Kaczyński w objęciach Rydzyka

Kaczyński w objęciach Rydzyka

PiS grozi, że nie ratyfikuje traktatu lizbońskiego. Partyjne kłopoty są ważniejsze niż żywotne interesy Rzeczypospolitej

Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Jarosław Kaczyński wszczynał kolejne wojny i awantury, wiało grozą. Dziś, gdy PiS grozi, że nie ratyfikuje traktatu lizbońskiego, i politycy innych partii, i publicyści, patrzą na Kaczyńskiego z politowaniem. Gra jest czytelna – prezes PiS nie walczy już o coś szczególnego, tylko o to, by nie rozpadła mu się partia. Choć de facto już mu się rozleciała, mamy w PiS dwuwładzę, drugim liderem jest ks. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja. Bo to Radio Maryja podjęło akcję zablokowania ratyfikacji traktatu, więc Kaczyński, mimo że początkowo był za ratyfikacją,

musiał zmienić front

i ogłosić, że jest przeciw. Czy uratuje tym ruchem swą partię? To wie tylko ks. Rydzyk. My wiemy natomiast, że prezes PiS znalazł się w szalenie trudnej sytuacji i że pole jego manewru, już dziś wąskie, z każdym dniem będzie malało.
A jeszcze kilkanaście dni temu nic nie wskazywało na to, by z powodu ratyfikacji traktatu lizbońskiego mogła wybuchnąć jakaś awantura. Przypomnijmy, traktat negocjował w Brukseli prezydent Lech Kaczyński, będąc cały czas w telefonicznym kontakcie z Jarosławem Kaczyńskim, który pozostał w Warszawie. Wtedy to obaj opowiadali, jaki to wielki sukces osiągnęli. „Polska wywalczyła wszystko to, co chciała”, mówił Lech Kaczyński.
Potem mieliśmy przegrane przez PiS wybory i ważny gest – by zagwarantować, że PiS będzie za ratyfikacją traktatu Donald Tusk zrezygnował z Karty praw podstawowych.
To wszystko okazało się niewystarczające. PiS przed głosowaniem ustawy ratyfikacyjnej ogłosiło, że będzie przeciw. Chyba że traktat zostanie obudowany ustawami, które proponuje PiS. By ustawa przeszła, by można było skierować traktat do prezydenta, by go ratyfikował, Sejm i Senat powinny przyjąć ją większością

dwóch trzecich głosów.

Bez PiS tej większości nie ma. Cóż takiego się stało, że niespodziewanie Jarosław Kaczyński uznał, że traktat, który wynegocjował, jest niebezpieczny dla Polski? Że – używając słów polityków PiS – przemieni Polskę w województwo Unii i trzeba tu gestu Rejtana?
Do gry wszedł ks. Rydzyk i Radio Maryja.
Na początku marca Sejm zadecydował, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego odbędzie się nie w drodze referendum, lecz przez parlament. Co więcej, decyzję tę poparł Jarosław Kaczyński i większość posłów PiS. Mimo że już wcześniej Radio Maryja domagało się referendum w tej sprawie. Decyzja o ratyfikacji podzieliła klub PiS. 55 posłów z tego ugrupowania głosowało za referendum, sprzeciwiając się decyzji kierownictwa. Ta grupa nie złożyła broni. Jedna z jej członkiń, posłanka Krystyna Grabicka, z anteny RM apelowała do słuchaczy: „Idźcie do biur posłów PiS, żeby głosowali za odrzuceniem traktatu. Im bardziej będziemy naciskać, tym większe szanse, że przynajmniej część się złamie”.
Apel okazał się skuteczny – Jarosław Kaczyński początkowo mówił, że podczas głosowania nad ustawą ratyfikacyjną w klubie PiS nie będzie dyscypliny partyjnej, potem zmienił zdanie i ogłosił, że dyscyplina będzie. I że stawia warunki.
Skąd wzięła się ta wolta? Światło na sprawę rzuca wywiad, jakiego Kaczyński udzielił portalowi partyjnemu PiS: „W PiS jest skrzydło, które myśli podobnie jak środowiska związane z o. Tadeuszem Rydzykiem. Rodzi się pytanie, czy z punktu widzenia ojca dyrektora istnienie tylko jednej partii po prawej stronie jest rzeczą akceptowalną. Pewne przygotowania do stworzenia nowej formacji mają miejsce. Czynnikami dynamizującymi mogą być stosunek do UE i wybory europejskie”.
W tym świetle wolta Kaczyńskiego wydaje się jasna – prezes PiS stanął przed wyborem, czy jest adwokatem Radia Maryja i w związku z tym będzie miał poparcie tego środowiska, czy też decyduje się na polityczny rozwód? Wybrał więc rolę adwokata.
Ale wiele wskazuje na to, że niewiele mu to pomoże. Jak informują media, decyzja o rozwodzie z PiS w otoczeniu ks. Rydzyka już zapadła. Jeżeli nawet jest to kaczka dziennikarska, to jedno jest niewątpliwe – 55 posłów PiS otwarcie zamanifestowało swą autonomiczną postawę. I nie tylko nie spotkał ich los Kazimierza Michała Ujazdowskiego czy Pawła Zalewskiego, ale prezes uwzględnił ich żądania. Mamy więc

w PiS dwóch liderów

– Kaczyńskiego i Rydzyka.
Jak długo? Póki obu liderom będzie się to opłacało. Tylko że czas w tym przypadku nie działa na korzyść Jarosława Kaczyńskiego. Drugie czytanie ustawy ratyfikacyjnej zostało przeniesione na wtorek, 18 marca. Do tego dnia Kaczyński ma czas. Na razie spróbował najprostszej gry – zaszantażował premiera, że nie poprze ratyfikacji, jeśli Sejm nie wprowadzi do ustawy zgłoszonych przez PiS zapisów. Które, możemy się domyślać, satysfakcjonują ks. Rydzyka. Platforma, PSL i LiD to żądanie odrzuciły. Teraz więc szef klubu PiS, Przemysław Gosiewski, opowiada, że PiS jest gotowe do rozmów. Tylko że nikt już nie chce z nim rozmawiać. A głosowanie zbliża się nieubłaganie. Jeśli ktoś nie rzuci Kaczyńskiemu koła ratunkowego, stanie on przed ciężkim dylematem. Przed groźbą podziału PiS. Odrzucenie ustawy ratyfikującej też niewiele mu daje – odbyłoby się wówczas referendum. A referendum na pierwszy plan wysunęłoby zdecydowanych przeciwników traktatu, polityków związanych z Radiem Maryja, odnalazłby się pewnie Giertych, a Kaczyński odgrywałby w nim śmieszną rolę – osoby krytykującej rozwiązanie, które sama wynegocjowała.

 

Wydanie: 12/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy