Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nie tak dawno min. Sikorski narzekał, że nie ma właściwych kandydatów na ambasadorów. Otóż – już ma. Gen. Edward Pietrzyk, ten, którego o mały włos nie zabito w Iraku, jedzie na ambasadora do Korei Północnej. Ten wybór jeszcze jakoś można zrozumieć, choć bardziej pasuje on do Iraku czy Afganistanu. Teraz inny generał ma zostać ambasadorem w Wietnamie. Zastąpi tam człowieka, który mówił po wietnamsku i znał ten kraj jak własną kieszeń. Co tam będzie robił? Wietnam to nie jest kraj z filmu „Rambo”, tam naprawdę trzeba wysłać specjalistę od gospodarki, znającego tamtejsze realia, układ władzy.
Ale, zdaje się, min. Sikorski uważa, że jak ktoś jest z MON, to sobie poradzi.
Więc ludzie w MSZ, mijając się na korytarzach, pytają jeden drugiego: kiedy on tym przesiąkł? To znaczy – kiedy min. Sikorski przesiąkł MON-owskimi zwyczajami, tamtą mentalnością? No bo że przesiąkł, to pokazuje na każdym kroku.
Oto więc nowe wydarzenie z tej serii: od tego roku będzie uroczyście obchodzony Dzień Służby Zagranicznej. To pomysł ministra.
W wojsku co chwila są jakieś święta i dni, a to święto wojska, a to święto dywizji, a to święto sił zbrojnych – i tak w jednostkach czas schodzi. To świętowanie próbowało swego czasu naśladować MSW, ale bez wielkich sukcesów, ważnym dniem był tam 7 kwietnia, obchodzono wtedy dzień milicji i SB. I dzięki temu każdy w MSZ wiedział, kto z MSW, a kto z MON, bo ci z MSW 7 kwietnia byli na rauszu, a 8 kwietnia brali sobie wolne na czas regeneracji organizmu.
Ale wróćmy do naszych baranów – min. Sikorski wymyślił, że swoje święto będzie miało MSZ i że będzie to 16 listopada. Wtedy to bowiem z nowo tworzonego polskiego MSZ wyszła pierwsza depesza, skierowana do rządów państw ententy, że oto powstało państwo polskie.
Pięknie!
Ale ponieważ w tym roku 16 listopada to poniedziałek, uroczystości przeniesiono na 14 listopada, na sobotę. Co to ma się dziać! Będą dla ludności organizowane wycieczki po MSZ. Będą pokazywane gabinety i eksponaty. Będą pokazywane przedwojenne mundury dyplomatów, bo kiedyś dyplomaci chodzili w mundurach, a nie jak dzisiaj w wymiętych różnokolorowych marynarkach. Wycieczki oprowadzać będą zasłużeni pracownicy MSZ, będą np. opowiadać o byłych ministrach przed ich portretami. Aczkolwiek ich opowieści będą krótkie, bo portrety ministrów z lat 1945-1989 kazała zdjąć pani min. Fotyga, a min. Sikorski już ich z powrotem nie powiesił. I kto tu twierdzi, że tak bardzo różni się od PiS?
Będą też tego dnia uroczyste wykłady, no i wręczanie odznaczeń ministerialnych. Bo minister ustanowił odznaczenie ministerialne i będzie chciał je wręczać. Co prawda, żeby ten pomysł wszedł w życie, minister powinien mieć zgodę prezydenta, a w dniu, kiedy to piszemy, jeszcze jej nie miał – ale bądźmy dobrej myśli.
To odznaczenie ministerialne nazywać się będzie Bene Merenti. Czyli „za dobre czyny”. Tak samo nazywa się odznaczenie rumuńskie, jeszcze sprzed II wojny światowej. Medale Benemerenti, czyli „dobrze zasłużonym”, wręcza też Ordynariat Polowy Wojska Polskiego. Dzieje się tak od roku 1995, kiedy to odznaczenie ustanowił bp Sławoj Leszek Głódź. I to by było tyle, jeśli mówimy o wpływie MON, tamtejszej mentalności i obyczajowości, na min. Sikorskiego.
Spocznij.
Attaché

Wydanie: 45/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy