Bejrutszima

Bejrutszima

Jeszcze przed wybuchem w porcie Libanowi groziła klęska głodu

We wtorkowe popołudnie cały świat obiegły dramatyczne nagrania z Bejrutu, na których widać eksplozję przypominającą wybuch bomby jądrowej. Od początku było wiadomo, że doszło do potężnej katastrofy, lecz skali zniszczeń jeszcze nie znano. Kolejne doniesienia międzynarodowych agencji prasowych i libańskich instytucji ukazywały prawdziwy obraz tragedii. W mediach społecznościowych katastrofę nazwano Bejrutszimą. Eksplozja magazynu portowego nr 12 ujawniła jednak znacznie głębsze problemy, z którymi od lat boryka się Liban.

Liczba ofiar eksplozji przekroczyła już 150, ponad 5 tys. osób zostało rannych. Wybuch w porcie znajdującym się niemal w centrum stolicy był tak potężny, że wywołał trzęsienie ziemi o sile 3,5 st. w skali Richtera, odczuwalne na oddalonym o 240 km Cyprze. Budynki portowe i te w najbliższej okolicy zostały dosłownie zrównane z ziemią. Dach nad głową straciło ok. 300 tys. osób. Część domów od razu się zawaliła, inne są niedostępne, dopóki służby nie upewnią się, że ich konstrukcja jest stabilna.

W Bejrucie ogłoszono dwutygodniowy stan wyjątkowy, bezpieczeństwa w mieście będzie pilnowało wojsko. Władze zapowiedziały, że nie spoczną, póki winni nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Oskarżenia kierowane są w stronę celników i zarządcy portu. CNN ujawniła, że już w 2013 r. do bejruckiego portu zawinął rosyjski statek z ładunkiem 2750 ton azotanu amonu. Jednostka miała płynąć do Mozambiku, ale ze względu na kłopoty finansowe armatora utknęła w Libanie. Choć libańskie władze nie potwierdziły jednoznacznie, że właśnie z tego statku pochodziła substancja, która wybuchła, premier Hassan Diab przyznał, że do eksplozji doszło w magazynie, w którym od lat składowano azotan amonu. Zdaniem premiera w ogóle nie przestrzegano tam zasad bezpieczeństwa.

Jednak zaniedbania, o których mówi Hassan Diab, nie wzięły się z niczego. Kraj pogrążony jest w zasadzie w permanentnym kryzysie. W raporcie Transparency International z października 2019 r. ujawniono, że korupcja sięga niemal wszystkich dziedzin życia – ponad 40% osób korzystających z usług publicznych musiało w ciągu poprzedniego roku wręczyć łapówkę urzędnikom. PKB był rekordowo niski, a jednocześnie stale rósł dług państwa.

Aby poprawić sytuację, rząd byłego premiera Sada al-Haririego zaproponował program ratunkowy, który zakładał obcięcie wydatków publicznych i wprowadzenie nowych podatków. Zwiększonemu opodatkowaniu podlegać miały paliwa, tytoń, a także komunikatory internetowe korzystające z protokołu VoIP, czyli tzw. telefonia internetowa. Doprowadziło to do wybuchu protestów, które szybko przerodziły się w demonstracje przeciw całemu libańskiemu systemowi. Rząd wycofał się z proponowanych rozwiązań, ale nie uspokoiło to obywateli, którzy domagali się m.in. uporania się z korupcją i wysokim bezrobociem oraz stawianiem interesu własnej grupy religijnej lub społecznej ponad interesem kraju. W grudniu al-Hariri złożył rezygnację i wezwał prezydenta Michela Aouna do wyznaczenia nowej osoby na to stanowisko.

Protesty przycichły po wybuchu pandemii COVID-19, zwłaszcza że na początku marca premier Diab oznajmił, że kraj jest zbyt zadłużony, by zadbać o chorujących obywateli. W połowie marca rząd wprowadził stan wyjątkowy, co niemal całkowicie zatrzymało gospodarkę. W efekcie znacząco wzrosły ceny żywności i innych towarów pierwszej potrzeby. Jeszcze przed wybuchem w porcie Libanowi groziła klęska głodu. Często nawet sklepy nie mogły nabyć produktów spożywczych. Minister gospodarki w lipcu ostrzegał, że do końca roku ponad połowa Libańczyków może już żyć w skrajnym ubóstwie. Dzisiaj wydaje się to nawet bardziej prawdopodobne, gdyż kraj importował aż 80% zboża, a w bejruckim porcie w gruzach legł główny silos zbożowy. Dopóki nie uda się odbudować portu i stworzyć nowych możliwości produkowania żywności, Liban będzie uzależniony od zagranicznej pomocy humanitarnej. Najprawdopodobniej jednak sytuacja szybko się nie poprawi.

Fot. STR/AFP/East News

Wydanie: 33/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy