Bezpodstawnie oskarżony – rozmowa z prof. Jerzym Szaflikiem

Bezpodstawnie oskarżony – rozmowa z prof. Jerzym Szaflikiem

To przykre, że w Polsce, kraju, w którym mamy tak niewiele autorytetów, naszą specjalnością jest ich niszczenie Panie profesorze, w połowie sierpnia zaszłego roku minister zdrowia Bartosz Arłukowicz odwołał pana z funkcji konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki i dyrektora Banku Tkanek Oka w Warszawie. Jakie postawił panu zarzuty? – Problem polega na tym, że tak do końca to nawet dzisiaj nie wiem jakie. O ile dobrze pamiętam, powołał się na wątpliwości dotyczące dystrybucji rogówek. Afera, której nie było Ministerstwo Zdrowia złożyło do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zawiadomienie w sprawie „niejasności proceduralnych w zakresie przeszczepu rogówek w Polsce”, a CBA kilka dni później zawiadomiło prokuraturę. – Pozwoli pani, że uściślę: CBA zrezygnowało z prowadzenia tej sprawy i przekazało ją do prokuratury. A ta wszczęła dochodzenie w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w należącym do pana Centrum Mikrochirurgii Oka „Laser”. Jak pan zareagował na te informacje? – Czekałem cierpliwie, aż sprawa zostanie wyjaśniona. Trwało to długo, bo minęło pół roku, zanim zakończono postępowanie prokuratorskie. Zostało ono umorzone. Prokuratura stwierdziła, że nie było żadnego przestępstwa i nie ma żadnych niejasności. Wszystko odbywało się zgodnie z prawem. W kierowanym przez pana do sierpnia 2012 r. warszawskim Banku Tkanek Oka pracownicy resortu zdrowia przeprowadzili kontrolę. Wnioski z niej również były dla pana korzystne, bo inspektorzy stwierdzili, że bank nie przekazywał tkanek oka ani do pana prywatnej kliniki, ani do zagranicznych ośrodków, w których przeszczepia się rogówki. A decyzje o tym, do których ośrodków transplantacyjnych kierowany jest materiał do przeszczepu, podejmowane były na podstawie kolejności zgłoszeń, czyli zgodnie z obowiązującą procedurą. – Kontrola prowadzona przez pracowników Departamentu Nadzoru, Kontroli i Skarg Ministerstwa Zdrowia trwała od 17 sierpnia do połowy września ub.r., a jej wynik został ogłoszony tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W dokumencie podsumowującym kontrolę naczelnik departamentu sformułował uwagę, że nie ma żadnych zastrzeżeń ani nie zgłasza żadnych propozycji zmian w funkcjonowaniu Banku Tkanek Oka. Nie było żadnych zaleceń pokontrolnych. Prokuratura Okręgowa w Warszawie również nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości i w lutym br. umorzyła swoje postępowanie w tej sprawie. Zarzuty kierowane pod pana adresem przez ministra Arłukowicza nie potwierdziły się. Mimo to nie odzyskał pan ani stanowiska dyrektora Banku Tkanek Oka, ani funkcji konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki. Nie usłyszał pan nawet od ministra słowa przepraszam. Wiem, że odwołał się pan od jego decyzji do sądu pracy. Z jakim skutkiem? – Wystąpiłem do sądu pracy o podanie powodów odwołania mnie przez ministra ze stanowiska dyrektora Banku Tkanek Oka, konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki i członka Rady Transplantacyjnej przy Ministrze Zdrowia. Zapadło już jakieś rozstrzygnięcie? – Do czasu rozprawy upłynęło prawie pół roku, tyle sprawa czekała na wokandę sądu pracy. Na szczęście zapadło już orzeczenie. W sprawie Banku Tkanek Oka sąd pracy stanął na stanowisku, że polskie prawo dopuszcza sytuację, zgodnie z którą, jeśli powołuje się kogoś na stanowisko na podstawie aktu powołania, a więc nadania, a nie zatrudnia go, to odwołując go z tego stanowiska, nie jest się zobowiązanym do podania powodów. W dwóch pozostałych kwestiach sąd uznał, że minister postępował niewłaściwie i ma obowiązek podania przyczyn mojego odwołania. Czy to prawda, że złożył pan w tej sprawie również skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie? – Tak, to prawda. Zrobiłem to za namową moich prawników, którzy stoją na stanowisku, że odwołanie mnie ze składu Krajowej Rady Transplantacyjnej oraz ze stanowiska konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki odbyło się z naruszeniem prawa. A ponieważ minister zdrowia odrzucił moje wnioski o ponowne rozpatrzenie decyzji o moim odwołaniu i nie ustosunkował się do podniesionych w nich zarzutów naruszenia prawa, został do tego zobowiązany przez wojewódzki sąd administracyjny. Spodziewam się jednak, że prawnicy ministra złożą w jego imieniu skargi kasacyjne na wyroki WSA i będzie je musiał rozpatrzeć Naczelny Sąd Administracyjny. Nadal robię swoje W jakim stopniu bezpodstawne oskarżenia ministra i doniesienia medialne na ten temat wpłynęły na pana pracę i życie osobiste? Był pan zmuszony wycofać się z dotychczasowej aktywności naukowej? Jak reagowali na to całe zamieszanie pana pacjenci? – Jeśli chodzi o pracę, nic się nie zmieniło. Nadal robię to, co robiłem wcześniej. Natomiast prywatnie ta sprawa jest dla mnie bardzo przykra, bolesna i trudna

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2013, 24/2013

Kategorie: Kraj