Beata do Trójkąta nie pasuje

Beata do Trójkąta nie pasuje

Jakoś ucichły w pisowskich mediach wezwania do dawania odporu Unii Europejskiej i do boksowania się z Niemcami i z Francją. Może dlatego, że przychodzi czas płacenia rachunków?

Polska przegrała właśnie batalię o zmianę dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych. Rada Unii Europejskiej przy udziale ministrów pracy przegłosowała zmianę dyrektywy.

Wyszło tak, jak chcieli Francuzi. Przeciw zmianie były jedynie Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Po raz kolejny okazało się więc, że Grupa Wyszehradzka to bardziej konstrukcja literacka niż realny byt i że jesteśmy w Europie na marginesie.

Na otarcie łez Unia (takie tam są zwyczaje, że nie upokarza się przegranych) dała dyrektywie czteroletni okres przejściowy, a okres delegowania wydłużyła z 12 miesięcy do 18.

Tyle.

Podczas negocjacji Polska walczyła przede wszystkim o zablokowanie zmian dotyczących transportu. I tu klapa. Rada UE zadecydowała, że techniczne szczegóły dotyczące transportu znajdą się w innych dyrektywach. Czyli sprawa została przełożona. Na co premier Beata Szydło (z niewiedzy, ale chyba raczej z potrzeby pudrowania rzeczywistości) oświadczyła z dumą, że chcieliśmy wyłączenia transportu z dyrektywy i to osiągnęliśmy.

To są takie same przechwałki jak te dotyczące Trójkąta Weimarskiego. Ta struktura, jedyna, która milcząco uznawała Polskę za lidera Europy Środkowej, jest w agonii. Po awanturze dotyczącej caracali odwołany został szczyt Hollande-Merkel-Duda, odwołane też zostało spotkanie ministrów ds. europejskich. Była próba zorganizowania latem spotkania na szczycie, ale nic z tego nie wyszło. Za to prezydent Macron zdążył skrytykować Polskę za samoizolację.

Sukcesem naszej dyplomacji w strukturze Trójkąta Weimarskiego będą więc organizowane 14 listopada konsultacje na szczeblu dyrektorów departamentów MSZ służące omówieniu najważniejszych kwestii przed szczytem Partnerstwa Wschodniego. Dodajmy, że w tym czasie kwitnie współpraca Berlin-Paryż i składane są wzajemne wizyty. I że Polacy zdążyli się poskarżyć Niemcom, że Francja nie chce współpracować w ramach Trójkąta. Na co usłyszeli odpowiedź, że Berlin jest gotów na spotkania, ale wpierw Warszawa musi unormować swoje stosunki z Paryżem.

I co dalej? Realia są takie, że i Francja, i Niemcy w ograniczonym zakresie są gotowe współpracować z Polską w ramach Partnerstwa Wschodniego. Ale na razie takie koncepcje jak wspólne wizyty trzech ministrów spraw zagranicznych są milcząco odrzucane. Choć szefowie MSZ Francji i Niemiec byli już dwukrotnie razem w Kijowie.

Idea konsultacji przed posiedzeniami Rady Europejskiej, ustalanie wspólnego stanowiska przed ważnymi unijnymi wydarzeniami też jest tylko marzeniem Warszawy. A przecież czekają nas za parę miesięcy kluczowe negocjacje dotyczące nowej perspektywy budżetowej Unii, z uwzględnieniem wspólnej polityki rolnej i funduszu spójności.

Coraz bardziej wszystko zmierza ku temu, że nawet jeśli będą negocjacje, to poza nami. Nas się doprosi i poinformuje o rezultatach.

Wydanie: 45/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy