Ballada hotelowa

Ballada hotelowa

Ze spaniem problemy już na etapie poduszki, która bywa „dramatyczna”. Zdarzają się „twarde kloce z gąbki”. Bywają poduszki „sztuczne” – „Czułam się, jakbym spała na piłce plażowej”. „Poduszka. Złożyłem ją na cztery i dopiero poczułem, że mam coś pod głową”; „Poduszki gniecione, niewygodne. Będzie z nich większy pożytek w schronisku dla zwierząt”; „Niestety, tylko jedna poduszka, a pokój dwuosobowy”; „Poduszka za duża w stosunku do długości łóżka, przez co nie mieściłem się, a mam 178 cm, czyli standardowo”.

Po problemie poduszek przesuwamy się w rejony materaca. A tu: „materace totalnie wyeksploatowane”; „za miękkie i uciekające”; „Wystające sprężyny, obudziłem się cały obolały”; „Materace tak wgniecione, że samoistnie układały się w literę U”. Czasem odwrotnie: „Twardość materaców dobrze dobrana”. Materace bywają też niekorzystnie pozycjonowane: „W pojedynczym łóżku są dwa materace i to za wąskie, więc spałam w dziurze”.

Na śmieci zostawione przez poprzedników nikt zasadniczo się nie boczy. Ale bywają wyjątki. „Koło łóżka zastaliśmy puste opakowanie po prezerwatywie!”. I dalej: „Opakowanie po prezerwatywach w ubikacji (naprawdę nie chciałam wiedzieć, co robili w tym pokoju poprzednicy!)”; „W szafce pozostawione puste (niestety) butelki po wódce”.

Telewizor w pokoju jest standardem, ale standardem są też problemy z telewizorem. Pomijamy tradycyjnie ubogą ofertę kanałów oraz to, że w miejscowościach przygranicznych więcej jest programów niemieckich, czeskich, a nawet ukraińskich, niż polskich. Ale: „obraz masakra, śnieg pada i pada”; „Telewizor 14 cali tak zawieszony, że widać go tylko z jednego miejsca w pokoju”; „Tak ustawiony, że nie można było go oglądać z łóżka”; „Telewizor kilkucalowy, można go oglądać wyłącznie, stojąc przy oknie – bez sensu”; „Umieszczony tak, że można go oglądać, tylko stojąc”; „Telewizor schowany za filarem”; „Telewizor trzeba było co chwilę uderzać, żeby działał”. A przecież można inaczej: „Duży telewizor z możliwością obrotu, dzięki czemu nawet z WC można było go oglądać”.

Raz po raz występują problemy z zachowaniem intymności. Pół biedy, jeżeli „kawałki ceraty pociętej nierówno nożem zamiast firanek na oknach”. Bo czytamy też: „Zasłon było zbyt mało, aby zasłonić choćby połowę okna. Dodam, że ciąg okien miał ok. 8 m długości (coś w rodzaju wykusza), a pokój znajdował się na pierwszym piętrze przy deptaku, więc wieczorem, po zapaleniu światła cała ulica mogła się przyglądać, co się dzieje w pokoju”. Czasem w ogóle nie przewidziano zasłon: „Okna nie można zasłonić, a wychodzi na przystanek autobusowy, więc zero prywatności”.

W łazience pleśń i zatkany odpływ to standard. Ale zdarzają się i ciekawsze rzeczy: „Sedes tak ustawiony, że trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby usiąść”; „Papier toaletowy wisi na przeciwległej ścianie, więc nie jest w zasięgu ręki”; „WC znajduje się praktycznie pod umywalką, więc załatwianie swoich potrzeb tak sobie wygodne”. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: „Po usadowieniu się na sedesie broda spoczywa na zlewie – ale to dobre po suto zakrapianej imprezie”.

Czy w tej sytuacji można się dziwić opinii: „Pokój bez żadnej kultury wnętrza”?

Strony: 1 2 3

Wydanie: 26/2016

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 4 lipca, 2016, 09:34

    Przed sezonem warto zrobić rekonesans stanu pokoi hotelowych – zarządca jeśli nie potrafi uporać się z problemami to niech zamknie biznes lub skorzysta z jakiś usług/porad , zarządzanie obniektem to nisza – niektorzy z tego juz potrafią skorzystać http://www.propertynews.pl/hotele/hotele-na-celowniku-ambitny-plan-nieruchomosciowego-potentata,46830.html

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy