Bardzo wielki apetyt

Bardzo wielki apetyt

Spekulacje o zbliżającej się rekonstrukcji rządu i o tym, że nadchodzi koniec „misji” ministra Waszczykowskiego, odsunęły na dalszy plan informacje o wojnie o kadry MSZ.

W tej wojnie jest pat – bo nie wiadomo, kto MSZ weźmie, i jak trzeba będzie kroić w nim wpływy. Kto co dostanie.

Na razie wpływami podzielili się Antoni Macierewicz i Mariusz Kamiński. Szef MON z szefem służb specjalnych. Jak za dawnych lat…

Szefową Biura ds. Osobowych w ministerstwie jest od niedawna Izabella Wołłejko-Chwastowicz. Przyszła do MSZ w czasach, gdy kadry nadzorował Andrzej Papierz, na stanowisko jego zastępcy. Było to w roku 2007. Sam Papierz to znajomy „od zawsze” Mariusza Kamińskiego. W PRL był w NZS, potem w UOP, zakładał Ligę Republikańską, szefował Centrum Informacyjnemu Rządu. W kolejnych latach był ambasadorem w Bułgarii, pracował w Afganistanie jako doradca polskich dowódców, teraz jest konsulem w Stambule.

W swojej karierze walczył z komuną, choć ona krzywdy mu nie robiła.

Pani Wołłejko już na tę wojnę nie zdążyła, ale POstkomuna też obchodziła się z nią łagodnie, wysyłając na placówkę do Pragi. Skąd wróciła do centrali, a potem objęła stanowisko wicedyrektora Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej.

Żeby była równowaga, jej zastępcą jest Antoni Wręga, człowiek Macierewicza. To działacz antypeerelowskiej opozycji, internowany w stanie wojennym, w latach 1983-1991 mieszkający w USA. Po powrocie stamtąd wylądował w MSZ, gdzie zajmował drugoplanowe stanowiska. Pisząc przy tym książki, np. o związkach wywiadu PRL z zamachem na Kennedy’ego. W czasach „dobrej zmiany” zdążył zainkasować 20 tys. zł od MON za doradztwo w przygotowaniu szczytu NATO. A teraz ma pod swoją pieczą teczki personalne w MSZ.

Powiedzmy więc sobie otwarcie – sprawy kadrowe w MSZ są pod pełną kontrolą, mrówka się nie uchowa.

A słuchając posłów PiS, no i Jarosława Kaczyńskiego, można odnieść wrażenie, że to wciąż siedlisko komuny. O co więc chodzi?

Posłowie PiS, na czele z Małgorzatą Gosiewską, opracowali nawet projekt ustawy, który zakładał, że przy szefie MSZ powstanie Rada Służby Zagranicznej. Teoretycznie miało to być ciało doradczo-opiniujące, a w praktyce komisja składająca się z posłów (chyba nikt nie wątpi, że z posłów partii rządzącej), mająca uprawnienia do nadzorowania decyzji kadrowych ministra. Ustawę oprotestował Waszczykowski, pisząc list do szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, za co Gosiewska go wyśmiała.

Oto więc do walki o kontrolę nad kadrami MSZ włączyła się trzecia siła. A pewnie jeszcze inne stoją w kolejce i przebierają nogami.

Jak widać, placówki zagraniczne, opowieści o przyjęciach, spotkaniach z Polonią itd., rozpalają pisowskie głowy. Oraz utrwalają przekonanie, że to praca lekka, przyjemna i niewymagająca większych kwalifikacji. Plus dobrze płatna. Takie to jest wyobrażenie prostaczka.

Głupio wieszczyć nadchodzące plagi, ale coś nam się wydaje, że wewnątrzpisowskiego napięcia, żeby dorwać się do tych fruktów, żadne bariery nie zatrzymają. Żadne okopy.

Triumf Pankracego coraz bliższy.

Wydanie: 48/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy