Być człowiekiem wobec uchodźcy

Być człowiekiem wobec uchodźcy

116 uchodźców z Afganistanu rozlokowano na Opolszczyźnie. Polscy sąsiedzi przypominają sobie, jak to jest być dobrym człowiekiem

Przywieziono ich w nocy autobusami. W cienkich ubraniach, tylko z tym, co mieli przy sobie. Był mężczyzna w jednym bucie – w ścisku i zamieszaniu na lotnisku zgubił drugi, bo tam walczyli o życie. Mimo że na liście do wyjazdu do Polski były całe rodziny, to talibowie decydowali, kto leci, kto nie.

– Zostali w piekle – mówi żona lekarza specjalisty, 52-latka. Męża i syna zatrzymali talibowie. Jej kilkunastoosobowa rodzina medyków, farmaceutów, pielęgniarzy i studentów, także uczących się do niedawna dziewcząt, drży o los bliskich. Lekarz jest w Afganistanie potrzebny, ale rodzina, która uciekła do kraju będącego sojusznikiem USA, może się okazać dla niego i syna wyrokiem śmierci. Spalono im paszporty. Wszyscy szukają pomocy, by ściągnąć ich do Polski. – Im dłużej to potrwa, tym mniejsze mają szanse – mówi zrozpaczony drugi syn, także lekarz.

Są policjanci z rodzinami, wierni towarzysze polskich żołnierzy. Jeden z nich, 30-latek, pięć tygodni temu został ranny w twarz w akcji z polskimi żołnierzami. Teraz ma bliznę, zdeformowany nos i usta. I czuje nieustanny ból. Ma zniszczone zęby, może jeść tylko miękkie pożywienie. Czwórka jego dzieci już się oswoiła z widokiem taty, który z trudem mówi i oddycha. Mężczyzna prosi o krople do nosa, bo z powodu nieustannie zatkanej przegrody nie może spać. Wojna z talibami nie pozwoliła na uzyskanie właściwej opieki medycznej. Razem z nim jest brat z rodziną, inny policjant – bohater kilku polskich operacji. Jeszcze inny pomocnik Polaków jest tu sam. Wciąż ma w ciele odłamek po jednej z akcji. Dawni towarzysze broni starają się, by pomoc nie skończyła się na paczkach z odzieżą i dachu nad głową – to także moralnie wzmacnia „naszych Afgańczyków”, jak się o nich mówi.

Kilka dni po przyjeździe uchodźców w lokalnym szpitalu urodziła się dziewczynka, została Kasią. 10 punktów w skali Apgar. To rodzina prawnika, nauczyciela. Są mniejszością szyicką w Afganistanie, a tę talibowie prześladują. Mama czuje się dobrze, dziecko ma polską książeczkę zdrowia. Inna córeczka uchodźców urodziła się w drugim krańcu regionu.

Dzieciaki widzą deszcz i wybiegają na podwórko, szaleją, taplają się w kałużach, tańczą, śmieją się, jak to dzieci. Opiekunowie z ośrodka są przestraszeni, że się poprzeziębiają, jeden z afgańskich lekarzy, tata dwojga dzieci, uspokaja z uśmiechem: – My jesteśmy z Afganistanu, nie znacie naszych zim!

Starsze dziewczyny przynoszą talerze, zamiatają, pilnują mniejszych dzieciaków, dbają o porządek. Polscy gospodarze ośrodków doglądają, dopytują, organizują, co trzeba. W kuchni rządzą uchodźczynie, gotują dla wszystkich po swojemu, żeby czuli się jak w domu. Także urzędnicy starają się, jak mogą, choć to całkiem nowe wyzwania i spotkania kulturowe.

Po traumach ucieczki i podróży, wymuszonych rozstaniach z najbliższymi, po utracie dorobku życia, statusu społecznego każdy cierpi inaczej: podwyższony stan cukru, osłabienia, stany depresyjne, płacz, załamanie, apatia, do tego dochodzi samotność. Policjanci z Afganistanu i inni, wspierający Polaków i Amerykanów, czują się oszukani. Liczą teraz, że Polska pomoże im odbudować życie. Wiedzą, że na towarzyszy, z którymi współpracowali, mogą liczyć, ale ci mogą, ile mogą. – Będziemy o nich walczyć – mówi mi jeden z żołnierzy.

Uchodźca od 2015 r. za sprawą propagandy PiS stał się dla Polaków synonimem kogoś niebezpiecznego, a co najmniej podejrzanego. Do tego są „gorsi” uchodźcy, jak czytam w ekspertyzie PAN z 2017 r. – ci pochodzą z odległych krajów z islamem jako religią dominującą. Tym bardziej cieszy postawa działaczek ze Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Suchy Bór, opolskiego KOD, różnych środowisk na Opolszczyźnie. Organizowali zbiórki i zebrali tyle rzeczy, że prosili o wstrzymanie się z darami. Właściciele skromnych ośrodków pobytu uchodźców słyszeli z początku: „Ile ty na nich zarobisz”, „Ale się dorobisz na tych…” albo „Ci wasi Afgani chodzą po ulicach”. Szybko jednak sąsiedzi zaczęli przynosić ciasto, strażacy zbierali i przynosili dla dzieci owoce, ktoś zaproponował pomoc, by odpowiedzialni za pobyt tych straumatyzowanych rodzin sami mogli nieco odpocząć. Człowiek budzi się w Polaku. A uchodźca też człowiek.

b.dzon@tygodnikprzeglad.pl

Fot. L. Myczka

Wydanie: 37/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy