Bez sentymentu

Bez sentymentu

Właściciel Galerii Centrum, Vistula&Wólczanka, pozbył się kolekcji Barbary Hoff

Jej nazwisko to kawał historii polskiej mody. Nie byłoby trumniaków, czerwonych sukien, falbanek, mini po pępek i wybijanych szyb przy nadejściu nowej kolekcji. Nie byłoby szaleństwa zakupów w ówczesnych Domach Towarowych Centrum. Dziewczyny nie podcinałyby, nie skracały, wydłużały, farbowały i nie piszczałyby z zachwytu na widok kolorowego sztruksu. Nawet cudzoziemcy nie mówiliby, że Warszawa jest ładnie ubrana, gdyby nie ciuchy Barbary Hoff.
– Wtedy moje wyjazdy do Warszawy, na Biennale Plakatu, na wystawy w Zachęcie, no i przede wszystkim do teatru, połączone były z zakupami w domach Centrum – wspomina Ewa Strebejko-Hryniewicz, scenograf i projektantka wnętrz. – To były zakupy u niej. Moja garderoba była złożona głównie z tego, co kupowała mi moja zagraniczna rodzina, co sama kupowałam w Paryżu, we Francji i jeżdżąc po Europie i z tego, co kupiłam u Barbary Hoff. Nie było się czego wstydzić.

Styl, smak, cena

W wywiadach Barbara Hoff zawsze podkreślała, że nie jest projektantką, ale dyktatorem mody. I była. Nie tylko poprzez ubrania w butikach Domów Centrum, ich styl i dobry smak, ale również przez kreowanie kultowych w tamtych czasach wzorców w artykułach poświęconych modzie. Wiało Paryżem, stolicą ówczesnej mody. Nawet po zmianie sytemu politycznego i przekształceniach własnościowych. Gdy Domy Towarowe Centrum stały się Galerią Centrum, Barbara Hoff, jak przystało na damę, wciąż miała w nich swój butik. Bez kolejek fanek, ale każda kolekcja „schodziła”. Dziś Hofflandu już nie ma.
– Projektowanie modnych ciuchów dla zwykłych ludzi było jak pokazywanie światełka w tunelu. Ta moja moda to było wpuszczenie świeżego powietrza z Europy – podkreśla.
Znana projektantka, Ewa Minge, nie ukrywa, że Barbara Hoff wywarła duży wpływ na jej życie zawodowe. – M.in. dzięki niej osiągnęłam to, co mam – twierdzi.
Jednak już piosenkarka Reni Jusis, której strojów nie sposób nie zauważyć – zawsze na topie, a nawet z lekkim szaleństwem, o cal do przodu – Hofflandu nie zna.
– Czas w modzie gna szybciej niż w innych sztukach – uważają Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski, projektanci nagrodzeni m.in. Złotą Nitką na Międzynarodowych Targach Łódzkich przez Stowarzyszenie Promowania Młodych Europejskich Talentów i tytułem najlepszego polskiego projektanta roku 2004 przyznawanym przez miesięcznik „Elle”.
– W czasie, gdy zaczynaliśmy studia na kierunku projektowania mody w Łodzi, moda bardzo mocno zaczęła się zmieniać – podkreślają. – Zaczęły pojawiać się marki zagraniczne kierujące swoje kolekcje do młodych odbiorców, czyli osób takich jak my. Niestety, Hoffland jako polska marka z tradycjami zginęła między natłokiem coraz to nowych zagranicznych koncernów odzieżowych, takich jak Zara, H&M, Mango czy C&A.

Za plecami

Przed szerokim otwarciem rynku mody, w ciasnej i szarej przestrzeni wprowadzała Barbara Hoff fantazję, rozmach i kolor. Później – do dziś – to, co proponowała, dalekie było od tandety, pretensjonalności, bezguścia i wtórności oraz bezmyślnego kopiowania za wszelką cenę. I trendy, bo Barbara Hoff nie opuszczała spotkań w Paryżu. Gdy więc pojawiła się informacja, iż Galeria Centrum ma już innego właściciela – wszyscy powtarzali, że „kto jak kto, ale Hoff może być spokojna o swoją przyszłość. Tradycja, marka to wartości, które wnosi w posagu i których nikt się nie pozbędzie”.
Barbara Hoff nie chce rozmawiać o tym, co się teraz zdarzyło. Opowiadać, jak zadzwoniła jedna z pracownic z takim tonem głosu, iż Barbara Hoff przeraziła się: ktoś nie żyje. A to była informacja o tym, że właśnie – za plecami projektantki – wręczane są wypowiedzenia jej pracownicom. Nie chce opowiadać. I nie dlatego że ktoś podjął decyzję, iż Hofflandu już nie będzie. Ale ze względu na brak osobistej kultury. Kogo? Nawet trudno powiedzieć. Nowi właściciele Galerii nie znaleźli czasu, by z projektantką się spotkać. Ich przedstawiciele nie powiedzieli: – Dziękujemy, ale… Nie widzieli nawet butiku. Rozmawiali z Barbarą Hoff w jej biurze. Chyba nawet nie wiedzieli, że kiedyś dla Vistuli Barbara Hoff zaprojektowała elegancki męski garnitur. Sprzedawał się jak świeże bułeczki. Mieli z nią zejść na piętro do Galerii, obejrzeć. Zabrakło czasu. Były dyrektor Galerii, Anglik, zawsze podkreślał, że Hoffland to marka, to legenda. I składał gratulacje. Za każdą kolekcję szytą wedle najnowszych trendów, ale po przystępnych cenach. Rezygnując z pracy w Polsce, powiedział do niej: – Uciekaj! Dokąd miała niby uciec? I dlaczego?

Kasa, kasa, kasa

Galeria Centrum od połowy ubiegłego roku należy do firmy Vistula&Wólczanka SA. Jej szefem został Rafał Bauer. Jak donosił w listopadzie 2004 r. „CEO. Magazyn Kadry Zarządzającej”: „Prezes z zasady nie poświęca żadnej firmie więcej niż pięć lat i uważa, że kadencja prezesa powinna właśnie tyle trwać. – Pięciolatka to okres, w którym się trafi albo na dołek, albo na górkę koniunktury. Po pięciu latach trzeba zacząć poprawiać samego siebie, a to zazwyczaj nie wychodzi – mówił w wywiadzie”.
Dziś na pytanie, co zamiast Hoff, odpowiada enigmatycznie: – Każdy posiadacz marki śni zapewne o jej potędze. W jakimś stopniu dotyczy to więc również nas, ale zakładam, iż nasze pragnienia w tym względzie są co najwyżej dodatkowym motywatorem do pracy, a nie celem samym w sobie.
Znacznie wcześniej serwisy biznesowe internetu doniosły, że jeszcze w tym roku firma zamierza kupić kolejną spółkę. Nie podano jednak którą. Prezes jest bardzo skromny, bo sny o potędze kreśli twardą ręką na ziemi. Gdy rozpoczął zarządzanie Wólczanką, jedną z jego pierwszych decyzji było zamknięcie firmowej szwalni szyjącej odzież damską. Rentowna część produkcji wykonywanej dotychczas w Łodzi została przeniesiona do innych zakładów spółki. „Przyczyny były czysto ekonomiczne. W ostatnich pięciu latach zakład łódzki miał wynik ujemny”, twierdził w wywiadach. Zwolniono ponad 70 osób. „Zwolnienia nigdy nie są łatwymi decyzjami, ale po to się wymienia prezesów, żeby podejmowali decyzje trudne”, komentował wówczas.
Na pytanie, jakie są przyczyny zamknięcia Hofflandu, też pada krótka odpowiedź:
– Podwaliny tej decyzji są jak zwykle prozaiczne: rentowność. Hoffland wedle mojej wiedzy był programem, który nie pokrywał własnych kosztów. Galeria od dawna rozwija inne marki własne. Zakładamy, że wspólnie uda nam się stworzyć ciekawą ofertę dla klientek. Obecnie jesteśmy na finiszu prac związanych z uruchomieniem nowego formatu sklepu.
Dla prezesa wynik ekonomiczny jest ważki. Według informacji Domu Maklerskiego WBK z 26 stycznia br., Vistula&Wólczanka jeszcze w tym roku przejmie kolejną firmę i zacznie intensywną ekspansję zagraniczną. Po drodze do celu strategicznego bywa różnie. Zwłaszcza że nazwisku Barbary Hoff nigdy nie towarzyszyła wielka kampania reklamowa. Tylko zwyczajnie kochały ją zwykłe Polki, te, które jeżdżą tramwajem i autobusem.
Projektantów z duetu Paprocki&Brzozowski nie dziwi decyzja nowego właściciela. Ale jednocześnie dodają, iż marka Hoffland z pewnością miała znaczący wpływ na modę polską. – W obecnych czasach, kiedy pieniądz dyktuje warunki naszego funkcjonowania, taka sytuacja jest do przyjęcia – mówią. – Tak samo dzieje się na Zachodzie, kiedy to zamykane są domy mody z potężną tradycją, chociażby takie jak Rochas czy Helmut Lang, które jednak nie przynosiły zysków.
Zmierzch pewnej epoki? Może. Jednak nie z sentymentu wielkie domy mody, „wchłaniając” mniejsze, pozostawiają ich nazwę lub czynią z nich markę luksusową, pojedynczych egzemplarzy. Bo bywa, że nazwisko projektanta, tradycja i miejsce w świadomości społecznej jest niewymierne, ale cenniejsze niż kreowanie nowego. A robi się dodatkowo smutno, że rozwiązanie umowy z takim kreatorem mody jak Barbara Hoff było tak bardzo pozbawione klasy.
Na stoisku Hofflandu w Galerii Centrum trwa wyprzedaż pojedynczych wzorów z kolekcji, której szycie przerwano. Zostaną tam marki, które można spotkać w każdym wielkim centrum handlowym.

 

Wydanie: 21/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy