Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

MSZ to resort ludzi, którzy lubią spotkania i przyjęcia. Sprzyjają temu okazje i dostęp do taniego, bo wolnocłowego alkoholu. Te okazje to przede wszystkim pożegnania, gdy ktoś wyjeżdża na placówkę, no i nie będzie go w kraju przynajmniej przez cztery lata. Takie pożegnania zawsze są celebrowane, zwłaszcza gdy wydaje je przyszły ambasador. Często organizowane są w restauracjach, ba, w rządowych willach przy Belwederskiej czy też w którymś z rządowych hoteli. Z pełnym kateringiem, na ciepło i na zimno, i na słodko, z paletą trunków. Dla przyszłego ambasadora ważne jest, by na spotkaniu był minister, wiceministrowie, dyrektor departamentu kierunkowego (bo on będzie oceniał), koledzy z MSZ, no i zaprzyjaźnieni notable. To manifestacja siły i wpływów.
Tej tradycji rzucił rękawicę Krzysztof Szumowski, nowy ambasador w Irlandii. Otóż Szumowski do niedawna był dyrektorem Biura Kadr. W czerwcu został zaakceptowany na stanowisko ambasadora i – po załatwieniu formalności – przyszedł dzień, w którym powinien pożegnać się ze współpracownikami. Parę dni wcześniej Szumowski podsłuchał, jak pracownicy jego biura na coś się składają. – A na co się składacie? – zapytał. Na co mu odpowiedzieli – Na kwiaty dla pana dyrektora. Ta odpowiedź zainspirowała Szumowskiego. – Po co macie kupować kwiaty – odrzekł. – Kupcie za te pieniądze ciasteczka, to je zjemy podczas pożegnania. Więc pracownicy Biura Kadr za zebrane pieniądze kupili ciasteczka i wręczyli je dyrektorowi. A on je wypakował i ustawił na stole. Impreza gotowa!
Każdy mógł przyjść, złożyć gratulacje i poczęstować się czymś słodkim. Nie dziwmy się więc, że pracownicy kadr jeszcze długo będą się zagadywać tymi słowami: czy był pan na pożegnaniu dyrektora Szumowskiego i jadł pan ciasteczka, które sam pan sobie kupił?
Pyszna anegdota.
Jeżeli jesteśmy przy wyjazdach, to w MSZ chętnie opowiada się też o nowej PiS-owskiej sile, czyli nowym ambasadorze w Korei (Południowej oczywiście). Otóż ambasadorem w tym kraju został Krzysztof Całka. Nie, nie miejmy złudzeń – nie jest to żaden specjalista od spraw gospodarczych, od inwestycji, taki, który mógłby być partnerem dla tamtejszych czeboli. Nie jest to też specjalista od regionu. Któż to więc jest? Otóż jest to absolwent historii, który później pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich, gdzie zajmował się sprawami Ukrainy i Rosji. Ostatnio był wicedyrektorem w Kancelarii Premiera. A gdy go pytano, dlaczego jedzie do kraju, który nigdy nie leżał w jego obszarze zainteresowań, odparł, że przychodzą takie chwile, że coś trzeba zmienić.
Fan zmian zaordynował też zmiany na placówce w Seulu. Zanim tam wyjechał, zażyczył sobie wymianę mebli w ambasadzie, dywanów i samochodów. W MSZ szeptano, że w ten sposób chce zmienić dotychczasową atmosferę na placówce, zatrutą przez swego poprzednika, Andrzeja Derlatkę, który wcześniej był wiceszefem Agencji Wywiadu.
Jezu, człowiek ładnych parę lat przepracował w Ośrodku Studiów Wschodnich i przeszkadza mu ubecka atmosfera?

Wydanie: 43/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy