodzi nie tylko firma farmaceutyczna, jego własnością jest także firma Lek Polska, która buduje nową fabrykę w Strykowie pod Łodzią. Będzie to imponująca inwestycja, da pracę ok. 300 osobom. A do niedawna było tam pole. Do nas należy także firma Alima Gerber. Może ten zakład nie zwiększa zatrudnienia, ale rozwija się i na pewno poradzi sobie po wejściu Polski do UE. W tej chwili trwają ostatnie prace nad przeniesieniem do Polski produkcji preparatu lafuradil. Podejmowana jest decyzja, czy zrobimy to we własnym zakresie, czy we współpracy z którąś z lokalnych, najważniejszych firm farmaceutycznych.
Po raz pierwszy w historii firmy cały zarząd oddziału jest polski, w tej sytuacji chcemy wdrażać jak najwięcej inwestycji. Zależy nam na partnerstwie z polskimi przedsiębiorstwami, włączamy się także w akcje charytatywne. Założyliśmy też Fundację Wspierania Polskiej Nauki i Medycyny. Jednym z jej priorytetów jest problem starości i choć wiem, że go nie rozwiążemy, to chcemy pomóc w szybkiej diagnostyce np. choroby Alzheimera. Nawiązaliśmy współpracę z księdzem Nowakiem, który w ramach kursów na temat HIV i AIDS przeszkoli w tym roku dodatkowo około tysiąca lekarzy w zakresie wczesnej diagnostyki otępień. To kropla w morzu potrzeb, ale zawsze będziemy się starać dołożyć swoją cegiełkę.
– Kto dzisiaj ma największe szanse na produkcję nowego preparatu?
– 99% nowych leków pochodzi z laboratoriów największych firm farmaceutycznych. Tylko 1% powstaje na uniwersytetach. Już dziś trzeba myśleć, co będzie najgroźniejsze za 10 lat, i na to przeznaczyć fundusze. Najpierw trzeba przebadać setki tysięcy substancji, potem trzeba je badać w próbówkach, potem na zwierzętach. Badania na ludziach odbywają się w ściśle kontrolowanych szpitalach, tylko na ochotnikach. I tu dobra wiadomość – te badania, które my nazywamy trzecią fazą, gdy lek jest już sprawdzony jako bezpieczny, rokuje, że jest skuteczny, są przeprowadzane także w Polsce. W zeszłym roku w polskie badania zainwestowaliśmy 5 mln zł.
– Jest w nas wielkie oczekiwanie na przełom, na nowe leki. A jaka jest rzeczywistość?
– Dramatycznie spada na świecie liczba rejestrowanych preparatów. Koszt jest olbrzymi, czas poszukiwań to około 10 lat, a lek musi być lepszy, nowy, działający skutecznie. Inaczej nikt go nie zechce. Osiągnięcie tych trzech celów stało się dziś tak ryzykowne, że wiele firm rezygnuje. I tak w 2001 r. zarejestrowano około 20 nowatorskich preparatów farmakologicznych, które pochodzą z wielkich innowacyjnych firm. W zeszłym roku na badania nad nowymi cząsteczkami wydano 35 mld zł. To jest 35 lat sprzedaży wszystkich leków w Polsce. Taka jest skala porównawcza.
– Jakie są zaskoczenia i marzenia w badaniach nad nowymi lekami?
– W naszej firmie przykładem może być glivec, korzystała z niego niewielka grupa pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową. Teraz jego zastosowanie jest o wiele szersze, ma też niewiele działań niepożądanych. A marzenia? Chcielibyśmy odkryć cudowny lek na raka sutka.

Wydanie: 40/2003

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy